Wielu słuchaczy kojarzy Henryka Miśkiewicza przede wszystkim z saksofonem. Początki jego muzycznej drogi związane były jednak z innym instrumentem. – Miałem absolutną frajdę z grania na klarnecie. Grałem w orkiestrze szkolnej, pierwszy klarnet, ze wspaniałymi dyrygentami – mówił w Dwójce.
– Jak dyrygent wychodził na estradę i stawał przed nami, to każdy miał ciary po plecach. Jego ruch powodował taką mobilizację, że orkiestra grała wspaniale. Przyjeżdżali nawet muzycy z filharmonii na nasze koncerty w Akademii Muzycznej i słuchali, jak gramy – wspominał.
Gdy klarnet ustąpił miejsca saksofonowi...
Z czasem jednak klarnet ustąpił miejsca saksofonowi. – Później klarnet zaczął się trochę przypruszać kurzem. Każdy moment, kiedy brałem go do ręki, oznaczał, że trzeba się wszystkiego uczyć od nowa: ustawiać usta, brzmienie. A że sięgałem po niego coraz rzadziej, to stał się tym złem koniecznym – wyjaśniał w audycji Cafe "Muza".
Paradoksalnie właśnie z tym instrumentem muzyk przez lata zdobywał najwyższe miejsca w plebiscycie czytelników magazynu "Jazz Forum".
Pierwsze sukcesy z zespołem dixielandowym
Pierwsze jazzowe laury Miśkiewicz zdobył jako nastolatek. W połowie lat 60. wystąpił na legendarnym festiwalu Jazz nad Odrą. – Grałem wtedy na klarnecie w zespole dixielandowym. Napisaliśmy aranżację na cztery instrumenty – cztery rury – i to się spodobało. W komisji był między innymi Jan Ptaszyn Wróblewski i właśnie on zdecydował o nagrodzie – zaznaczył.
Utwór, który wtedy wykonał, nosił tytuł "Blues for You". Po latach powrócił w zmienionej formie i pod nazwą "Mój promyk" pojawił się na płycie.
"Energia i radość wspólnego grania"
Jednym z momentów przełomowych dla Henryka Miśkiewicza było odkrycie nagrań wielkiego saksofonisty, Cannonballa Adderley'a. – Kolega podrzucił mi nagranie i od pierwszego dźwięku się zakochałem. Uwielbiam muzykę radosną. Słychać tam, że ludzie się bawią, klaszczą, może tańczą. Muzycy też się bawią między sobą – opisywał.
– Na jednym z nagrań saksofonista kończył frazę taką dziwną, zabawną frazą, a pianista natychmiast ją przejmował i kontynuował. To jest właśnie zabawa muzyczna. To uwielbiam – dodał.
Muzyczna przyjaźń ze Zbigniewem Jaremko
Jak sam dodaje, jedną z najważniejszych postaci w jego karierze był saksofonista Zbigniew Jaremko. – Poznaliśmy się na Jazzie nad Odrą. On przyjechał z zespołem, ja grałem w innym składzie. Po dwóch latach spotkaliśmy się w Warszawie na korytarzu. Zapytał: "Ty grasz na klarnecie, nie?" I tak zaczęła się nasza muzyczna przyjaźń – opowiedział w Dwójce.
To właśnie Jaremko zaprosił Miśkiewicza do zespołu Jazz Carriers. – Bardzo dobrze się rozumieliśmy muzycznie. Wiele rzeczy, które on pisał czy ja pisałem, podobały nam się wspólnie. Czasami grając sola, graliśmy te same frazy w tym samym czasie, nawet o tym nie wiedząc – wyjaśnił.
***
Tytuł audycji: Cafe "Muza"
Prowadzenie: Roch Siciński
Gość: Henryk Miśkiewicz (saksofonista)
Data emisji: 8.02.2026
Godz. emisji: 10.00
zch/pg