Czasy, gdy second handy kojarzyły się z chaotycznymi stoiskami w piwnicach i walką na łokcie o każdy wieszak, powoli odchodzą w przeszłość. Dziś to profesjonalny przemysł, ogromne sieci handlowe oraz zorganizowany rynek resellingu. O tym, jak dziś wyglądają polowania na ubrania, jak rozpoznać na metce kunszt starych manufaktur oraz jak wyłowić luksusowe tkaniny za ułamek ceny, w audycji "Popołudniówa" opowiedział Przemek Srogosz, znany w sieci jako lumpsetter i autor książki "Lumpy. Co czai się w second handach?".
Wielu stałych bywalców lumpeksów doskonale zna widok zorganizowanych grup handlarzy, którzy wpadają do lokalu w dniu nowej dostawy, zgarniają całe naręcza ubrań i pilnują swoich zdobyczy. Sklepy zaczęły jednak skutecznie ukracać te praktyki.
- To już nie jest ten sam dziki zachód co kiedyś. Właściciele wprowadzają sprytne patenty, na przykład wieszanie wieszaków naprzemiennie na zygzak, co uniemożliwia ściągnięcie kilkudziesięciu sztuk jednym ruchem ręki. Z kolei w działach obuwniczych nagminne były spory o to, kto pierwszy chwycił lewy, a kto prawy but. Dziś na półce wystawia się tylko jednego, a drugi czeka zabezpieczony przy kasie - tłumaczył gość audycji.
Srogosz obala również makabryczne mity o rzekomych "ubraniach po trupach". Rzeczy pochodzące z zachodnich domów opieki trafiają do obiegu w całkowicie naturalny sposób, a nowoczesne sieciówki z odzieżą używaną dbają o drobiazgowe pranie i dezynfekcję asortymentu.
Włoskie zaklęcia i wełna ze szkockich wysp
Prawdziwym polowaniem w lumpeksie pozostaje poszukiwanie szlachetnych materiałów, których próżno szukać w obecnych sieciówkach. Dobra marynarka z dziewiczej wełny czy kaszmiru nie tylko perfekcyjnie układa się na ciele, ale też nie absorbuje przykrych zapachów, po wyjściu z zadymionego lokalu wystarczy ją wywietrzyć, podczas gdy syntetyczny akryl czy poliester zatrzymują woń na stałe.
- Wystarczy rozchylić poły marynarki. Po jednej stronie znajdziemy metkę producenta, który ją uszył, a po drugiej, naszywkę renomowanej tkalni, na przykład z Włoch. Jeśli marka chwali się dostawcą tkaniny, mamy pewność, że to produkt najwyższej próby - zdradził lumpsetter.
Wyjątkową gratką są ubrania z certyfikatem Harris Tweed, ręcznie tkane z wełny owiec wypasanych na surowych Hebrydach Zewnętrznych. W przypadku zakupu wełnianej odzieży, której nie wolno prać tradycyjnie, pomocne okazują się domowe metody odświeżania: delikatna mgiełka z wody i octu lub zamknięcie tkaniny w worku z sodą oczyszczoną, która pochłania charakterystyczny zapach sklepu.
Jedwabna perełka za dwie dychy
W rozmowie pojawił się również wątek logomanii i marek, które stały się ofiarami własnej popularności - od Burberry zmagającego się niegdyś z wizerunkiem brytyjskich chuliganów stadionowych, po luksusowe domy mody pokroju Loro Piana, przenikające dziś do tekstów raperów.
Zapytany o najbardziej spektakularną zdobycz w swojej karierze, autor książki bez wahania wskazał wizytę w lumpeksie w Zakopanem. Wśród wieszaków udało mu się wspólnie z żoną wyłowić oryginalną, jedwabną kamizelkę francuskiego domu mody Hermès w roślinny wzór. Rzecz nie miała metki z ceną, a pracownica wyceniła unikatowy, wart tysiące złotych element garderoby na równe dwadzieścia złotych.
***
Tytuł audycji: Popołudniówa
Prowadzi: Kamil Jasieński
Gość: Przemek Srogosz (znany w sieci jako lumpsetter i autor książki "Lumpy. Co czai się w second handach?")
Data emisji: 14.10.2026
Godzina: 15.10
ak