Polskie Radio

Dwie twarze Jima Morrisona. Pół wieku od śmierci ikony rocka

Ostatnia aktualizacja: 03.07.2021 09:00
Wrażliwy artysta, poeta rocka, jeden z najbardziej charyzmatycznych frontmanów w historii czy może chwiejny emocjonalnie egocentryk pogrążony we własnych nałogach? Każdy może namalować sobie własny obraz Jima Morrisona, wokalisty grupy The Doors, który zmarł dokładnie 50 lat temu, 3 lipca 1971 roku. 
Jim Morrison
Jim MorrisonFoto: Forum / Zuma Press / z03

W historii muzyki popularnej niewielu było artystów, którzy pół wieku po śmierci cieszyliby się taką popularnością i byli owiani legendą podobną do tej, jaka spowija postać Jima Morrisona. Wokalista grupy The Doors jawi się w niej jako sceniczny heros, uduchowiony szaman rocka, który tak bardzo poświęcił się sztuce, że przypłacił to przedwczesną śmiercią w wieku zaledwie 27 lat. Można też jednak spojrzeć na jego życie jako hedonistyczną ucztę bez żadnych zahamowań, która zniszczyła jego zdrowie i nie pozwoliła w pełni wykorzystać jego talentu.

Już od dziecka był wyjątkowo wrażliwy, o czym świadczy jego reakcja na wypadek drogowy, którego był świadkiem, gdy wraz z rodziną przemierzał samochodem pustynną szosę. Ciężarówka potrąciła tam grupę Indian, co tak mocno wstrząsnęło małym Jimem, że jeszcze wiele lat później wracał do tego wydarzenia w wierszach, piosenkach i wywiadach. W jego wspomnieniach zakrwawione ciała ofiar leżały porozrzucane po drodze, co faktycznie mogło być szokiem dla 3-latka. O wiele mniej dramatycznie zapamiętał jednak wypadek jego ojciec, a siostra Jima, która też wtedy z nimi podróżowała, twierdziła, że wokalista mocno podkoloryzował tę historię. Czyżby były to pierwsze objawy jego mitomanii?


The Doors - "Light My Fire", źródło: YouTube / The Doors

Morrison był wielkim erudytą. Już w szkole średniej dosłownie pożerał książki, a do jego ulubionych autorów należeli Fryderyk Nietzsche, Artur Rimbaud, Franz Kafka i Albert Camus. Często sięgał po literaturę daleką od kanonu szkolnych lektur. Jego nauczyciel angielskiego wspominał, że Jim podawał mu tytuły książek, o których on nigdy nie słyszał i nawet podejrzewał, że jego uczeń po prostu je wymyślił. Jednak po sprawdzeniu w Bibliotece Kongresu okazało się, że wszystkie istnieją naprawdę i traktują o demonologii przełomu XVI i XVII wieku. Czy takie lektury mogły wprowadzić zamęt w umyśle nastolatka?

Jako artysta Morrison wciąż szukał nowych ścieżek i sposobów poszerzenia świadomości, zgodnie z dewizą, z której nazwę zaczerpnęła grupa The Doors, założona przez Jima razem z kumplem z University of California, klawiszowcem Rayem Manzarkiem. Nazwa pochodziła od tytułu książki Aldousa Huxleya, "The Doors of Perception", zachęcającej do "otwarcia drzwi percepcji", które ograniczają nasze postrzeganie wszechświata. W praktyce oznaczało to sięgnięcie po modne wówczas środki halucynogenne, na czele z LSD.


The Doors - "Break on Through (To the Other Side)" (live), źródło: The Doors

Jako wokalista i frontman The Doors Morrison dał się poznać jako autor tajemniczych, przesyconych mistycyzmem tekstów, które wraz z psychodeliczną muzyką zespołu złożyły się w jedne z największych rockowych hymnów późnych lat 60.: "Light My Fire", "Break on Through (To the Other Side)", "Riders on the Storm" czy "People Are Strange". Na scenie Jim zmieniał się w szamana, hipnotyzującego publiczność swą osobowością, nie tylko śpiewającego piosenki, ale również deklamującego własne wiersze na tle muzyki improwizowanej w tle przez resztę zespołu. Wielki sukces The Doors z pewnością był w dużym stopniu jego zasługą.

Z drugiej strony alkoholowy nałóg, w którym pogrążał się bez opamiętania, sprawiał, że koledzy z grupy coraz mniej mogli na niego liczyć. Nie zjawiał się w studiu na umówionych sesjach nagraniowych, a koncerty zespołu były seryjnie odwoływane ze względu na niedyspozycję Morrisona. Na scenie bywał nieobliczalny i wulgarny, tak jak podczas słynnego incydentu na koncercie w Miami w marcu 1969 roku, gdy m.in. oferował publiczności, że pokaże jej swoje przyrodzenie. Został za to skazany na pół roku więzienia, którego ostatecznie uniknął po wpłaceniu sporej kaucji. Rozprawy apelacyjnej już nie dożył.


The Doors - "The End", źródło: YouTube / The Doors

Śmierć zaskoczyła wokalistę w Paryżu, gdzie udał się w marcu 1971 roku, wkrótce po sesjach nagraniowych do albumu "L.A. Woman" – jak się miało okazać, ostatniego w dyskografii The Doors, z udziałem Morrisona. Był już wówczas wątłego zdrowia, miał sporą nadwagę i nie przypominał "młodego lwa" ze słynnych czarno-białych zdjęć wykonanych latem 1967 roku przez Joela Brodsky'ego. Wcześnie rano 3 lipca 1971 roku ciało artysty znalazła w wannie jego ówczesna dziewczyna, Pamela Courson. Jim dołączył tym samym do coraz liczniejszego "klubu 27", złożonego z gwiazd rocka, które odeszły w tym właśnie wieku. Byli tam już wówczas Jimi Hendrix, Janis Joplin i gitarzysta The Rolling Stones, Brian Jones, który zmarł dokładnie dwa lata wcześniej.

W słynnym filmie "The Doors" z 1991 roku reżyser Olivier Stone skupił się przede wszystkim na pokazaniu mrocznej strony osobowości Morrisona i jego nałogach, co nie spodobało się wielu przyjaciołom wokalisty. "Co się stało z tym wrażliwym poetą i wesołym gościem, jakiego znałem? Nie widziałem go na ekranie" – mówił zniesmaczony Manzarek. Bo tak naprawdę Jimów było dwóch, uważa Paul Rothchild, producent płyt The Doors. "Kiedy był trzeźwy, był jak doktor Jekyll, najbardziej oczytany, zrównoważony i przyjacielski gość, jakiego można sobie wyobrazić. Gdy zaczynał pić, z początku było OK, a potem nagle zamieniał się w szaleńca, w pana Hyde…".

Zwiastun filmu "The Doors", źródło: YouTube / Psychedelic Cinema

kc

Czytaj także

Chopin i The Doors? "Pasują idealnie! Któż miałby to zagrać, jak nie Manzarek"

Ostatnia aktualizacja: 10.02.2014 08:26
- Kiedy w utworze "Hyacinth House" przyszła pora na moje solo zastanawiałem się co zagrać na organach, które miały fantastyczne brzmienie. Cytat z Chopina pojawił się prosto z serca, to moja krew - opowiadał klawiszowiec The Doors w archiwalnym wywiadzie Jedynki.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Jim Morrison. 50. rocznica śmierci wokalisty The Doors

Ostatnia aktualizacja: 03.07.2021 05:35
3 lipca 1971 roku zmarł Jim Morrison, wokalista zespołu The Doors. Choć często podkreślał, że przede wszystkim był poetą, dla nas pozostał jedną z głównych postaci psychodelicznego rocka.
rozwiń zwiń