X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
Kultura

Jak daleko stąd, jak blisko. Marakesz

Ostatnia aktualizacja: 28.06.2007 11:56
Mało która lektura da nam tyle czytelniczej satysfakcji, czystej przyjemności obcowania ze znakomitą książką, co „Marakesz”.
Audio

To zaskakujące jak mało wiemy o naszych sąsiadach! Niewiele jest osób, które potrafiłyby wymienić chociaż jednego współczesnego pisarza słowackiego. Poniekąd usprawiedliwieniem tej fatalnej niewiedzy był fakt, że rzeczywiście tłumaczenia z języka naszych południowych sąsiadów ukazywały się bardzo rzadko. W dodatku książki te wychodziły nakładem mniejszych wydawnictw – W misji idealnej czystości Michała Hvoreckiego ukazało się w „FA-arcie”, Wiecznie zielony Pavla Vilikovskiego wydało Towarzystwo Słowaków w Polsce. O ile nieznajomość cyberpunkowego Hvoreckiego i rozliczeniowego Vilkowskiego jest wybaczalna, pominięcie książki Václava Pankovčína Marakesz byłoby dużym błędem. 

CHCESZ WIĘCEJ KULTURY? POSŁUCHAJ SERWISU!

To pierwsze  - i od razu należy zaznaczyć że znakomite – tłumaczenie tego autora w Polsce. Na wydany przez „Czarne” tom składają się dwie części: opublikowany w 1994 roku Marakesz oraz o dwa lata późniejsze Trzy kobiety pod orzechem. Tłumacz obydwu części – Jacek Bukowski – znakomicie oddał specyfikę języka, którym posługują się bohaterowie Pankovčína. Jest to język mieszkańców wschodniej Słowacji, o specyficznej intonacji i słownictwie odzwierciedlającym wpływy rusińsko-ukraińskie. Bukowski, za Pankovčínem, pisze więc o „ufonach”, „ustrojstwach”, „godoniu”. A napis z transparentu, który przygotował sobie jeden z bohaterów, Sandokan, tłumaczy następująco: „Sandokan z Marakeszu tysz kocha naszygo premiera i go popiera. Naszygo wodza nie domy sobie odebrać!”. Zresztą bohaterowie doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak bardzo ich mowa odróżnia się od języka ogólnosłowackiego: „Ty durak, żadnej mowy nie znosz. Nawet po słowacku nie umiesz akuratnie godoć. I teraz nijok cię nie rozumieją”.  Bo Marakeszania to nie Słowacy. Ich identyfikacja jest lokalna, myślą o sobie jako o „wschodniakach”. Ich ojczyzną jest ten skrawek ziemi, gdzie wszyscy mówią podobny językiem, a dzień rozpoczyna się od wypicia piwa z bororo albo kieliszka palinki.

Tytułowy Marakesz to miejscowość we wschodniej Słowacji, najdalszy i najdzikszy wschód, jaki można sobie wyobrazić. Tylko tam można było spotkać Fitia, człowieka, który szybko chodził („fit - i już go nie było”), Janko Fuja, który głosił nadejście końca świata, człowieka, który budował arkę Noego, oraz chłopa, który zaszedł w ciążę i urodził beczkę piwa. Pankovčín z niezwykłą nonszalancją przeplata lokalność zwyczajów, przekonań, mowy z wpływami „z wielkiego świata”. Z humorem rysuje marzenia i wyobrażenia Marakeszan o otaczającym ich świecie. Jak w opowieści o Piszcie Pierdzieju, który się skumplił z ufonami. Przybysze zaprosili go na swój statek. A tam „(…) technika ogromna. Same telewizory, guziczki, światełka, wajchy. No, straszny szpan. I stół ogromny, a na nim palinka, papierosy, wino jakieś francuskie, kiełbasa, salceson, pasztetowa, kanapeczki, anchois, ryby i wszelakie dobroty morskie, torty, pierniki, pieczona świnia, banany, pomarańcze…Wszystko, wszystko tam było. A ten największy – musi, że jakiś kierownik – gada: Proszę kosztować, panie Pierdziej”.

Marakesz Pankovčína to prawie koniec świata. To Słowacja zaściankowa, ludyczna, rubaszna. Niewielu autorom udaje się ta sztuka – nakreślić sylwetki bohaterów bynajmniej nie bez wad – a mimo to ukazać tak ogromne pokłady sympatii względem ich. Pankovčín kocha swoje postacie. Rozumie ich świat, rozumie źródła ich przekonań – co nie znaczy, że się zawsze z nimi zgadza. Wyrazem sceptycyzmu jest częste stosowanie ironii, o czym najdobitniej świadczą fragmenty, opisujące sympatie polityczne bohaterów. Wszyscy oni stoją jak jeden mąż za wodzem, człowiekiem z ludu. Owym nie nazwanym po imieniu uwielbianym premierem jest oczywiście populista Vladimír Mečiar, przewodniczący Partii Ludowej. Jedynie słowa krytyki pod jego adresem wkłada autor w usta postaci pochodzącej z zewnątrz, z Wielkiego Miasta (to oczywiście Bratysława) – kuzynki Simony. Charakteryzuje ona premiera w zwięzły sposób: „prymityw i demagog”. „Wszystkim ulżyło. Odetchnęli. Co prawda żaden z nich nie wie za bardzo, co miała na myśli, ale: Simona jest kształcona, używa obcych wyrazów. Teraz wszyscy zebrani kombinują, co też te słowa mogą znaczyć. Na pewno coś wyjątkowego. Jak cały premier.” Po informacjach o odwołaniu premiera Sandokan, lew Marakeszu, jedzie do Bratysławy aby bronić premiera (niebagatelnym wabikiem jest także możliwość odwiedzenia Simony w internacie. W stolicy przeżywa historię jak z Wystarczy być Kosińskiego – przypadkiem dostaje posadę przypałacowego ogrodnika i pensję, o jakiej się mu w Marakeszu nie marzyło. Po trzech tygodniach idylla się kończy, a Sandokan po wielu perypetiach wraca na wschód.

Książka Pankovčína należy do kręgu „literatur małych ojczyzn”, kreuje autonomiczną przestrzeń, gdzie nowoczesność styka się z głęboko zakorzenionymi obyczajami i śladami archetypów. To także miejsce styku wielu kultur: Rusinów, Słowaków, Węgrów, Żydów, Cyganów, Polaków, Niemców. Marakesz w ujęciu słowackiego autora to kolejna – obok na przykład Kassy (Koszyc) Sándora Márai – próba mitologizacji konkretnego regionu Słowacji, uchwycenia jego specyfiki, wykreowania przestrzeni identyfikacji. Warto zauważyć, że na gruncie filmowym – szczególnie w dokumencie – takie starania są chyba jeszcze bardziej widoczne. Świadczą o tym na przykład filmy Petera Kerekesa, który konsekwentnie w centrum swoich zainteresowań stawia Koszyce, czy też Marko Škopa, który stał się piewcą regionu Šariš. Warto sięgnąć po Pankovčína jeszcze z jednego powodu – mało która lektura da nam tyle czytelniczej satysfakcji, czystej przyjemności obcowania ze znakomitą książką, co Marakesz.

Ewa Ciszewska

Václav Pankovčín, Marakesz, tłum. Jacek Bukowski, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2006.

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak
www.narodoweczytanie.polskieradio.pl
Cichociemni