Raport Białoruś

Dziennikarka Karty 97, Natalia Radzina, wyjechała z Białorusi

Redaktor naczelna niezależnego portalu białoruskiego Karta 97 i współpracowniczka byłego kandydata na prezydenta Andreja Sannikaua wyjechała przed kolejnym przesłuchaniem, na które wezwało ją KGB.
01.04.2011 13:26

Informacje o Białorusi: Raport Białoruś

Natalia Radzina wcześniej spędziła ponad miesiąc w areszcie KGB, czekał ją proces o „masowe zamieszki” na wiecu po wyborach 19 grudnia.

O wyjeździe dziennikarki napisał portal na swojej stronie (Charter97.org). Natalia Radzina poinformowała redakcję, że jest już poza zasięgiem białoruskiego KGB. Znajduje się obecnie w bezpiecznym miejscu.

Radzina dostała wezwanie do KGB na czwartek 31 marca. Dziennikarka zdecydowała się opuścić Białoruś przed przesłuchaniem. Natalia Radzina ma w najbliższych dniach sama opowiedzieć o szczegółach swojej ucieczki. Według nieoficjalnych źródeł, znajduje się obecnie w Londynie.

KGB zatrzymało Radzinę po wiecu 19 grudnia i zwolniło ją z aresztu po około miesiącu. Musiała podpisać zobowiązanie, że nie wyjedzie z kraju. Była w grupie osób oskarżanych o udział i organizację "masowych zamieszek" po wyborach, za co grozi kara do 15 lat więzienia.

Wcześniej Białoruś opuścił inny podejrzany w procesie o "masowe zamieszki", Aleś Michalewicz, były opozycyjny kandydat na prezydenta. Po warunkowym zwolnieniu z aresztu ujawnił, że w więzieniu stosowano wobec niego tortury fizyczne i psychiczne. Uzyskał azyl w Czechach.

 

agkm, charter97.org, polskieradio.pl

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Dziennikarka ostrzeżona po wywiadzie o torturach w więzieniu KGB

Natalia Radina, redaktorka Karty 97, kilka tygodni temu zwolniona z aresztu KGB za kaucją. Czeka na proces za udział w wiecu powyborczym. Teraz dostała ostrzeżenie, bo skomentowała oświadczenie Alesia Michalewicza, który mówił o torturach w więzieniu. Z domu została przewieziona na posterunek milicji.

Jak pisze portal Karta 97, milicja zabrała Radinę na komisariat w Kobryniu. Tam przypomniano jej o warunkach zwolnienia za kaucją. Usłyszała też, że jej komentarz w sprawie kandydata na prezydenta Alesia Michalewicza może być równoznaczny z "ujawnieniem tajemnicy śledztwa". Dziennikarce poradzono, by powstrzymała się od takich wypowiedzi.

Natalia Radina komentowała w wywiadzie dla Radia Swabody oświadczenie Alesia Michalewicza, który powiedział o warunkach panujących w więzieniu KGB, tzw. amerykance. Mówił, że był torturowany, a żeby wyjść z więzienia musiał podpisać zobowiązanie do współpracy (od którego na wolności się odciął). Opisywał, jakiej presji i torturom poddaje się uwięzionych, wyrażał swój niepokój o tych, którzy pozostali w areszcie.

Dziennikarka Karty 97 mówiła, że kobiety w areszcie traktowane były inaczej: nie wyłamywano im rąk, nie kazano im stać  na zimnie bez ubrania, nie zakładano im kajdanek. Powiedziała jednak, że sądząc po odgłosach dochodzących z cel, więźniowie mogą przechodzić wszystko to, co opisywał Michalewicz: - Kiedy szłam na przesłuchanie albo na spacer, słyszałam komendy „ręce do tyłu”, „patrzeć w dół”, słyszałam trzaski, prawdopodobnie paralizatora.

Powiedziała, że ją także KGB próbowało skłonić do współpracy. - Słyszałam groźby w rodzaju "nigdy nie będziesz mieć dzieci", "pomyśl o swojej chorej matce". Mówiła, że straszono ją wyrokiem od 5 do 8 lat więzienia.

agkm, charter97/svaboda.org

 

Czytaj także

Tortury na Białorusi: "świat powinien o tym mówić" (wideo)

Trzeba zrobić wszystko, żeby w więzieniach na Białorusi nie było tortur, przeprowadzić śledztwo w tej sprawie – mówi Aleś Michalewicz, który jako pierwszy publicznie powiedział o tym, jak traktuje się więźniów. Jest teraz szantażowany przez KGB.
Posłuchaj
12'48 Rozmowa z Alesiem Michalewiczem
Obejrzyj
Aleś Michalewicz o przesłuchaniu przez KGB
Aleś Michalewicz: ważne jest nagłośnienie tej sprawy
"Solidarność międzynarodowa przyniesie skutek"
Aleś Michalewicz

Więcej informacji na temat Białorusi: Raport Białoruś

Aleś Michalewicz, były kandydat na prezydenta w grudniowych wyborach, wierzy, że sytuację w aresztach uda się zmienić dzięki presji opinii światowej i zainteresowaniu białoruskiego społeczeństwa. Ma nadzieję, że sprawą tortur zajmie się ONZ, może także prokuratura wojskowa Białorusi (opozycja złożyła wniosek). W związku z oświadczeniem Alesia Michalewicza o torturach w czwartek Parlament Europejski ma wydać rezolucję w sprawie łamania praw człowieka na Białorusi.

Aleś Michalewicz podkreśla, że wiele osób zareagowało na jego oświadczenie. Telefonował do niego szef MSZ Czech Karel Schwarzenberg, a do jego żony - żona polskiego prezydenta Anna Komorowska. Po wezwaniu na przesłuchanie w KGB dzwonili do niego pracownicy ambasady: Michalewicz uważa, że tylko z powodu tego zainteresowania nie zamknięto go z powrotem w celi.

----------------------------------------

Przeczytaj wywiad z Alesiem Michalewiczem (w ramce obok wersja dźwiękowa i fragmenty wideo z Mińska - nagranie przez Skype)

----------------------------------------

Pan jako pierwszy zdecydował się ujawnić, co się dzieje w więzieniach, opowiedział o torturach stosowanych wobec opozycjonistów. Kilka dni później został pan przesłuchany przez KGB. Czy czuje się pan zagrożony?

Nie, nie czuję się zagrożony. Przesłuchanie było zwyczajne. Coś niezwykłego zdarzyło się po przesłuchaniu. Po zakończeniu przesłuchania podszedł do mnie człowiek, który nie zajmuje się tym śledztwem. Pokazał mi w komputerze kadry z rozmów po 10 stycznia, kiedy już zostałem zmuszony, by przystać na rozmowy z funkcjonariuszami KGB. Okazało się, że wszystkie spotkania były filmowane. Pokazano mi w komputerze moment, w którym śmieję się rozmawiając z pracownikiem KGB, jestem w dobrym humorze. Rozumiem, że chcą to pokazać jako dowód, że nie zostałem zmuszony, tylko zgodziłem się sam na współpracę, byłem bardzo szczęśliwy z tego powodu i tak dalej.

Wiadomo, że chodzi o metodę złego i dobrego policjanta. Zły policjant krzyczy, stosuje tortury, a dobry proponuje papierosa, kawę, czekoladkę. To działa od lat. Więc nie uważam, że moment kiedy się śmieję na spotkaniach z KGB, pokazuje, że z własnej woli zgodziłem się na współpracę. Zupełnie niczego nie dowodzi.

Powiedziano mi jeszcze, że tych materiałów, które mają, ”wystarczy na dobry film”, co najmniej na 45 minut.  Powiedziałem, że życzę powodzenia i chętnie film obejrzę, albo na stronie KGB, albo w telewizji białoruskiej.

Czyli szantażują Pana kompromitacją. Skoro jednak argumenty, którymi dysponują są dość słabe, mechanizm jest oczywisty dla obserwatorów tej sytuacji, dlaczego tak postępują?

Nie mają innych argumentów, nie mają innego, jak się u nas mówi, kompromatu. Chcą pokazać, że cokolwiek mają. Szczerze mówiąc, to pokazuje, że nie kontrolują sytuacji. Muszą jakoś reagować na to, co Białorusini mówią teraz o torturach.

KGB zaprzecza w specjalnym oświadczeniu że stosuje tortury. Tymczasem wiele osób zebrało się na odwagę i mówi, że doświadczyło tortur, wie lub słyszało o torturach w więzieniach.

Jestem pewien, że coraz więcej osób będzie o tym mówić. Najważniejsze, aby ci ludzie, które teraz są w więzieniu, których torturowano, również o tym mogli powiedzieć. Trzeba walczyć, żeby do nich dopuszczano prawników, żeby pełnomocnik do spraw torturowania ONZ mógł odwiedzić więzienia. To bardzo ważne.

Czy  takie praktyki dopiero teraz pojawiły się w areszcie, czy wcześniej również coś takiego mogło mieć miejsce?

Jestem przekonany, że podobne praktyki stosowano przez cały czas, ale zwykle przeciw ludziom, którzy nie mogli się przebić do mediów. Na przykład były sprawy celników, gdzie próbowano udowodnić im kradzieże: to była prawie powszechna praktyka. Korzystano  tego, że celników w społeczeństwie białoruskim nie za bardzo lubią. Nawet gdyby o tym opowiedzieli, ludzi powiedzą „przecież kradł".

Teraz jednak tortury stosuje się wobec osób, które kilka miesięcy temu były kandydatami na prezydenta. Jeśli tego się nie udowodni, jeśli nie zacznie się śledztwo w tej sprawie, to jestem pewien, że torturowanie będzie zwykłą metodą śledczą. Tak jak było za czasów stalinowskich.

Trzeba zrobić wszystko, co możliwe, żeby sprawę nagłośnić. Trzeba monitorować ,w których więzieniach na Białorusi takie metody się stosuje. I trzeba zrobić wszystko,  żeby tego w ogóle na Białorusi nie było.

Co można zrobić, żeby zapobiec torturowaniu więźniów, także politycznych, na Białorusi?  Złożyliście wniosek do prokuratury o zbadanie tej sprawy, Helsińska Fundacja Praw Człowieka napisała do komisarza ONZ. Co można zrobić, żeby zapobiec torturom w przyszłości?

Najważniejsze jest nagłaśnianie tej sprawy, żeby cały świat o tym mówił. Dlatego że reżim białoruski boi się najbardziej informacji, tego że ludzie i świat o tym wiedzą. To jest bardzo ważne. Oprócz mechanizmów ONZ, Czerwonego Krzyża, próbujemy też działać przez prokuraturę białoruską. Jednak jestem przekonany, że bez presji społeczeństwa będzie bardzo trudno zrobić cokolwiek.

Jednak zainteresowanie jest bardzo duże na Białorusi, wiele osób rozmawia na ten temat.

Właśnie o to chciałam zapytać, czy ludzie na Białorusi Panu wierzą, czy Pan spotyka się ze wsparciem? Czy też część ludzi wierzy oficjalnym komunikatom, MSW i KGB, które twierdzą, że żadnych tortur nie było?

Myślę, że do oficjalnych komunikatów nie ma w ogóle żadnego zaufania. To też interesujące, że w mediach państwowych nie ma na ten temat w ogóle mowy. Nikt nic o tym nie mówi. Nawet gdy zaczną zaprzeczać, że tortur nie stosuje się w areszcie, to przecież ktoś dowie się, że mówiono o tych torturach. Nie są więc zainteresowani w ogóle mówieniem na ten temat. Dlatego odpowiedź KGB ws. tortur pojawiła się na stronie internetowej KGB.

Rozmawiając ze mną pokazywali mi list, który wysłałem do Aleksandra Łukaszenki. List został zeskanowany specjalnie bez daty, bo jeszcze półtora miesiąca po tym liście byłem torturowany w KGB, przesłuchiwany  i tak dalej. To ciekawe, że oni zaczęli stosować różne metody. Oczywiście nie mają prawa ujawniać listów. Trzeba jednak zauważyć, że zostali zmuszeni do reakcji. Po raz pierwszy w historii Republiki Białoruś  KGB mówi, że człowiek który był zmuszonyny do podpisania oświadczenie, że będzie agentem,  nie był agentem. Również to też jest bardzo ciekawe.

W czwartek Parlament Europejski przyjmie rezolucję, w związku z Pana oświadczeniem o torturowaniu. Mówił o tym europoseł Jacek Protasiewicz w tym tygodniu. Czy ktoś z europarlamentu kontaktował się z Panem, ofiarował Panu pomoc?

Wiem, że Unia Europejska  i Parlament Europejski robią wszystko by zapobiec torturowaniu i żeby więźniowie zostali uwolnieni. W dniu kiedy złożyłem oświadczenie o torturach, dzwonił do mnie Karel Schwarzenberg, minister spraw zagranicznych Czech, do mojej żony dzwoniła pani Anna Komorowska, żona prezydenta Polski. W piątek wieczorem, gdy dostałem wezwanie na przesłuchanie na KGB, miałem telefony z kilku ambasad – z ambasady polskiej, niemieckiej, Stanów Zjednoczonych. A to już było po godzinach pracy. To bardzo ważne, że demonstrują, że jest zainteresowanie, że zbierają informacje o tej sprawie. Może właśnie dzięki temu nie trafiłem do więzienia. Wiadomo, że mój telefon jest podsłuchiwany, także telefon mojej żony.   

Z Alesiem Michalewiczem rozmawiała Agnieszka Kamińska, polskieradio.pl

Czytaj także

Aleś Michalewicz wyjechał z Białorusi. "Nie wyszedłbym już z budynku KGB"

Były kandydat na prezydenta, który ujawnił informacje o torturach w areszcie, pisze na blogu, że był w niebezpieczeństwie. KGB znowu wezwało go na przesłuchanie.
Posłuchaj
00'39 Relacja Włodzimierza Paca z Mińska

Informacje na temat Białorusi: Raport Białoruś

Były kandydat w wyborach prezydenckich na Białorusi Aleś Michalewicz powiadomił na swoim blogu w nocy z niedzieli na poniedziałek, że znajduje się "poza zasięgiem działalności KGB". Najprawdopodobniej oznacza to, iż wyjechał z kraju.

Rozmowy z Alesiem Michalewiczem przez Skype o torturach w więzieniu, o reakcji KGB na oświadczenie o torturach.

- Wzywają mnie do KGB w celu przeprowadzenia działań śledczych. Mam uzasadnione podstawy, by uważać, że już nie wyjdę z budynku KGB, dlatego w KGB mnie nie będzie. Jestem teraz w bezpiecznym miejscu, poza zasięgiem działalności białoruskiego KGB - napisał Michalewicz.

- Dla mnie istnieje jedyny powód, który usprawiedliwia takie moje kroki - to realne fizyczne niebezpieczeństwo. Wszyscy wiedzą, że ci ludzie są zdolni do wszystkiego, że w ich działaniach nie ma zgodności z prawem i jawności - przekazała słowa polityka strona internetowa opozycyjnego Ruchu "O Wolność".

Miłana Michalewicz powiedziała Radiu Swaboda, że nie wie, gdzie jest jej mąż, ale w kraju go nie ma. Małżeństwo ma dwójkę małych dzieci.

Oświadczenie o torturach na Białorusi

Aleś Michalewicz, zwolniony 19 lutego z aresztu śledczego KGB w Mińsku, ogłosił publicznie, że KGB znęca się nad aresztowanymi oraz że aby wydostać się z aresztu podpisał zobowiązanie do współpracy, ale je zrywa. KGB zaprzeczył oskarżeniom i opublikował fragmenty listu Michalewicza z aresztu do prezydenta Aleksandra Łukaszenki z prośbą o wyrozumiałość. Michalewicz potwierdził ten list. Potem został wezwany na przesłuchanie i wówczas - jak relacjonował - pokazano mu zrobione ukrytą kamerą nagranie jego rozmów z funkcjonariuszami KGB w czasie pobytu w areszcie.

Podobnie jak większość innych kandydatów opozycji na prezydenta, Michalewicz trafił do aresztu śledczego KGB po demonstracji opozycji w wieczór wyborczy 19 grudnia 2010 roku. Demonstranci zakwestionowali oficjalne wyniki wyborów, według których niemal 80 proc. głosów zdobył ubiegający się o czwartą kadencję prezydencką Łukaszenka.

Michalewicza zwolniono z aresztu, zamieniając mu środek zapobiegawczy na zobowiązanie, że nie wyjedzie z kraju. Tak jak na pięciu innych kandydatach opozycji, ciążą na nim zarzuty o organizację i udział w masowych zamieszkach. Grozi za to do 15 lat pozbawienia wolności.

M.in. w związku z oświadczeniem Michalewicza o torturach Parlament Europejski przyjął w czwartek rezolucję potępiającą władze Białorusi, zalecającą możliwość wprowadzenia sankcji ekonomicznych.

PAP/agkm

Czytaj także

KGB aresztowało mienie Poczobuta, znów zabrano komputer

29.03.2011 12:44
Andrzej Poczobut jest oskarżony o znieważenie Aleksandra Łukaszenki na swoim blogu i w artykułach w „Gazecie Wyborczej” po wyborach. Grożą mu za to 2 lata więzienia.
Andrzej Poczobut, fot. Włodzimierz Pac, Polskie Radio
Andrzej Poczobut, fot. Włodzimierz Pac, Polskie RadioFoto: fot. Włodzimierz Pac, Polskie Radio

Rano funkcjonariusze KGB przeszukali mieszkanie Andrzeja Poczobuta w Grodnie.

Funkcjonariusze nałożyli areszt na część majątku Poczobuta i zabrali jego komputer. - Przyszli trzej panowie z KGB, pokazali nakaz aresztowania majątku. Obeszli mieszkanie, wybrali rzeczy najcenniejsze, zabrali komputer i DVD, na pozostałe przedmioty nałożony jest areszt. Zostałem zobowiązany do niesprzedawania i niewynoszenia tego mienia - wyjaśnił działacz ZPB. Dodał, że chodzi o takie sprzęty, jak telewizor i lodówka.

W poniedziałek prokuratura w Grodnie poinformowała Poczobuta, że jest podejrzany o znieważenie prezydenta Białorusi. Areszt mienia to konsekwencja tej decyzji: - Oprócz zwykłej kary może zostać na mnie nałożona kara materialna i dla zabezpieczenia jej został nałożony areszt - wyjaśnił Poczobut.

Dziennikarz mówił, że choć postępowanie prowadzi prokuratura, to wykonawcą decyzji prowadzącego śledztwo Arsenija Nikolskiego jest KGB. W ocenie Poczobuta działania władz świadczą o tym, że sprawa jest "ustawiona".

Andrzej Poczobut jest współpracownikiem „Gazety Wyborczej” i szefem Rady Naczelnej Związku Polaków na Białorusi. Dziennikarzom mówił, że traktuje oskarżenia wobec siebie jako początek „porządkowania internetu”, który zapowiedział Aleksander Łukaszenka.

agkm, Radio Racja, PAP