Czwórka

ONZ przestała być potrzebna? "Zawodzi mechanizm działania"

10.03.2014 16:00
Podczas różnego rodzaju konfliktów międzypaństwowych, a także wewnątrzpaństwowych, powraca temat skuteczności ONZ i innych, podobnych instytucji.
Gmach ONZ w Genevie
Gmach ONZ w GenevieFoto: wikimedia.commons/fot.Cayla
Posłuchaj
31'45 Czy rzeczywiście ONZ przestaje być potrzebna? Czy wierzymy, że w sytuacji zagrożenia Polsce pomogłyby państwa zjednoczone w NATO? Rozmowa z Damianem Wnukowskim i Konradem Rękasem (Czworka/4 do 4)
02'50 Dr Marek Gąska o nieudolnych działaniach międzynarodowych organizacji, a także przyczynach tego stanu rzeczy - materiał Bartłomieja Olka (Czwórka/4 do 4)

W najnowszej historii znaleźć można wiele przykładów nieudolnych działań m.in. Organizacji Narodów Zjednoczonych, Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, a także innych instytucji międzynarodowych. - Na przykład w byłej Jugosławii, w Srebrenicy, batalion holenderski stał i patrzył, jak dokonywano mordu na Bośniakach. To samo było w Afryce - mówi dr Marek Gąska, politolog. - Słabość misji pokojowych wynika z tego, że kształtuje je wyłącznie praktyka, a nie regulacje prawne. Zawodzi mechanizm działania, nie ludzie. Poza tym trzeba pamiętać, że ostateczne bilanse takich międzynarodowych interwencji nie wyglądają najczęściej źle.

Zdaniem Konrada Rękasa z Europejskiego centrum Analiz Geopolitycznych ważną rolę organizacje międzynarodowe odegrały także w tzw. kryzysie krymskim, mającym obecnie miejsce na Ukrainie. - Zaczął się on wszak od aspiracji tego kraju do stowarzyszenia z Unią Europejską. Obecnie OBWE jest jednym z głównych aktorów na Krymie, próbując się tam dostać w roli obserwatora toczących się na tym terenie działań wojskowych. W tle tych wydarzeń cały czas jest NATO - tłumaczy gość ”4 do 4”. - Widzimy jednak, że ONZ właściwie milczy. Po raz kolejny okazuje się, że tryby tej organizacji "mielą" bardzo powoli.

Tymczasem, jak przyznaje Damian Wnukowski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy może być wyjątkowo złożona struktura ONZ, z jaką muszą mierzyć się tamtejsi urzędnicy. - Jeśli sytuacja w Unii Europejskiej, w której jest 28 aktorów i każdy broni swoich interesów, jest skomplikowana, to co dopiero musi dziać się w organizacji, która ma ponad 190 członków? - pyta retorycznie ekspert. - Poza tym w jednym z głównych urzędów tej organizacji, czyli w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, zasiada ważny gracz kryzysu krymskiego, czyli Rosja. Wiadomo, że paraliż jest w tym momencie dość zrozumiały, a nieudolne próby w postaci wysłania obserwatora, podejmowane są przez tę organizację w celu zachowania twarzy.

(kd / ac)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Parytety. Czy w parlamencie powinno być więcej młodych ludzi?

30.01.2014 15:30
Ostatnio głośno było o parytetach w polityce i biznesie. O swoje miejsce w zarządach spółek i sejmowych ławach walczyły kobiety. Czy właśnie nadszedł czas, by w ten sposób pomóc młodym ludziom znaleźć pracę?
Parytety. Czy w parlamencie powinno być więcej młodych ludzi?
Foto: Glow Images/East News
Posłuchaj
28'50 Czy należy wprowadzić parytety, by wiecej młodych ludzi mogło robić karierę w polityce i biznesie? - rozmowa z drem Robertem Sobiechem i Maciejem Kowalskim (Czwórka/4 do 4)
03'29 Jak wprowadzić młodych ludzi do biznesu i polityki? - materiał Anny Depczyńskiej (Czwórka/4 do 4)

Radca prawny Zbigniew Rączy jest zdania, że takie przymusowe regulacje nie poprawią sytuacji młodych ludzi na rynku pracy. - Ważniejsza jest edukacja i przedstawianie przedsiębiorcom całego zagadnienia. Młodego człowieka można wdrożyć w nowe obowiązki, wykształcić. Może on być pracownikiem dobrym i lojalnym - tłumaczy ekspert. - Ważne jest więc pokazywanie pracodawcom dobrych przykładów.

Jednak, mimo burzliwej dyskusji wokół prowadzenia parytetów, jak zaznacza Maciej Kowalski, publicysta, w naszym kraju wciąż ich właściwie nie ma. - Jestem przeciwnikiem narzucania przedsiębiorcom, by zatrudniali młodych ludzi, jeśli nie mają na to ochoty. Scenę polityczną mamy "zabetonowaną" prawie najbardziej w całej Europie. W czołówkach gazet wciąż są ci sami politycy, co 20 lat temu - mówi gość "4 do 4". - I pojawia się problem: na przykład przyszłe wybory do Parlamentu Europejskiego, tak naprawdę mają miejsce teraz. Bo już dziś wewnątrz partii trwa walka o to, kto ma się znaleźć na liście. I nie ma tam ani kobiet, ani młodych ludzi.

Tymczasem, jak przyznaje dr Robert Sobiech, socjolog, zanim wprowadzimy parytety i inne regulacje, należałoby się zastanowić, co konkretnie chcemy przy ich pomocy zmienić? - Czy my koniecznie chcemy na przykład, by struktura społeczna w Polsce miała swoje odbicie w Parlamencie? - pyta retorycznie ekspert i dodaje, że w innych krajach Europy również nie jest pod tym względem "kolorowo". - Odsetek posłów poniżej 40. roku życia we Francji wynosił po przedostatnich wyborach 4-6 proc. W innych krajach jest podobnie. Być może więc nie chodzi tylko o dystans młodych ludzi do polityki, ale i o oczekiwania wyborców wobec profesjonalistów, którzy mają ich reprezentować - przyznaje dr Sobiech.

(kd / ac)

Czytaj także

Płk Kukliński - dlaczego współpracował z CIA?

07.02.2014 16:00
Superinteligentny, bardzo zdolny, robił w polskiej armii zawrotną karierę. Zamiast "bezpiecznej posady" wybrał jednak niebezpieczne balansowanie na krawędzi zdrady. - Zaryzykował wszystko, ale zrobił to bardzo świadomie - mówi w Czwórce prof. Paweł Machcewicz.
Pułkownik Ryszard Kukliński
Pułkownik Ryszard KuklińskiFoto: PAP/Tomasz Gzell
Posłuchaj
05'15 Biografia pułkownika Kuklińskiego wciąż zawiera wiele niewiadomych - materiał Martyna Ogonek (Czwórka/Poranek OnLine)

Pułkownik Ryszard Kukliński przeszedł do historii jako najbardziej znany podwójny szpieg w historii PRL. Współpracował bowiem zarówno w wywiadem polskim, jak i z amerykańską CIA. Ale zanim to się stało zrobił zawrotną karierę w rodzimym wojsku. - Jego zdolności, jak można przypuszczać, zaprowadziłyby go co najmniej do szlifów generalskich, a może na najwyższe stanowiska w polskiej armii - opowiada historyk Polskiej Akademii Nauk, prof. Paweł Machcewicz. - Kukliński był doceniany przez swoich zwierzchników, dzięki czemu brał m.in. udział w przygotowywaniu planów manewrów strategicznych zarówno armii polskiej, jak i państw układu Warszawskiego.

Zdaniem eksperta, by właściwie ocenić tego człowieka, należy pamiętać, że odrzucił on drogę pewnych awansów i bezpiecznego, dostatniego życia, a zaryzykował swoją wolność zupełnie świadomie. Jak wyjaśniał po latach, był rozczarowany komunizmem. Poza tym obawiał się, że w przypadku wojny pomiędzy Związkiem Radzieckim, a Zachodem, Polska przestałaby istnieć. Dlatego w 1972 roku wysłał list do Ambasady Amerykańskiej w Bonn z propozycją współpracy. - Kukliński, jako planista, zdawał sobie sprawę, że Polska w przypadku wschodnio-zachodniej wojny stałaby się atomową pustynią. Polacy mieliby zginąć - tłumaczy Grzegorz Majchrzak z biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej.

W ciągu dziewięciu lat współpracy z CIA płk Kukliński przekazał Amerykanom ok. 40 tys. dokumentów związanych z Polską, ZSRR i Układem Warszawskim. - Były to informacje bardzo cenne - dodaje Majchrzak.

W 1981 roku płk Kukliński wraz z rodziną uciekł z Polski do Stanów Zjednoczonych. Skazano go na karę śmierci, ale uchylono wyrok. Do dziś jednak nie wszyscy wierzą w jego wersję wydarzeń. - Jedną z teorii jest to, że do CIA nie zgłosił się sam, lecz został zwerbowany - mówio Majchrzak.

7 lutego 2014 na ekrany polskich kin wszedł film pt. "Jack Strong" o życiu pułkownika Kuklińskiego.

(kd/kul)

Czytaj także

Putin: Janukowycz nie ma politycznej przyszłości

04.03.2014 15:00
Prezydent Rosji nie widzi na razie konieczności wprowadzania wojsk na Ukrainę. Władimir Putin zaznaczył jednak, że na Ukrainie doszło do zbrojnego przewrotu i nielegalnego przejęcia władzy.
Władimir Putin
Władimir PutinFoto: PAP/ALEXEY NIKOLSKY /RIA NOVOSTI / KREMLIN POOL
Posłuchaj
06'39 Echa konferencji Władimira Putina na Krymie - relacja Krzysztofa Renika (Czwórka/4 do 4)
01'16 Relacja z Moskwy - Maciej Jastrzębski z Informacyjnej Agencji Radiowej (Czwórka/Serwis informacyjny)

Władimir Putin, podczas konferencji prasowej 4 marca powiedział, że Wiktor Janukowycz pozostaje dla niego legalnym prezydentem Ukrainy, choć nie ma dla niego żadnej politycznej przyszłości. Rosja zgodziła się także na udział w spotkaniu z przedstawicielami NATO poświęconemu Ukrainie, które ma odbyć się 5 marca.

Donald Tusk w komentarzu do słów rosyjskiego prezydenta przyznał, że jego wystąpienie jest dowodem na to, iż działania przywódców państw unijnych są skuteczne. - Widać wyraźnie, że przywódcy Rosji zreflektowali się, i że sami dostrzegają potrzebę innego, politycznego rozwiązania konfliktu - oświadczył premier.

Zobacz serwis specjalny: Kryzys ukraiński <<<

Tymczasem podczas konferencji na Krymie Władimir Putin na pytanie o to, czy na Krymie stacjonują rosyjscy żołnierze i czy blokują oni ukraińskie bazy wojskowe, odpowiedział, że nie i że są to oddziały miejscowej samoobrony.  - To budzi moje zdumienie - relacjonuje Krzysztof Renik, specjalny wysłannik Polskiego Radia na Krymie. - Jeśli tak ma wyglądać miejscowa samoobrona, to ja chciałbym, by tak wyglądała każda armia. Mundury, kamizelki i uzbrojenie, którym posługują się ci żołnierze nieznanego pochodzenia, są bowiem wyraźnie rosyjskie i na co dzień są na wyposażeniu tamtejszej armii.

Czytaj także: Wojna o Krym. Wydarzenia na Ukrainie - relacja na żywo <<<

Władimir Putin dodał także, że jeśli rosyjskie wojska wejdą na teren Ukrainy, zrobią to w obronie obywateli nie tylko rosyjskich, ale także ukraińskich. - Gdyby nie groza sytuacji, byłoby to śmieszne - mówi Renik. - Putin chce bronić Ukraińców przed Ukraińcami, a to absurdalne, bo oznaczałoby, że istnieje jakaś podziemna organizacja militarna, która chce wybijać swoich rodaków.

4 marca do Kijowa przybył także sekretarz stanu USA John Kerry, który spotkał się z pełniącym obowiązki prezydenta Ołeksandrem Turczynowem oraz premierem Arsenijem Jaceniukiem. W konflikcie o Krym, USA jednoznacznie stoją po stronie Ukrainy.

(kd/pj)