REKLAMA

Ród Kędzierskich

Ostatnia aktualizacja: 10.09.2021 16:05
- Rodzina Kędzierskich ze Rdzuchowa to twórcy jednej z najważniejszych szkół muzycznych w Polsce, których muzyka zaważyła na kształcie tego, jak postrzegamy muzykę Polski Centralnej w ogóle…
Audio
Józef Kędzierski jun. śpiewa od bębna, Rdzuchów, 1982
Józef Kędzierski jun. śpiewa od bębna, Rdzuchów, 1982 Foto: Muzyka Odnaleziona

Muzykanckiego rodu Kędzierskich miłośnikom muzyki tradycyjnej nie trzeba przedstawiać. Pochodzili z Rdzuchowa koło Przysuchy. To wybitni muzykanci, będący wzorem dla wielu współczesnych artystów młodego pokolenia, zafascynowanych muzyką tradycyjną.

- Mamy 1980 rok. Ja, taki malarzyna, siedziałem sobie na polu. Miałem jakiś szkicownik i rysowałem z natury. Nie miałem kamery, nie rozbiłem performance’ów, tylko rysowałem. I to już było podejrzane – wspominał Bieńkowski – Rzeczywiście, na wsi budziłem panikę. Bo co robi człowiek z miasta ze szkicownikiem? Na pewno jest geodetą! I będzie pewnie parcelował ziemię! To budziło niekłamane emocje. Podszedł do mnie w końcu pastuch i mówi: „A, panie, a pan by mi tu kunia narysował?” i podtyka mi paczkę „Sportów”, białą, że rzeczywiście można było tego kunia narysować. Nie podjąłem się. Ale zapaliliśmy. „A, panie – opowiadał mi – a w tym Rdzuchowie to były takie muzyki, jak byłem młody. Takie muzykanty były, Kędzierskie. O! Jak oni grali! Po całej wsi się niosło!”. To brzmiało niezwykle. Zwłaszcza, że jeszcze nie słyszałem nic o Kajokach…

Bieńkowski zajechał wraz z zaznajomionym pastuchem pod drewniany dom Józefa Kędzierskiego. Człowieka o niezwykłej, pomarszczonej twarzy, dość egzotycznej już teraz. Grał kiedyś, ale teraz już nie gra. Odkąd żona mu umarła, nie ma w sobie radości, nie ma komu grać. Ale kilka domów dalej był inny Kędzierski. Śpiewak i basista, Stefan.

- E, panie! – rzuca Stefan Kędzierski – Z Józiem to trzeba umieć postępować! Przyjedź pan następnym razem, przywieź pan struny, przywieź bęben, pół litra pan przywieź. I będziemy rozmawiali!

Bieńkowski wyposażony w cały ten ekwipunek przyjechał ponownie do Rdzuchowa. Józef wypił wódkę, ale i tak grać nie chciał. Stefan przywołał go do porządku. Jak to!? Umowa była! Pan z Warszawy przywiózł struny, załatwił bęben, a Ty nie chcesz grać? Przecież umowa dla muzykanta – rzecz święta!

- W tym momencie może muzyka Kędzierskich nie jest tak wyjątkowa, jak była. Poznaliśmy w międzyczasie uczniów Józefa: Gaców, Jedynaka, Papisa i wielką piątkę od Janka Bogusza. Ale właściwie, to wszystko jest stąd! Wcześniej czegoś takiego nie słyszałem! – Zwierzał się Bieńkowski – Bez emfazy mogę przyznać: To spotkanie zmieniło moje życie!

Zmieniło życie folklorysty tym bardziej, że otworzyło wrota na kolejnych wielkich muzykantów. Niebawem okazało się, że Kędzierski ma braci – doskonałych harmonistów (Walentego i Jana), a w okolicznych wsiach żyją jego znakomici uczniowie! Walenty Kędzierski – brat Józefa – zaczynał również jako skrzypek, dopiero później zaczął grać na harmonii. Obaj byli uczniami Andrzeja Kędzierskiego.

- Etnograf to saper. Powiedzenie „teraz albo nigdy” sprawdza się w tym zawodzie doskonale. Udało mi się „wytropić” Jana Kędzierskiego. Nie grał na harmonii już od długiego czasu, instrument sprzedał, rodzina nie lubiła, gdy grał – mówił folklorysta. – Udało się namówić go do gry. Nagrania były znakomite! Nie spodziewałem się, że po tylu latach tak doskonale zagra. Jako skrzypek towarzyszył my wtedy Jan Papis.

Następne nagrania Jana Kędzierskiego, w duecie z Piotrem Gacą nie były już tak łatwe do zrealizowania. Po pierwsze, żona Gacy nie zgadzała się, żeby grał, a i żona Kędzierskiego nie patrzyła na jego granie przychylnym okiem. Były to czasy, gdy nie było jeszcze komórek, więc i skontaktowanie się z muzykami wymagało niemałego wysiłku.

- Uknuliśmy intrygę. Gaca miał w sobotę wynieść skrzypce do sąsiada i tam je zostawić. W niedzielę, pod pozorem upalowania krów, miał się tam zjawić. Ja miałem już czekać w samochodzie koło kapliczki. Podobną intrygę obmyśliłem z Kędzierskim, ale tam na szczęście syn wstawił się za Janem i przywiózł go własnym samochodem. Te nagrania były boskie! Wspaniałe! Obaj muzykanci byli jak psy spuszczone z łańcucha! Taki wstąpił w nich żywioł, żeśmy się zapomnieli! Graliśmy do nocy. Aż nagle Gaca mówi: „Jezus, Maria, co mi powie żona?”!

***

Tytuł audycji: Źródła

Prowadził: Andrzej Bieńkowski

Data emisji: 10.09.2021

Godzina emisji: 15.15

mg