Kultura

Nina Andrycz: Najlepszą rolę zagrałam mając 85 lat

Ostatnia aktualizacja: 04.04.2012 14:32
- To, rzecz jasna, przypadek, ale nie ma drugiej aktorki, która zagrałaby w swoim życiu tyle królewskich ról - przyznaje w rozmowie z Anną Retmaniak królowa polskiego teatru.
Audio
  • Rozmowa Anny Retmaniak z Niną Andrycz (2011 rok/Spotkanie z mistrzem/Jedynka)
Aktorka Nina Andrycz przy swoich portretach autorstwa Czesława Czaplińskiego (L) i Benedykta Jerzego Dorysa (P) podczas wernisażu wystawy fotograficznej Artyści. Portrety ostatniego stulecia.
Aktorka Nina Andrycz przy swoich portretach autorstwa Czesława Czaplińskiego (L) i Benedykta Jerzego Dorysa (P) podczas wernisażu wystawy fotograficznej "Artyści. Portrety ostatniego stulecia".Foto: PAP

Świętując Dzień Aktora Weterana Scen Polskich oraz Międzynarodowy Dzień Teatru rozpoczęliśmy na naszych stronach cykl, w którym prezentujemy rozmowy z największymi. Autorką wywiadów jest znakomita dziennikarka radiowej Jedynki Anna Retmaniak.

Nina Andrycz jest prawdziwą królową polskiego teatru. W 1934 roku ukończyła Państwowy Instytut Sztuki Teatralnej w Warszawie, a w 1935 dostała angaż w Teatrze Polskim, którego aktorką pozostaje do dziś. Znana jest również z licznych kreacji w Teatrze Telewizji, gdzie pojawiała się regularnie od końca lat 50. Zdumiewająco rzadko występowała natomiast w filmach. Opublikowała tomiki poetyckie i wspomnienia.

- Tyle przeprowadziłam rozmów z mistrzami, ale pani naprawdę jest mistrzynią nad mistrzyniami. No bo, czy jest jeszcze jakaś aktorka, która w swoim życiu zagrała tyle królewskich ról, co pani? - rozpoczyna spotkanie Anna Retmaniak.

- To jest przypadek, rzecz jasna, ale też czysta prawda, że nikt mnie w tym nie pobił, a nawet nie próbował. Zaczęłam pracę w Teatrze Polskim za dyrekcji pana Arnolda Szyfmana, który był najlepszym dyrektorem tej sceny. Zaczęłam od roli królewskiej, a na moją 19-letnią głowę włożono pierwszy diadem. Rzecz się działa w "Królu Learze" Szekspira. Miałam szczęście i zaszczyt partnerować Józefowi Węgrzynowi, grałam jego córkę. To była moja pierwsza korona...
Historia życia Niny Andrycz to historia polskiego teatru. Była uczennicą Aleksandra Zelwerowicza, na scenie spotykała aktorów legendarnych. Miłość do teatru, odwzajemniona, jest sensem jej życia, jak deklaruje w rozmowie z Anną Retmaniak. Z miłością do mężczyzn bywało różnie.

- Sztuki nie zdradzam, nawet wiek mi nie przeszkadza. Swoją najlepszą rolę zagrałam mając 85 lat. Objechałam z nią całą Polskę. Byłam z nią od Świnoujścia po Krynicę, wożąc zespół, dekoracje i kostiumy. Wszędzie mieliśmy nadkomplety. A jeszcze po drodze zahaczyłam o Londyn, bo tam też nas zaproszono. Jest to rola Elżbiety I Wielkiej, twórczyni imperium brytyjskiego - wspomina Andrycz.

Mowa o przedstawieniu "Królowa i Szekspir" w reżyserii Marcela Kochańczyka. Spektakl miał premierę w 2001 roku w warszawskim Teatrze na Woli im. Tadeusza Łomnickiego.

W 2011 roku Nina Andrycz wystąpiła w pierwszej dotąd produkcji teatralnej realizowanej w technologii 3D. W musicalu opowiadającym losy Poli Negri zagrała aktorkę Sarah Bernhardt.

Serdecznie zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

Agnieszka Szydłowska

www.narodoweczytanie.polskieradio.pl
Cichociemni

Czytaj także

Franciszek Pieczka: Czuję coraz większą odpowiedzialność

Ostatnia aktualizacja: 27.03.2012 07:00
- Ma się doświadczenie, obycie na scenie, ale jednocześnie ma się poczucie większej odpowiedzialności. Dopiero po wypowiedzeniu pierwszych dwóch, trzech zdań następuje pełna swoboda - mówi aktor Franciszek Pieczka. Obchodzimy Międzynarodowy Dzień Teatru.
rozwiń zwiń