Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Klubowa historia Polski

Ostatnia aktualizacja: 15.06.2021 08:10
Jako Naphta Paweł Klimczak inkorporuje brzmienia tradycyjnych zaśpiewów i instrumentów ludowych, ubierając je we współczesną formę klubowej dyskoteki. Efektem jest taneczna muzyka, jakiej w Polsce jeszcze nie było.
Naphta i okładka płyty Dom strawiło
Naphta i okładka płyty "Dom strawiło"Foto: mat. pras.

Cudze chwalimy, swojego nie znamy. Stara śpiewka, ale w tym roku wraca na kilku poziomach. Pierwszy to dokonania wielu współczesnych wytwórni, które z powodzeniem promują artystów z kręgi muzyki elektronicznej, inspirujących się tradycją krajów, z których pochodzą. By wymienić kapitalną wytwórnię Nyege Nyege z Kampali, Principe Discos z Lizbony albo opisywany przeze mnie label Chinabot, o kambodżańskim rodowodzie, eksplorujący scenę azjatycką. Nad Wisłą lukę wypełnił Łukasz Warna-Wiesławski – promotor, dziennikarz, niegdyś współtwórca festiwalu Unsound, który w ubiegłym roku założył label Tańce. Prosta i wymowna nazwa kryje za sobą pomysł na twór, jakiego w Polsce brakowało. Towarzyszącą mu ideą jest bowiem czerpanie z tradycji polskiej muzyki ludowej i przedstawienie jej w nowym, klubowym świetle: przefiltrowanej przez twórców muzyki elektronicznej. Krótkie, zazwyczaj czteroutworowe epki, są kwintesencją tego pomysłu, treściwym zjawiskiem, które ma wymiar nie tylko ludyczny, ale też antropologiczny czy wręcz historyczny.

Podobnie bowiem jak „Ludowa historia Polski” Adama Leszczyńskiego rzuca światło na perspektywę na polską kulturę do tej pory spychaną na margines w nieszablonowy sposób. Bo o ile polska tradycja cały czas jest przywoływana przez zespoły folkowe albo inspirujące się nią grupy współczesne jak Radical Polish Ansambl, o tyle jej taneczny, rytualny charakter poza gatunkowymi imprezami rzadko kiedy jest podkreślany na wielkomiejskich imprezach. Wiejska perspektywa traktowana w metropoliach jest protekcjonalnie, a to przecież nieodłączny element większości mieszkańców Polski, którzy chcieliby mieć pochodzenie szlacheckie, a w przeważającej mierze mają robotnicze lub chłopskie.

Pytanie czy takie zafascynowanie mieszkańców metropolii to nie wymuszona egzotyzacja kultury ludowej, o czym w rozmowie Bartka Chacińskiego opowiadali Maniucha Bikont i Michał Mendyk w związku z Paradą Wiejskości w Warszawie. Skoro jednak rejestracja nagrań umożliwiła transmisję muzyki, której istotą było przeżywanie rytuałów i codzienności, a nie estetyczny zachwyt, inkorporując ją do nowych brzmień, można nadać jej nowe życie. Kuratorski sznyt wydawnictwa Tańce ma na celu pokazać, co z ludowością i ludyzmem się wydarzy, kiedy strzępki historii polskiej muzyki ukaże się w nowym, elektronicznym świetle.

Na pierwszej epce Avtomat zaprezentował agresywne polirytmiczne bangery, w których można było doszukać się echa oberka czy chodzonego. Na drugiej Semprey basową muzykę generował używając sampli kaszubskiego burczybasu. Najnowsze wydawnictwo wydał na świat Naphta, pochodzący z Wrocławia Paweł Klimczak, którego muzyka ukazywała się pod szyldem takich wytwórni jak Transatlantyk, Astigmatic; znany jest też z duetu Gaijin Blues. „Dom Strawiło” to obłędny obraz tego, co wydarzyłoby się na klubowym parkiecie, gdyby wpuścić tam DJ-ów, skrzypka i damski chór. W ciągu kwadransa jak w kalejdoskopie lawirujemy między obrzędowymi zaśpiewami, przeciągłymi frazami wokaliz, urywkami skrzypiec i modyfikowaną okaryną. A wszystko w otoczeniu pulsujących bitów i gęstych basowych pasm.

Czorta pląsy” przykuwają uwagę połamaną rytmiką i zsamplowanymi nagraniami skrzypiec, które wyznaczają kierunek utworu. Jest skocznie, ale w nieoczywisty sposób – to sukces kompromisu, będącego dzieckiem bitmakera i ludowego skrzypka; house w wiejskiej izbie. „Rejwach na kurhanach” grą słów w tytule wskazuje, dokąd może prowadzić wiejska potańcówka, która rozgrzeje uczestniczki do czerwoności. Breakbeatowy trans, wspomagany damskimi zaśpiewami, tworzy psychodeliczną wizję – z jednej strony idealną ilustrację leśnych rytuałów, z drugiej dudniącego basem samochodu, mknącego przez pola. Basowe posłanie świetnie nadaje kierunek utworu „Pokrzyku”, rozpędzonego w stosunku do poprzednich, ale idealnie nadającego się na potańcówkę. A utwór tytułowy, bazujący na wieśniaczej kwintesencji „Dom strawiło” brzmi jak współczesny chocholi taniec na zgliszczach. Tyle, że zamiast przygrywających muzykantów, tłem jest mantryczny, psychodeliczny rytm przypominający portugalskie kuduro w mrocznych klubach nad Tagiem.

Dom strawiło” brzmi jednocześnie lokalnie i globalnie – w tym jej największa zaleta. Wychwytując wątki z polskiej kultury, Naphta transmituje je w uniwersalnym wymiarze. Tworzy treściwą, wyczerpującą i kipiącą basową potańcówkę – surowo, swojsko, ludycznie porywając do tańca. Możemy z nią odreagować rzeczywistość w drewnianej chacie albo w dyskotece na parkiecie. Wierzę, że zarówno na Mazowszu, Kaszubach czy Podlasku, jak i w Kampali, Kambodży czy Lizbonie. Oby odmrożenie klubów po pandemii to pokazało. Nawet jeśli potem – jak wskazuje tytuł – czeka nas tylko apokalipsa.

Jakub Knera

Naphta

Dom strawiło

Tańce 2021

Ocena: 4/5

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.

Czytaj także

Jazz i polska tradycja spotykają się w Lumpeksie

Ostatnia aktualizacja: 22.09.2020 10:12
Lumpeks szuka punktów wspólnych między jazzem i tradycją, tworząc barwną współczesną opowieść naznaczona ludowymi melodiami i improwizacjami, balansując pomiędzy awangardą a ludycznością.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Starosłowiańskie szeptuchy na dyskotece

Ostatnia aktualizacja: 12.01.2021 00:01
„Demonologia” przypomina o ludowych obrzędach, łącząc folkowe śpiewy z elektroniką. Może dzięki niej rytuały odganiania złych mocy i nieszczęść czasu pandemii, inicjowane kiedyś nad jeziorem w świetle księżyca lub ciemnym lesie, teraz odprawimy wśród stroboskopów, pod wirującą kulą dyskotekową?
rozwiń zwiń