WP #274. Czas według Tangerine Dream

Ostatnia aktualizacja: 11.04.2022 09:00
Tym razem "Wieczór płytowy" poświęciliśmy tylko jednej płycie. Był to wydany 50 lat temu album legendarnego niemieckiego zespołu Tangerine Dream.
Okładka płyty Zeit zespołu Tangerine Dream
Okładka płyty "Zeit" zespołu Tangerine DreamFoto: materiały promocyjne

W każdą niedzielę słuchamy – razem z Państwem – najważniejszych płyt. Z namaszczeniem i pietyzmem, od początku do końca, strona A, strona B. A dopiero potem bonusy, konteksty, porównania, komentarze zaproszonych gości. Klasyka, jazz, rock, awangarda, elektronika.

Tym razem był to album:

  • Tangerine Dream - "Zeit" - 1972 Ohr

Tangerine Dream to niemiecki zespół rockowy grający muzykę elektroniczną, założony w 1967 roku przez Edgara Froese, który studiował wówczas malarstwo i rzeźbę. Grupa na przestrzeni lat przeszła kilka zmian personalnych. Edgar Froese był jedynym stałym członkiem zespołu, aż do śmierci 20 stycznia 2015 roku. We wczesnym okresie istnienia członkiem zespołu był Klaus Schulze, który nie miał w późniejszych latach już żadnego wpływu na dokonania grupy. 

"Zeit" to podwójny album wydany w 1972 roku, a zarazem trzeci album zespołu, w skład którego wchodzili wówczas: Edgar Froese, Christopher Franke i Peter Baumann.

Pierwsze albumy Tangerine Dream nagrane w pierwszej połowie lat 70. miały kluczowe znaczenie dla rozwoju krautrocka. Albumy z lat 1974-1983 i późniejsze dały podwaliny pod gatunek zwany new age.

Obok licznych nagrań studyjnych i koncertowych zespół stworzył oprawę muzyczną dla blisko trzydziestu filmów, w tym: "Cena strachu", "Złodziej", "Twierdza", "Ryzykowny interes", "Podpalaczka", "Legenda", "Cisi ludzie". Wielu późniejszych fanów poznało muzykę zespołu właśnie dzięki tym filmom.

Komentarze słuchaczy

Tak jak klasyczny rock był domeną zespołów brytyjskich i amerykańskich, tak muzyka określana jako muzyka elekroniczna była poza paroma wyjątkami (Jean Micheal Jarre i Vangelis) domeną Niemiec. Oprócz Tangerine Dream mamy tutaj chociażby Klausa Schultze, Kraftwerk czy też prezentowany na antenie Dwójki Neu!.
Na Zeit jak też i na późniejszych płytach mamy rozbudowane kompozycje, zajmujące całą stroną płyty. Trzeba posłuchać je w skupieniu, co w dzisiejszych szybkich czasach może okazać się już trudne. Zachęcam jednak do tego, gdyż jeżeli ktoś nie miał styczności z taką muzyką, to może otworzyć mu świat na nowe doznania. Ja jestem fanem Tangerine Dream i często słucham ich płyt.

 Zeit jest płytą poprzedzającą znakomitą serię płyt jak Rubycon, Ricochet, Stratosfear, Exit i wiele innych. W zasadzie zespół utrzymał znakomity poziom do drugiej połowy lat 80-tych. W mojej ocenie od tej płyty tak długie kompozycje zaczęły już zespołowi wychodzić. Wcześniejsze płyty takie jak chociażby Elektronic Meditation bardzie przypominały twórczość na zasadzie zróbmy na kablach jakieś zwarcie i zobaczymy co z tego wyjdzie.
Na koniec mała prywata. Mamy w Grudziądzu artystę wydającym płyty pod nazwą Vanderson. Gdy puszczałem te płyty znajomym, zawsze zadawali mi pytanie, skąd mam nieznane płyty Tangerine Dream.

Andrzej

Z muzyką Mandarynek jestem osłuchany od piątego roku życia za sprawą starszego o dziewięć lat brata. Pamiętam, że mieszkająca z nami babcia w pewnym momencie zabroniła słuchania wieczorem ich muzyki, bo dźwięki z albumu Rubycon kojarzyły jej się z syrenami wieszczącymi naloty i wojną. Dzisiaj, po czterdziestu latach jestem nałogowo uzależniony od muzyki Tangerine Dream, chociaż jest to ograniczone do albumów wydanych przed 1987 rokiem. Nie jest dla mnie absolutnym zaskoczeniem, że taka muzyka powstała w Niemczech, bo wpisuje się to idealnie w próby odnalezienia własnej tożsamości muzycznej w obliczu dominującego w RFN rocka wywodzącego się z bluesa, który rodzimym twórcom kontrkulturowym jawił się jako coś obcego, narzuconego z zewnątrz. Dlatego zarówno Kraftwerk, jak i Tangerine Dream czerpali ze współczesnej muzyki klasycznej, ze Stockhausena i Schaeffera. Te eksperymenty muzyczne przybrały finalnie dużo bardziej „kształtne” formy, co przyczyniło się do komercyjnego sukcesu (album „Phaedra” zajął 15. pozycję wśród najlepiej sprzedających się albumów w UK w 1974 roku bez jakiejkolwiek promocji radiowej). NIe tak dawno na TVP Kultura (obecnie na VOD TVP) można znaleźć film dokumentalny dokładnie opisujący tę historię, a także ciekawe wyznanie Jeana Michela Jarre’a, który przyznał się do wielkiej fascynacji dokonaniami Edgara Froese, co skłoniło go do własnych nagrań. Film przywołuje także historię spotkań zespołu z Salvadorem Dali, a także opowiada o inspiracjach dziełami Pabla Picasso.

Dzisiaj nadal słucham z wielkim zaskoczeniem tych wspaniałych albumów. W zasadzie, jeśli miałbym kogokolwiek porównywać do twórczości Niemców, wskazałbym na kanadyjski post-rockowy Godspeed You Black Emperor. Czuję niezwykłą spójność pomiędzy albumami obu kapel, mimo że dzieli je wielka przestrzeń geograficzna i czasowa. Ale przecież czas jest tylko złudzeniem i wcale nie płynie, prawda?

Bartosz

Wypadałoby jeszcze coś napisać o dzisiejszej płycie, ale co tu można wyrazić słowami? Jest taka chwila w trzecim utworze, gdy po spokojnym, niemal gitarowym wstępie pojawia się obsesyjny rytmiczny motyw. Ja po prostu tę muzykę czuję całym ciałem, nie tylko narządem słuchu.

Kristoff

Płyty jestem ciekawa (nie znam...O Tangerine Dreams tylko coś (jak widać dużo pamiętam! ;) czytałam w niemieckiej prasie i było to pozytywne. Ale czysta elektronika do mnie do tej pory nie przemawiała, zobaczymy! 
Za to tytuł albumu obiecuje wiele! Dla mnie głównie kontrowersje, gdyż nie wierzę w istnienie czasu. To jeden z mitów i błędów postrzegania rzeczywistości, oceniając z perspektywy człowieka a nawet materii. Ale to takie już dywagacje...
Marta

Odnośnie czasu, który nie istnieje i błędów postrzegania, o których pisała słuchaczka - to raczej do medytacji dojdziemy, niż teorii względności. Bo medytację, szczególnie jeśli mówimy o buddyjskiej, i o esencji, określa się jako przebywanie w czwartym czasie, czyli poza czasem – to jest coś bardziej nawet niż słynne 'tu i teraz'.
Muzyka wydarza się w czasie, co nie przeszkadza jej stwarzać innych wymiarów lub umożliwiać przejścia do innych wymiarów, także wymiarów czasu; regeneracja psychiczna przy muzyce lub poprzez muzykę doprowadzi nas z kolei do psychologii.
Bardzo ciekawe brzmienia i momenty na tej płycie, takie poza czasem też, inspirujące obrazy i indukujące podróże bardziej niż wyspę :), jeśli rozumiecie metaforę.
A przy okazji, muzyka we wszystkich kulturach towarzyszyła od zawsze duchowości - i specjalnie nie piszę religii, bo to inna bajka i sprawa. Także od tej muzycznej strony.
Trip music - trochę tak to teraz brzmi... :)

Paweł

Kosmos Tangerine Dream pulsuje swoim kosmicznym życiem, powtarzającym się medytacyjnym dźwiękiem. Dźwięk kosmosu to dźwięk medytacji niekończącego się czasu, który przepływa unosząc nas ponad ziemskim wymiarem przestrzeni i odgłosów planety Ziemia. Dźwięki Ziemi to nieokiełzana różnorodność harmonii i dysharmonii, różnorodnych przekazów muzycznych, ludzkich głosów i głosów zwierząt. Śpiewu, krzyku radości i złości i bólu. Tangerine Dream przenośni nas w przestrzeń w jakimś sensie wyciszoną, jednostajną, trochę niepokojącą, ale po pewnym czasie dająca ukojenie. Pewnością niezmienności unoszenia się w przestrzeni, a której nie ma czasu, nie ma ludzkich spraw, jest głos kosmicznej muzyki płynący między unoszącymi się planetami i tajemniczymi ocenami ,do których spływają kosmiczne rzeki. Otchłań dająca wytchnienie. Tu nie ma wojen i katastrof. Jest przestrzeń, która ma swój kres, tylko co jest za nią?

Urszula

To przerobienie fenomenalnego podejścia do muzyki na płycie Zeit zaowocowało wspaniałymi passusami w następnych bardziej „przystępnych” utworach Tangerine Dream – proszę przesłuchać zakończenie płyty Rubycon, a przede wszystkim płytę Aqua – solowe epokowe dzieło Edgara Froese.

Sławek

Cieszy mnie dzisiejsza prezentacja płyty „Zeit”, bo to chyba trochę niedocenione wydawnictwo, a na pewno warto mu poświęcić więcej uwagi i fachowych analiz. Niestety nie widziałem na żywo Tangerine Dream z Edgarem Froese. Zobaczyłem tę formację w rok po odejściu tego znakomitego muzyka (dokładnie w czerwcu 2016 r.) na specjalnym występie w szczecińskiej Filharmonii na którym ten zespół złożył hołd swemu założycielowi i liderowi. Wydarzenie, to zapowiedział pan Piotr Metz. Po nim na scenę weszła Bianka Froese, żona Edgara. Oboje podkreślili unikatowy charakter występu podczas, którego zobaczyliśmy na scenie trójkę muzyków – Ulricha Schnaussa (syntezatory), Hoshiko Yamane (elektryczne skrzypce) i Thorstena Quaeschninga (syntezatory, klawisze). Przedstawili m.in. takie kompozycje jak „Rubycon”, „Mirage of Reality”, „Ricochet”, „Kiev Mission”, a nawet pochodzący z debiutanckiej płyty grupy - „Genesis”. Kiedy usłyszeliśmy początek utworu „Song of the Whale” na ekranie zobaczyliśmy zdjęcia Edgara z różnych lat. Bardzo dobrze zabrzmiały wybrane przez muzyków na zakończenie, to „The Silver Boots of Bartlett Green” i owacyjnie przyjęty „Warsaw In The Sun”.

Ten koncert został zarejestrowany i ukazał się na płycie „Live at Szczecin Philharmonic” (okładkę z widocznym na niej rysunkiem fasady Filharmonii stworzyła Bianka Froese) i choć pewnie dla wielu fanów Tangerine Dream skończył się wraz ze śmiercią Edgara, to sądzę, że mimo wszystko dalszy ciąg istnienia grupy ma mimo wszystko sens, bo ci muzycy są godnymi kontynuatorami dokonań zespołu. Czas Tangerine Dream wciąż trwa...

Radek

Bardzo lubię muzykę elektroniczną, także Tangerine Dream. Moja znajomość ich nagrań na dobre rozpoczęła się dopiero w 1988 roku, gdy mój starszy brat przywiózł z Belina Wschodniego płytę bez tytułu, wydaną przez wschodnioniemiecką AMIGĘ, zawierającą dwie kompozycje: „Quichotte Part I” i „Quichotte Part II”. To jeden z albumów koncertowych, który w późniejszych edycjach zatytułowano „Pergamon”. Ta płyta, która od początku mnie oczarowała, stała się dla mnie swoistym probierzem, wzorcem, do którego dopasowywałem kolejne nagrania zespołu Edgara Froese, na które się natknąłem. Te pasujące (czyli w tym samym stylu) są oczywiście częścią mojej płytoteki, inne – nie. Zeit należy do tej drugiej kategorii, ale dzisiejszej audycji słucham z dużą uwagą. Dziękuję za piękne komentarze, które znakomicie tłumaczą takim laikom jak ja, dlaczego ta płyta jest ważna.

Roman


Posłuchaj
177:50 2022_04_10 21_59_34_PR2_Nocna strefa.mp3 WP #274. Czas według Tangerine Dream (Wieczór płytowy/Dwójka)

 

***

Tytuł audycji: Wieczór płytowy

Prowadzili: Tomasz SzachowskiPrzemysław Psikuta i Piotr Metz

Data emisji: 10.04.2022

Godzina emisji: 22.00

Czytaj także

WP #272. Branford Marsalis z domieszką hip-hopu

Ostatnia aktualizacja: 28.03.2022 08:00
W kolejnej audycji z cyklu "Wieczór płytowy" słuchaliśmy albumów "Buckshot LeFonque" założonego przez Branforda Marsalisa zespołu pod taką samą nazwą oraz "Negrophilia: The Album" hiphopowego artysty Mike'a Ladda.
rozwiń zwiń

Czytaj także

WP #273. Lou Reed i Gil Scott-Heron – tak brzmi Nowy Jork

Ostatnia aktualizacja: 04.04.2022 00:55
W tym wydaniu audycji z cyklu "Wieczór płytowy" wysłuchaliśmy dwóch płyt artystów silnie związanych z Nowym Jorkiem: "New York" Lou Reeda oraz "I'm New Here" Gila Scotta-Herona.
rozwiń zwiń