Na wschód od Moskwy prawdziwą potęga jest... Nikołaj Kolada

Ostatnia aktualizacja: 03.09.2014 22:00
- Wielu ludzi teatru na wschodzie uważa go za ojca współczesnej dramaturgii rosyjskiej - mówiła w Dwójce Agnieszka Lubomira Piotrowska, tłumaczka dramatów Nikołaj Kolady. Artysty, który w Jekaterynburgu ma własny teatr, festiwal i szkołę.
Audio
  • Na wschód od Moskwy prawdziwą potęga jest... Nikołaj Kolada (O wszystkim z kulturą/Dwójka)
Nikołaj Kolada
Nikołaj Kolada Foto: PAP/Grzegorz Michałowski

29 sierpnia swoją premierę w Teatrze Wybrzeże miała nowa sztuka rosyjskiego dramatopisarza. Sam Kolada mówił o "Statku szaleńców" tak:

Nasz spektakl będzie opowiadał o rzeczach prostych i zrozumiałych: tak często ludzi dzielą głupstwa, uprzedzenia, brak woli i brak umiejętności rozmowy i życia w zgodzie, z miłością do naszego krótkiego i pięknego życia.

Gdybyśmy nauczyli się cierpliwości, szacunku dla drugiego człowieka i jego opinii, gdybyśmy się mniej złościli, kłócili i walczyli, to nasz świat stałby się piękny, spokojny i dobry. O tym marzę.

(mat. prasowe Teatru Wybrzeże)

- Mnie w sztukach Nikołaja Kolady fascynowała zawsze przede wszystkim rosyjska czarnucha, pokazywana jednak w sposób niestereotypowy - podkreślił prowadzący audycję "O wszystkim z kulturą" Jacek Wakar. - Ta beznadzieja łączy się jednak u niego zawsze z naiwnością, sentymentalizmem, wieczną nadzieją - dodała Agnieszka Lubomira Piotrowska.

Choć krytykowany za sposób obrazowania rosyjskiej rzeczywistości, w swojej ojczyźnie Kolada stał się prawdziwą instytucją. Niemało popularnością cieszy sie także w Polsce, gdzie jego sztuki: "Merylin Mongoł" i "Martwa królewna" doczekały się wyjątkowo wielu inscenizacji (także autorstwa samego Kolady). - To, że postrzegamy go jako głównego reprezentanta współczesnego dramatu rosyjskiego, to po części przypadek, a po części efekt naszego dystansu wobec dramaturgii rosyjskiej jako takiej - uważa krytyk teatralny Jacek Sieradzki. - Zdecydowanie wolimy oglądać w teatrze świat zachodni niż smutek rosyjskiej prowincji - zgodziła się z nim Piotrowska.

Skąd zatem paradoksalny sukces Kolady w Polsce? - Nasza publiczność tęskni za teatrem popularnym - skomentował Sieradzki. - A przecież sztuki Kolady, choć wystawiane na "ambitnych" scenach, to w istocie komedie i melodramaty, które dają wyłącznie złudzenie głębi psychologicznej. Cała jego twórczość zbudowana jest z popularnych gatunków i klisz. Przecież w "Statku szaleńców" nie ma żadnej treści... - powiedział zdecydowanie.

Czy to na pewno trafna diagnoza fenomenu rosyjskiego twórcy? I czym różni się Kolada-dramaturg od Kolady-reżysera? Zachęcamy do wysłuchania audycji "O wszystkim z kulturą".

mm/jp

Zobacz więcej na temat: Nikolaj Kolada TEATR
Komentarze1
aby dodać komentarz
szeleszczyciel2014-09-04 11:40 Zgłoś
"Spektalklkl", to po polsku przedstawienie. po prostu, - PRZEDSTAWIENIE. Nie trzeba używać cudzego, dziwnego słowa, polskie mamy!

Czytaj także

Nikołaj Kolada: jestem starym teatralnym szczurem

Ostatnia aktualizacja: 12.03.2013 21:30
Ceniony dramaturg i aktor przygotowuje dla łódzkiego Teatru im. Stefana Jaracza swoją sztukę "Baba Chanel". Na antenie Dwójki opowiadał zarówno o przedstawieniu, jak i o swoim podejściu do teatru.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Izabella Cywińska: rosyjscy twórcy najlepiej mówią o człowieku

Ostatnia aktualizacja: 03.04.2013 15:29
W "Poranku Dwójki" rozmawialiśmy z reżyserką nowej sztuki Nikołaja Kolady "Baba Chanel" - tragikomicznej opowieści o pięciu członkiniach chóru Olśnienie...
rozwiń zwiń