Raport Białoruś

20 lat dyktatury na Białorusi. "Winę ponosi Europa"

10.07.2014 08:52
Aleksander Łukaszenka zniszczył instytucje demokratyczne, dławi wolności i prawa obywateli, gospodarczo i politycznie uzależnia kraj od Rosji - to niektóre z konsekwencji 20 lat autorytarnych rządów białoruskiego przywódcy.
Szef białoruskiego państwa Aleksander Łukaszenka
Szef białoruskiego państwa Aleksander ŁukaszenkaFoto: Włodzimierz Pac/Polskie Radio
Posłuchaj
01'02 Relacja Witolda Banacha (IAR): 20 lat reżimu Łukaszenki
więcej

To było 20 lat dyktatury - tak rządy Aleksandra Łukaszenki ocenia białoruski politolog, Paweł Usow. Łukaszenka po raz pierwszy wygrał wybory prezydenckie 10 lipca 1994 roku, pokonując w II turze ówczesnego premiera Wiaczasłaua Kiebicza. Stanowisko objął 20 lipca. Były to pierwsze i ostatnie wybory prezydenckie na Białorusi uznane przez niezależnych obserwatorów za uczciwe.

Paweł Usow w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową tłumaczy, że Łukaszenka stworzył na Białorusi ”klasyczny reżim”: zniszczył wszystkie możliwe instytucje demokratyczne i opozycję. Zdaniem politologa opozycja, która obecnie funkcjonuje na Białorusi, nie jest w stanie zagrozić reżimowi.

Usow zwraca zarazem uwagę, że mimo dyktatury udało się Łukaszence zachować względne poparcie społeczeństwa. Co ważne, podkreśla ekspert, Łukaszenka nie doprowadził kraju do ruiny ale zrozumiał czego potrzebują Białorusini, a jego zdaniem jest to minimum materialnych potrzeb, ”jedzenie i stabilność". Do tego twierdzi  politolog - propaganda białoruska pokazuje, że "w postsowieckiej przestrzeni Białoruś to całkiem europejski kraj".

Zdaniem doktora Usowa, sporą winę za umocnienie dyktatury Łukaszenki ponosi Europa. Europa - tłumaczy politolog - zainteresowała się Białorusią dopiero po 2004 roku, kiedy do Unii weszły Polska, Czechy czy Węgry - państwa z doświadczeniami komunistycznej dyktatury. Wskazały one na białoruski problem. Jednak, zdaniem eksperta, przez 10 lat Łukaszenka niezwykle umocnił swoja pozycję i na jakiekolwiek działania było za późno.

Rządy Aleksandra Łukaszenki charakteryzują się miedzy innymi radykalną rozprawą z opozycją. Do dziś wielu jego przeciwników siedzi w więzieniach; między innymi kandydat na prezydenta z 2010 roku Mikoła Statkiewicz.

Ważnym aspektem jest kontrola społeczeństwa przez rozbudowany aparat siłowy. Rozbudowane są służby specjalne, m.in. KGB. W zakładach pracy, w armii, na uczelniach, pracują ideolodzy. Tzw. ideologia państwowa wykładana jest jako przedmiot. Elementem kontroli są m.in. krótkie kontrakty w pracy, osoby niewygodne mogą być zwolnione z pracy pod różnymi pretekstami. Z uczelni usuwani są niewygodni dla władz studenci – z tego powodu powstał m.in. polski program im. Konstantego Kalinowskiego, którego celem jest przyjmowanie na studia w Polsce tych młodych Białorusinów, którzy z przyczyn politycznych nie znajdą miejsca na białoruskich uczelniach. Białorusini muszą liczyć się z tym, że jeśli zajmą stanowisko niewygodne dla władze, spotkają ich mniej lub bardziej bolesne konsekwencje.

Na Białorusi wolne media nie funkcjonują. Oprócz nadającej przez satelitę telewizji Biełsat, dostępnych jest w zasadzie kilka portali internetowych, a ich redakcje w okresie ważnych wydarzeń politycznych muszą liczyć się z falą represji: przeszukaniami, aresztowaniami dziennikarzy etc.

Siła Łukaszenki wynika z poparcia udzielanego mu przez Rosję. Bez dotacji Kremla, dostaw taniej ropy, nie byłoby możliwe funkcjonowanie państwa białoruskiego w aspekcie ekonomicznym.  Moskwa de facto sponsoruje reżim, ale zapłatą za to jest ubezwłasnowolnienie Aleksandra Łukaszenki i postępująca wasalizacja Białorusi . Jej przejawy to m.in. brak samodzielności w polityce zagranicznej, ścisła współpraca w zakresie obronności, sprzedaż Rosji strategicznych rosyjskich przedsiębiorstw, takich jak gazociąg prowadzący  przez terytorium Białorusi, zgoda na ustanowienie na terenie państwa białoruskiego rosyjskiej bazy wojskowej, zgoda na udział w rosyjskich projektach integracyjnych takich jak m.in. Unia Celna.

IAR/PolskieRadio.pl/Inne/agkm

Informacje o Białorusi: Raport Białoruś, serwis portalu PolskieRadio.pl

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

"Afera podsłuchowa" po białorusku. Rosyjskie służby chciały zepsuć relacje Łukaszenki z Kijowem?

18.06.2014 15:40
Białoruskie niezależne media zastanawiają się, jak mogło dojść do rozmowy telefonicznej rosyjskiego satyryka z Aleksandrem Łukaszenką. Według wielu ekspertów, przeprowadzenie takiej rozmowy i jej nagranie jest niemożliwe bez udziału służb.
Afera podsłuchowa po białorusku. Rosyjskie służby chciały zepsuć relacje Łukaszenki z Kijowem?
Foto: flickr/p_a_h
Posłuchaj
00'57 Relacja Włodzimierza Paca z Mińska (IAR): zdaniem ekspertów, przeprowadzenie takiej rozmowy i jej nagranie jest niemożliwe bez udziału służb
więcej

Komik o pseudonimie Wawan twierdzi, że rozmawiał z przywódcą Białorusi, podszywając się pod syna Wiktora Janukowycza. W trakcie rozmowy - która pojawiła się w Internecie - rzekomy Aleksander Łukaszenka miał zgodzić się na ewentualny przyjazd na Białoruś obalonego prezydenta Ukrainy. Zaś Janukowycz-junior w dowód wdzięczności miał mu obiecać sztabkę złota (a dokładnie "złoty baton").

Służba prasowa Łukaszenki ogłosiła najpierw, że nie będzie komentować tego rodzaju sensacyjnych informacji. Później Natalia Piatkiewicz, doradczyni Łukaszenki, powiedziała portalowi internetowemu TUT.BY, że wspomnianej rozmowy w ogóle nie było.

Jednak eksperci cytowani przez niezależne media nie wykluczają, że za całą sprawą stoją rosyjskie służby specjalne. Celem operacji mogło być skłócenie Aleksandra Łukaszenki z nowymi władzami Ukrainy.

Zdaniem ekspertów, przeprowadzenie i nagranie takiej rozmowy bez udziału służb specjalnych jest w praktyce niemożliwe. Aleksander Łukaszenka korzysta bowiem z rządowego, zamkniętego kanału łączności telefonicznej. Już samo dodzwonienie się do niego jest niezwykle trudne. Zdaniem wojskowych analityków, techniczne możliwości podsłuchania takiej rozmowy mają zapewne tylko służby specjalne Rosji i Stanów Zjednoczonych.

Zapis rozmowy opublikowanej wcześniej przez ukraiński portal "Lewyj bierieg", jako rozmowa Łukaszenki i syna Janukowycza znajduje się m.in. tutaj.

IAR/agkm

Informacje o Białorusi: Raport Białoruś

Czytaj także

Sondaż: większość Białorusinów negatywnie ocenia ukraiński Euromajdan

03.07.2014 14:32
Ponad 60 proc. Białorusinów negatywnie ocenia ukraiński Euromajdan i odsunięcie od władzy prezydenta Wiktora Janukowycza, a pozytywnie odnosi się do aneksji Krymu przez Rosję - wynika z opublikowanego we wtorek sondażu ośrodka NISEPI.
Barykady na Majdanie Niezależności w Kijowie
Barykady na Majdanie Niezależności w KijowieFoto: PAP/EPA/SERGEI CHIRIKOV

Euromajdan i odsunięcie Janukowycza od władzy pozytywnie ocenia tylko 23,2 proc. respondentów, negatywnie 63,2 proc. Dla 62,2 proc. przyłączenie Krymu do Rosji to "zwrócenie Rosji rosyjskich ziem i przywrócenie historycznej sprawiedliwości". Za "imperialistyczną aneksję i okupację" uważa je 26,9 proc.

Również zdecydowana większość ankietowanych (65,5 proc.) uznała wydarzenia w obwodzie ługańskim i donieckim na wschodzie Ukrainy za "ludowy protest przeciwko nielegalnej władzy". Tylko według 23,2 proc. jest to "bunt organizowany przez Rosję". 50,9 proc. uważa, że obecne ukraińskie władze to "faszyści", a przeciwnego zdania jest 28,8 proc.). Nieco więcej badanych, 54,1 proc., sądzi, że uczestników zbrojnych działań na wschodzie Ukrainy nie można nazwać terrorystami, a za terrorystów uważa ich 30,1 proc.

Do nowego prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki pozytywnie odnosi się zaledwie 12 proc. zapytanych, 36 proc. - obojętnie, a 21,1 proc. - negatywnie. 15 proc. nie uważa go za prawowitego prezydenta Ukrainy.

Sondaż wykazał również, że 46,1 proc. ankietowanych sądzi, iż Rosja wywiera pozytywny wpływ na Ukrainę, a 30,5 proc. - że negatywny.

Jedna trzecia respondentów uważa za nieprawdopodobne, "że Rosja może przyłączyć całe terytorium Białorusi lub jego część". 36,4 proc. sądzi, że jest to możliwe, ale mało prawdopodobne, 26,3 proc. - że całkiem możliwe, a 4,4 proc. - że nieuniknione.

Socjologowie są zdania, że niewielkie poczucie zagrożenia ze strony Rosji w społeczeństwie wynika zapewne stąd, że większość Białorusinów nie widzi przyczyny, która mogłaby posłużyć temu za pretekst. 93,2 proc. respondentów nie zgadza się ze zdaniem, że na Białorusi są ograniczane prawa ludności rosyjskojęzycznej.

Przy tym sondaż wykazał, że Białorusini nie byliby masowo gotowi do obrony ojczyzny w razie zagrożenia jej terytorialnej integralności. 47,4 proc. odpowiedziało, że "staraliby się przystosować do sytuacji", 16,5 proc., że "z zadowoleniem przyjęliby takie zmiany", a tylko 14,2 proc. - że byliby gotowi "stawiać opór z bronią w ręku".

Na tle wydarzeń ukraińskich utrzymuje się ochłodzenie nastrojów proeuropejskich na Białorusi. W razie konieczności wyboru między przyłączeniem do Rosji a przystąpieniem do UE za pierwszą opcją opowiedziałoby się 46,9 proc. ankietowanych, a za drugą - 33,1 proc. W grudniu było to odpowiednio 36,6 i 44,6 proc.

PAP/agkm

Informacje o Białorusi: Raport Białoruś

Czytaj także

Rosyjscy żołnierze na paradzie w Mińsku. Łukaszenka: jesteśmy w stanie się bronić

03.07.2014 13:29
Stworzony na Białorusi system obrony jest w stanie ochronić suwerenność oraz integralność terytorialną państwa - oświadczył w czwartek Aleksander Łukaszenka odbierając paradę 3 lipca z okazji Dnia Niepodległości.
Aleksander Łukaszenka podczas spotkania z Władimirem Putinem 2 lipca
Aleksander Łukaszenka podczas spotkania z Władimirem Putinem 2 lipcaFoto: PAP/EPA/ALEXEY DRUZHINYN / RIA NOVOSTI / KREMLIN POOL

- Najważniejszym kierunkiem działalności kierownictwa kraju we współczesnych warunkach jest umocnienie i rozwijanie sił zbrojnych i całej militarnej organizacji państwa. Stworzony na Białorusi system obrony jest w stanie w niezawodny sposób ochronić ustrój konstytucyjny, suwerenność, integralność terytorialną państwa i pokój – oświadczył. Łukaszenka zaznaczył, że Białoruś jest "krajem kochającym pokój i otwartym" i dlatego prowadzi wielokierunkową politykę zagraniczną, przewidująca współpracę zarówno z krajami dawnego ZSRR, jak i Zachodu oraz Wschodu.

- Przy tym - podkreślił - priorytetem jest rozwijanie stosunków z naszym partnerem strategicznym, Federacją Rosyjską. To symboliczne, że dziś w paradnym mundurze ramię w ramię stoją żołnierze dwóch bratnich narodów.

Łukaszenka wyraził przekonanie, że powojenny system bezpieczeństwa międzynarodowego zaczyna być coraz mniej skuteczny, sytuacja międzynarodowa znów się zaostrza, a u granic Białorusi następuje koncentracja potencjału militarnego. - Pojawiają się nowe zagrożenia. Jest dokonywana rewizja i zmiana powojennych granic. Występuje tendencja do globalnej niestabilności - ocenił Łukaszenka.

Następnie podkreślił: "Bezceremonialną ingerencję w wewnętrzne sprawy suwerennych państw, próby wzniecenia w nich waśni narodowej i zdestabilizowania sytuacji widzimy nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale niestety także na przykładzie naszej bratniej Ukrainy. Rozłam w społeczeństwie, wojna domowa i chaos w kraju, liczne ofiary, degradacja gospodarki, to bynajmniej nie pełny wachlarz problemów, z jakimi borykają się nasi najbliżsi sąsiedzi".

Według Łukaszenki tragiczne wydarzenia na Ukrainie potwierdzają, że cała Europa i świat znajdują się na przełomie epok historycznych i każde państwo powinno być gotowe dać odpowiedź na dowolne wyzwanie.

W paradzie z okazji Dnia Niepodległości w Mińsku wzięło udział ponad 3,7 tys. żołnierzy, w tym z rosyjskich wojsk desantowych. Zaprezentowano też około 240 sztuk sprzętu bojowego, w tym rosyjskiego, np. pociski balistyczne na platformie samochodowej Iskander oraz wielozadaniowe pojazdy opancerzone Tigr.

Radio Swaboda podkreśla, że po raz pierwszy w historii niepodległej Białorusi w paradzie wzięły udział wojska pod flagą Federacji Rosyjskiej. Przeciwko udziałowi rosyjskich żołnierzy w paradzie występowała białoruska opozycja.

Białoruś Początkowo obchodziła Dzień Niepodległości 27 lipca - w rocznicę ogłoszenia deklaracji suwerenności w 1991 roku. W 1996 roku święto przeniesiono jednak na 3 lipca z inicjatywy Łukaszenki, zatwierdzając tę decyzję w referendum. 3 lipca jest uznawany oficjalnie za datę wyzwolenia Mińska spod okupacji hitlerowskiej w 1944 roku.

PAP/agkm

Informacje o Białorusi: Raport Białoruś

Czytaj także

Łukaszenka: Białoruś i Rosja zawsze będą razem

03.07.2014 16:15
Gospodarz Kremla pojechał do Mińska na obchody 70 rocznicy wyzwolenia Białorusi spod hitlerowskiej okupacji. Wziął udział w otwarciu Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej w Mińsku.
Aleksander Łukaszenka i Władimir Putin na otwarciu Muzeum Wojny Ojczyźnianej w Mińsku
Aleksander Łukaszenka i Władimir Putin na otwarciu Muzeum Wojny Ojczyźnianej w MińskuFoto: PAP/EPA/ALEXEY DRUZHINYN /RIA NOVOSTI / KREMLIN POOL
Posłuchaj
00'45 Relacja Macieja Jastrzębskiego z Moskwy (IAR): wizyta Putina w Mińsku na otwarciu Muzeum Wojny Ojczyźnianej
więcej

Łukaszenka określił jako symboliczny przyjazd Putina na Białoruś w czasie obchodów Dnia Niepodległości kraju. - To symbolizuje naszą jedność. Mówi o tym, że zawsze byliśmy i zawsze będziemy razem - zaznaczył. I dodał: "Jeśli będzie trzeba, staniemy ramię w ramię i będziemy się bronić, będziemy walczyć, jak kiedyś walczyliśmy razem".

Putin zapowiedział dalsze jednoczenie wysiłków obu państw w sferze współpracy dwustronnej. - Nasze wspólne wysiłki w sferze integracji ekonomicznej oczywiście przynoszą i będą przynosić jeszcze większe owoce. Nie tylko powiększymy nasze gospodarki, ale też ich jakość - oznajmił. Dodał, że kolejnym krokiem do przodu będzie powstanie 1 stycznia 2015 r. Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej Białorusi, Rosji i Kazachstanu.

Podczas ceremonii otwarcia Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej Łukaszenka wyraził pogląd, że Zachód nie odnosi się z uznaniem do zwycięstw "wielonarodowego narodu sowieckiego" w II wojnie światowej. Wielką Wojną Ojczyźnianą w krajach poradzieckich nazywa się tę część II wojny światowej, w której ZSRR walczył po stronie koalicji antyhitlerowskiej (1941-45).

- Wydawałoby się, że państwa zachodnie powinny cenić wkład naszych narodów w Wielkie Zwycięstwo, ale zamiast uznania widzimy z ich strony arogancki dyktat i sankcje - oświadczył. Zauważył przy tym, że wśród żołnierzy radzieckich "nie było takiej cynicznej kolaboracji i wyrachowanego, haniebnego tchórzostwa co w szeregu państw europejskich, które bez walki poddały się faszystom".

Putin wyraził uznanie dla "męstwa i woli narodu białoruskiego" podczas II wojny światowej, przypominając, że na jej frontach walczyło ponad 1,3 mln żołnierzy urodzonych na terenie Białorusi, a partyzantka na tych terenach "stała się symbolem narodowego heroizmu".

- To nazwyczaj ważne, by wpajać młodzieży zdecydowaną nietolerancję dla samej idei nazizmu, aby nigdzie i nigdy więcej nie podnosił on głowy - oświadczył Putin.

Według Łukaszenki różni "pseudohistorycy" na polityczne zamówienie próbują "ukraść naszemu narodowi Wielkie Zwycięstwo", podczas gdy Białoruś zawsze była przeciwna wypaczaniu prawdy o wojnie. Podkreślił, że w jego kraju jest ponad 9 tys. pomników poświęconych II wojnie światowej i żaden nie został zniszczony ani nie jest zaniedbany. - Pamięć to prawda, a w prawdzie - siła - zaznaczył.

Deklaracje Łukaszenki odnośnie Ukrainy różnią się w tonie od rosyjskich. Gratulując Petrowi Poroszence zwycięstwa w majowych wyborach prezydenckich, Łukaszenka zapewnił on, że "Białoruś zawsze była i pozostanie dla Ukrainy niezawodnym sąsiadem". Podkreślił też, że na Białorusi nie będą rozmieszczane żadne siły wojskowe, które byłyby wymierzone przeciw Ukrainie.

W czwartek 3 lipca Białoruś obchodziła Dzień Niepodległości. Początkowo obchodziła to święto 27 lipca - w rocznicę ogłoszenia deklaracji suwerenności w 1991 roku. W 1996 roku święto przeniesiono jednak na 3 lipca z inicjatywy Łukaszenki, zatwierdzając tę decyzję w referendum. 3 lipca jest uznawany oficjalnie za datę wyzwolenia Mińska spod okupacji hitlerowskiej w 1944 roku.

PAP/agkm

Informacje o Białorusi: Raport Białoruś

Czytaj także

Łukaszenka rządzi Białorusią 20 lat. Umacnia reżim pod bokiem Europy

09.07.2014 13:30
Aleksander Łukaszenka, który obchodzi właśnie 20-lecie na stanowisku prezydenta, zbudował w Białorusi autorytarny system, w którym wszelkie przejawy sprzeciwu są dławione. Niestety, raczej trudno spodziewać się rychłych zmian sytuacji politycznej. Dyktatora wspiera finansowo Rosja - bez jej dotacji rządy Łukaszenki nie byłyby możliwe.
Szef białoruskiego państwa Aleksander Łukaszenka
Szef białoruskiego państwa Aleksander ŁukaszenkaFoto: Włodzimierz Pac/Polskie Radio

Łukaszenka po raz pierwszy wygrał wybory prezydenckie 10 lipca 1994 r., pokonując w II turze ówczesnego premiera Wiaczasłaua Kiebicza. Stanowisko objął 20 lipca. Były to pierwsze i ostatnie wybory prezydenckie na Białorusi uznane przez niezależnych obserwatorów za uczciwe. Od tego czasu zarzuca się władzom m.in. nierówne traktowanie kandydatów podczas kampanii oraz nieprzejrzyste liczenie głosów.
Po ostatnich wyborach prezydenckich w 2010 r. doszło do brutalnego zdławienia protestów przeciwko oficjalnym wynikom, dającym… prawie 80 proc. poparcia Łukaszence. Jeden z kandydatów opozycji, Mikoła Statkiewicz, nadal odbywa wyrok 6 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze, gdyż sąd uznał go za winnego organizacji masowych zamieszek. W celach pozostają i inni więźniowie polityczni.
Łukaszenka stopniowo umacniał swoją władzę. W referendum 1996 r. zatwierdzona została nowa konstytucja, która znacznie poszerzyła kompetencje prezydenta, dając mu m.in. możliwość wydawania wiążących dekretów oraz niemal pełną kontrolę nad budżetem. W 2004 r. rozpisał następne referendum, które otworzyło mu drogę do wielokrotnego ubiegania się o stanowisko szefa państwa.
Dziś parlament, w którym od wielu lat nie zasiada ani jeden przedstawiciel opozycji i którego skład przed ostatnimi wyborami w 2012 r. niezależne media przewidziały ze stuprocentową dokładnością, nie spełnia właściwie żadnych funkcji (to instytucja fasadowa, nie ma żadnego wpływu na życie kraju), opozycja została zepchnięta na margines przestrzeni politycznej, w kraju jest nadal siedmiu więźniów politycznych, a za najdrobniejsze akcje protestu grożą wyroki.
- Pod względem politycznym nastąpiła konsolidacja reżimu autorytarnego. Stopień łamania swobód obywatelskich stale rośnie - ocenił w rozmowie rządy Łukaszenki analityk Białoruskiego Instytutu Badań Strategicznych (BISS) Andrej Jelisiejeu, podkreślając, że władze lokalne praktycznie nie wydają już żadnych zezwoleń na demonstracje i pikiety, nawet dotyczące tematów społecznych, takich jak walka z alkoholizmem czy kwestie ekologiczne. - Wykorzenia się przejawy opozycji obywatelskiej z przestrzeni publicznej - zaznaczył.
Środkiem kontroli nad społeczeństwem są też krótkoterminowe - zawierane na rok-trzy lata - umowy o pracę, których pracodawca może nie przedłużyć. Według szacunków Jelisiejeua około 90 proc. osób zatrudnionych w przedsiębiorstwach państwowych ma właśnie takie umowy. Żeby utrzymać kontrakt, pracownik powinien spełniać takie oczekiwania pracodawcy, jak udział w czynach społecznych, a jednocześnie nie narażać się, przy czym chodzi nie tylko o tak poważne przejawy niezadowolenia, jak próba utworzenia niezależnego związku zawodowego czy rozdawanie ulotek, lecz także drobne sprawy.
Ofiarami tego systemu padają również pracownicy naukowi. Jesienią 2012 r. docent historii Uniwersytetu Grodzieńskiego Andrej Czarniakiewicz został zwolniony po ukazaniu się książki "Grodnoznawstwo", której był współautorem. Oficjalnie jako powód podano spóźnianie się do pracy. Białoruscy historycy są jednak przekonani, że w rzeczywistości urzędników zirytowała treść książki, która nie objęła rządów Łukaszenki.

Dotowanie, przywileje socjalne

Ci, którzy nie pracują, nie mogą zaś liczyć m.in. na preferencyjne kredyty mieszkaniowe, udzielane na Białorusi różnym kategoriom obywateli, np. wojskowym, młodym małżeństwom z dziećmi, sędziom i prokuratorom czy osobom, które otrzymały stypendium prezydenta dla utalentowanej młodzieży. Rodziny wielodzietne mogą ubiegać się np. o kredyt na 1 proc. nawet na 40 lat.
Jednocześnie, według sondowanych przez PAP ekspertów, poziom życia znacznie wzrósł od początku rządów Łukaszenki. Jak podkreśla Jelisiejeu, PKB na głowę mieszkańca mierzony parytetem siły nabywczej stawia obecnie Białoruś nawet wyżej niż Bułgarię, w 2013 r. wynosił bowiem 17,6 tys. dol. (w Bułgarii 15,9 tys.). Wynika to m.in. z dotowania różnych opłat, np. komunalnych, przez państwo. Rosną także pensje. W maju Białorusini zarabiali średnio równowartość 604 dol.

Te dane są jednak bardzo złudne. Gospodarka Białorusi jest w katastrofalnym stanie. Waluta wciąż jest o krok od dewaluacji, Reżim Aleksandra Łukaszenki utrzymuje się w dużej części dzięki dotacjom Rosji, z którą Białoruś ściśle współpracuje. Rosja dostarcza Łukaszence taniej ropę naftową, którą Białoruś przetwarza i sprzedaje po wyższych cenach na Zachód. Mińsk jest zupełnie zależny od Rosji, stąd w efekcie stracił samodzielność jeśli chodzi o politykę zagraniczną, w tym roku na Białorusi rozmieszczono rosyjską bazę wojskową. Kontrakty na ropę Rosja odnawia co kwartał, więc każde negocjacje są okazją do wymuszania na Łukaszence potrzebnych Moskwie w danym momencie decyzji. Łukaszenka otrzymuje od Rosji kredyty, które pomagają mu ratować
W czerwcowym sondażu niezależnego ośrodka NISEPI prawie 60 proc. ankietowanych wyraziło przekonanie, że na Białorusi ludziom żyje się lepiej niż na Zachodzie. Zdaniem Jelisiejeua jest to skutek propagandy, gdyż dla mieszkańców małych miast i wsi państwowa telewizja jest głównym źródłem informacji. Poza tym choć Białorusini otrzymują dużo wiz schengeńskich, wyjeżdżają przeważnie te same osoby, a zdecydowana większość nigdy nie była w UE - tłumaczy.
Niezależne sondaże pokazują, że poparcie Łukaszenki rośnie. Według wspomnianego badania NISEPI Łukaszence ufa obecnie 49,6 proc. ankietowanych, podczas gdy w grudniu 2013 r. było to 37,7 proc. Gotowość do głosowania na niego w wyborach deklaruje w otwartym pytaniu 39,8 proc. respondentów, jeśli zaś prosi się ich o wybór spośród podanych nazwisk, Łukaszenkę wskazuje aż 48,1 proc.
Jednocześnie łączna gotowość poparcia poszczególnych liderów opozycji nadal nie przekracza 20 proc. Najwięcej osób (6,2 proc.) byłoby skłonnych głosować na lidera kampanii "Mów Prawdę!" Uładzimira Niaklajeua.
Jelisiejeu uważa, że wynika to z wielu czynników: wyparcia sił opozycyjnych z przestrzeni publicznej, niemal zupełnego podporządkowania mediów władzy, a także wzrostu dobrobytu. - I wreszcie, Łukaszenka ma duże doświadczenie polityczne i charyzmę i do maksimum wykorzystuje nadarzające się możliwości - podkreśla analityk.
Według niego Łukaszenka bardzo skutecznie wykorzystał np. kryzys na Ukrainie. - Społeczeństwu odpowiadało zapewne to, że w odróżnieniu od Ukrainy na Białorusi jest stabilna sytuacja społeczno-polityczna, w takim sensie, że nie ma przesłanek do wojny - zauważa. Jednocześnie szef państwa wygłaszał publicznie deklaracje, które mogły odpowiadać zarówno osobom o poglądach proukraińskich, np. sprzeciwiał się federalizacji Ukrainy, jak i popierającym Rosję, np. mówił, że Białoruś i Rosja zawsze będą razem, a kierownictwo Ukrainy "wcześniej czy później zrozumie, jakie jest jej przeznaczenie" i kraj ten przystąpi do tworzonej przez Rosję, Białoruś i Kazachstan Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej (EUG).
Białoruscy eksperci wątpią, by w tej sytuacji należało spodziewać się zmian. Jak podkreśla komentator Radia Swaboda Wital Cyhankou, Łukaszenka zaspokaja "niewysokie oczekiwania od życia" Białorusinów i wielu biednych obywateli woli na niego głosować, gdyż liczą, że nadal będzie im gwarantować "biedne, ale stabilne życie".
Ponadto zdaniem niezależnego politologa Walera Karbalewicza "ukraiński kryzys zwiększył w białoruskim społeczeństwie zapotrzebowanie na mocną władzę, twardą rękę i stabilność oraz jeszcze nasilił negatywne nastawienie do opozycji i Zachodu".
Eksperci są zatem zdania, że w najbliższym czasie nie osłabną represje politycznie. - Nie widzę żadnych przesłanek do poprawy sytuacji, a wręcz przeciwnie - ponieważ sytuacja gospodarcza w najbliższych latach będzie niełatwa i nie należy się spodziewać wysokiego wzrostu, będzie się nasilać niezadowolenie społeczne i władzom będzie się opłacało jak najostrzej je tłumić - ocenia Jelisiejeu.
PAP/inne/agkm

Informacje o Białorusi: Raport Białoruś