Polskie Radio
Section05
Andrzej Bieńkowski

Dziady

Pierwszy raz usłyszałem o Dziadach od ojca. Pojechał zaraz po pierwszej wojnie z całą rodziną na koronację obrazu Matki Boskiej Gidelskiej. Było to wielkie wydarzenie, z dziesiątkami tysięcy pielgrzymów! Opowiada ojciec: „Już na kilometr przed kościołem obie strony drogi obstawiały Dziady, w trzech rzędach: jedni leżeli, drudzy klęczeli, trzeci stali. Śpiewali nabożne pieśni, modlili się w intencji”. Po mszy i ceremonii koronacji, rodzina Bieńkowskich z Kujaw zbierała się z powrotem. Wszyscy się rozjeżdżali. Panował zgiełk, hałas, kurz, wiatr porywał papiery. Ale uwagę ojca przykuli dziadowie, którzy ładowali do worków pieniądze i upychali je kolanem! To były czasy wielkiej hiperinflacji, chleb kosztował miliardy marek!
Zobacz więcej na temat:  folklor folk kultura ludowa felieton Andrzej Bieńkowski

Piątka od Bogusza

W stodole w Kamiennej Woli k. Odrzywołu umarł w sierpniowy wieczór dwudziestosiedmioletni chłopak. Już za życia był legendą. Cała wieś się zeszła, by go pożegnać. Co zostało po Boguszu, roku 1945, świeżo po przetoczeniu się przez te tereny armii nazistowskiej, radzieckiej? Niewiele. Ot, dwie fotografie. Ponoć kiedyś było więcej, ale że czasy były trudne – Boguszowy ojciec spalił zdjęcia. Żadnych nagrań.
Zobacz więcej na temat:  folk folklor kultura ludowa muzyka ludowa muzyka tradycyjna Andrzej Bieńkowski

Grali, basowali... o poszukiwaniu basów w polskiej muzyce tradycyjnej

Wyrzeźbione w jednym kawałku drewna przez wiejskich stolarzy często wyglądały jak ludowe świątki. Mówi się też, że basy wprowadzały w trans. Ich jednostajny, rytmiczny, niski dźwięk był swego czasu podstawą wielu kapel. Wyparte przez akordeony, często dogorywały w szopach, przywalone workami, ponadgryzane przez myszy. W "Źródłach" Andrzej Bieńkowski opowiedział o swoich poszukiwaniach tego archaicznego instrumentu, które, jak zaznacza, trwały przeszło 25 lat!
Zobacz więcej na temat:  folk folklor kultura ludowa Andrzej Bieńkowski muzyka tradycyjna muzyka ludowa

Muzykanckie sceny z „Misia”

Kiedy muzykanci grali w mieście na folklorach, to mieli problem z niekiedy wielogodzinnym oczekiwaniem na występ. Nie wiedzieli, gdzie się podziać. Garderób dla muzykantów przecież w domach kultury nie było. Zostały małe i ciemne korytarzyki prowadzące do kibla. Tam skupiało się życie muzykanckie, było ciasno, swojsko, można było zagrać, wypić i nikt z organizatorów się nie przyczepiał, że przeszkadzają. 
Zobacz więcej na temat:  folklor folk kultura ludowa felieton Andrzej Bieńkowski