Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Zgubić się we właściwym kierunku. Nana Osei Twum Barima - Journey to the Unknown

Ostatnia aktualizacja: 16.07.2026 00:01
Debiutancki album ghańskiego artysty nie jest słodką laurką, bezmyślną afirmacją niczego, tylko szczerą spowiedzią. Posłuchaj, co ma do przekazania.
Nana Osei Twum Barima
Nana Osei Twum BarimaFoto: Laurens Wille

Wędrujemy do Ghany przez Belgię, gdzie mieszka i tworzy Nana Osei Twum Barima – wokalista, multiinstrumentalista, grający na seperewie – tradycyjnej ghańskiej harfo-lutni, często nazywanej harfą aszanti. Pretekstem do odkrycia muzyki Twum Barima okazał się niedawno wydany debiutancki album „Journey to the Unknown” o głębokim i osobistym wydźwięku.

Nie jest to wydawnictwo, na którym ghański artysta jest sam, wspiera go kilkoro znakomitych instrumentalistów i wokalistów. Tak więc mamy belgijskiego mistrza bluesa Rolanda Van Campenhouta, grającego na sitarze Nicolasa Mortelmansa, flet peulski pochodzącego z Burkina Faso Kaito Winse’a, Oseia Korankye’a (seperewa, prepensua, śpiew, atumpan), Larę Rosseel (kontrabas, śpiew), Kapingę Gysel (wokal), Filipa Vandebrila (kontrabas), Stefaana De Rycke’a (skrzypce), Caroline Steel (wiolonczela) i Core’a Pareja (instrumenty perkusyjne).

Twum Barima kultywuje rodzinną grę na starożytnej harfo-lutni seperewa: „Podtrzymuję tradycję, ale gram na swój sposób” – wyjaśnia. Jego muzyka poza ukorzenieniem w tradycyjnych rytmach ghańskich, takich jak kunduma i nwomkro, otwiera się na otaczający go krajobraz dźwiękowy zastany w Belgii. Był to samotny przyjazd do Brukseli z niczym poza zabranymi ze sobą instrumentami. 


Nana Osei Twum Barima Nana Osei Twum Barima

„Straciłem tatę 1 stycznia 2017 roku – wspomina, dodając – To był ogromny szok. Jest nas pięcioro rodzeństwa, po tym wydarzeniu musiałem stać się mężczyzną”. Wówczas był jeszcze w okresie liceum i marzył raczej o zostaniu inżynierem geologiem, choć urodził się w muzycznej rodzinie – jego pradziadek Kwabena Agyarko jest uznawany za osobę, która przywróciła do życia seperewę po tym, jak ten instrument niemal zniknął w wyniku brytyjskiej kolonizacji. A jego wujek Osei Korankye jest muzykiem i wykładowcą gry na seperewie na uniwersytecie. Nana nie sądził, że pójdzie muzyczną ścieżką, aż do momentu pewnego snu: „Śniło mi się, że byłem w lesie i szukałem drzewa, z którego mógłbym zrobić instrument. Wtedy ujrzałem mojego pradziadka, który podał mi idealny kawałek drewna, a kiedy się obudziłem, wiedziałem, że muszę podążać za muzyką” – opisuje Twum Barima. 

Kolejną istotną postacią okazała się jego babcia Abena Korankyewa, jednocześnie wyśmienita muzyczka, którą zachęcała Nana do muzykowania: „Kiedy powiedziałem jej, że chcę dalej grać na seperewie, odpowiedziała »Teraz mogę umrzeć w spokoju«, a potem mnie pobłogosławiła. Zaczęła nagrywać dla mnie różne utwory, ponieważ chciała przekazać mi całą wiedzę, zanim umrze” – opisuje Nana. Po ukończeniu studiów z zakresu muzyki i tańca afrykańskiego na Uniwersytecie w Winneba, Nana poczuł potrzebę opuszczenia Ghany, jego wyborem okazała się Belgia.

Wieź z babcią została uwieczniona w pięknym utworze „Moni”, śpiewanym w dialekcie sefwi pochodzącym z zachodnio-północnego regionu Ghany. „Moni to imię, którym nazywaliśmy moją babcię. To ona nas wychowała, a ta piosenka jest hołdem dla niej” – mówi Nana. Tutaj przejrzyście przemawia seperewa na tle nisko rezonującego kontrabasu Rosseel, metalicznego odgłosu dawuro – ręcznego żelaznego dzwonka-grzechotki z tykwy axatse i pulsującego bębna dondo. Pierwsze miesiące w Belgii nie należały do łatwych, w tym okresie artysta stracił również babcię i kilku bliskich przyjaciół w ojczyźnie.

Płytę otwiera oszczędny, intymny „Mpaebo” z wiodącą melodią graną na seperewe i szklistym, autentycznym, wyjątkowym głosem Nana, przy wsparciu innych głosów. Wejście w jeszcze głębszy rodzaj muzycznej mantry następuję w kapitalnym utworze „Message to My Ancestors” – wielowarstwowym, zarówno nieoczywistym pod względem aranżacji, jak i wokalnym. Ujmująca lekkość w przechodzeniu między językami (m.in. język twi), stylami czy oddechami z poruszającymi partiami sitaru. Ten ciężki pierwszy okres po emigracji odnalazł ujście właśnie w tym nagraniu. „Napisałem to, kiedy naprawdę zmagałem się z trudnościami. Pytam moich przodków: Czy o to właśnie chodzi w życiu? Dlaczego nam o tym nie powiedzieliście?”. W „Owea” doświadczamy magii brzmienia seperewe, dzwonków, basowego balsamu i zniewalającego wokalu Nana, który można ważyć na szali szlachetnej lekkości, finezji i zmysłowości.  

Wspomniany wcześniej samotny przyjazd i przemoknięcie do suchej nitki na dworcu Bruksela Centralna stały się inspiracją do powstania pierwszego singla Nana „Belgium and Rain”, w którym gościnnie wystąpił 81-letni weteran bluesa z Gandawy, Roland Van Campenhout. Jego głęboki, ciepły tembr mędrca świetnie kontrastuje z wyższą amplitudą emocji głosu Nana, gitarą, kontrabasem, wiolonczelą, dreszczykiem eksperymentu i towarzyszącym nieodłączenie seperewe. To hołd dla Gandawy, nowego domu Twum Barima. „Until When” powstał wspólnie z pochodzącym z Burkina Faso artystą Kaito Winse’em i brzmieniem jego fletu peulskiego. Zaskoczą Was wokalizy! Nana śpiewa tu o wsi, w której dorastał – niegdyś otoczonej bujnymi lasami i czystymi strumieniami, a obecnie zmienionej przez wydobycie i zniszczenie środowiska: „Mieliśmy wszystko, czego potrzebowaliśmy… teraz ta ziemia jest zniszczona”.

Okładka albumu Nana Osei Twum Barima - Journey to the Unknown Okładka albumu Nana Osei Twum Barima - Journey to the Unknown

Na „Journey to the Unknown” nie ma miejsca na puste przebiegi, utwory wypełniacze i nijakość. „Akwalaba” wciąga w kolejne warstwy tej unikatowej (sic!) opowieści o nieprzewidywalnych harmoniach, zaaranżowanych partiach instrumentów i nieustannie błyskotliwych wokalizach, i ich współbrzmieniu. Dużo jest tu wyśpiewanego smutku, ale nie braknie przestrzeni na życie, miłość. W utworze „Odo” Nana wyraża wdzięczność swojemu wujowi Osei Korankye, który gra u jego boku w tym fragmencie. To on wspierał go w nauce po śmierci ojca. Sam Korankye przekazuje proste przesłanie: „jeśli będziemy się kochać, w końcu wszyscy odniesiemy sukces”. Niemniej do końca płyty Nana wyraża swoje emocje związane ze stratą ojca, o czym jeszcze raz wspomina w zamykającej kompozycji „Nipa”. „Czułem, że nie okazałem mu miłości, której potrzebował, kiedy jeszcze żył” – wskazuje artysta. Instrumenty smyczkowe, seperewe, bulgoczące dondo, przejmujące słowa Nana układają w muzykę chwytającą mocno za serce. Aż się prosi, żeby była częścią jakiegoś filmu.

Chyba wiele słów zachwytu już padło i jedynie uszczypnąłbym okładkę „Journey to the Unknown”, która nie oddaje oryginalności tej muzyki, i może niepotrzebnie powodować efekt „przeźroczystości”. Zapewniam, że tej płyty nie warto ominąć. Czuć tu organiczną, niewymuszoną potrzebami rynkowymi siłę debiutu – wielkie emocje, talent, miłość do tradycji i muzyki, otulenie bliskich wspomnieniami, taniec z duchami i nowe życie. Nie ma to jak zgubić się we właściwym kierunku.   


Łukasz Komła

Nana Osei Twum Barima

„Journey to the Unknown”

 Zephyrus | czerwiec 2026

 ***

Więcej recenzji - w naszym dziale Słuchamy.

 


Czytaj także

Odd Okoddo & Ogoya Nengo – Palagoma: Poza tęczą

Ostatnia aktualizacja: 11.06.2026 00:01
Kenijsko-niemiecki duet Odd Okoddo tym razem zaprosił do współpracy 83-letnią kenijską wokalistkę Ogoyę Nengo, by razem wznieść się ponad horyzont.
rozwiń zwiń