W ubiegłym roku wykonawcy ci znaleźli się w gronie laureatów festiwalu Nowa Tradycja. Właśnie wtedy, w maju 2025 r., ich nazwa i ich muzyka szerzej wybrzmiały dla sympatyków muzyki folkowej, interpretującej tradycję. Zastrzec trzeba oczywiście, że Memento Mori Dance Club tworzą artyści od lat i od dekad doskonale znani dzięki swej pasji wyrażającej się w poszukiwaniu tradycyjnej wiejskiej muzyki a także – jej wykonywaniu. Pojawiali się w różnych składach, różnych grupach. Ta, którą tu prezentują, wydaje się pomysłem szczególnym. I szczególnym wydaje się moment, gdy wreszcie trzymamy w ręku ich pierwszą płytę CD, która w namacalny i symboliczny sposób podsumowuje ich dotychczasową drogę. A płyta to znakomita.
Jak przyznają sami członkowie zespołu po latach pracy nad odnajdywaniem pieśni u mistrzów ludowego muzykowania zaczęli odkrywać, a potem utwierdzać się w przekonaniu, że pewna część repertuaru stanowiącego pieśni nabożne, zaduszne, żałobne niesie w sobie „ukryte” rytmy taneczne. Postmodernizm? Bynajmniej! Najdosłowniej rozumiana tradycja. I właśnie to odkrycie, to natchnienie stało się zalążkiem omawianej tu płyty. Potem przyszła refleksja, że „praktyka dobierania religijnych tekstów do popularnych melodii tanecznych sięga czasów renesansu”, że „repertuar żałobny naszych przodków ufundowany został w baroku. Z tego powodu pieśń pogrzebowa (…) jest w polskiej kulturze zakładniczką poetyki tej epoki”. I tak ułożył się program płyty. Zawierającej zaledwie osiem utworów, a zarazem oferującej oszałamiające bogactwo skojarzeń, odniesień, odwołań. Bo to z jednej strony świat dźwiękowy, sięgający korzeniami nawet XVI czy XVII wieku, z drugiej – wciąż ważna i wciąż aktualna opowieść tu i teraz.
Jakkolwiek wydaje się, że każdy czas jest odpowiedni do posłuchania takiej muzyki i otwarcia na refleksje, do których skłania, to przyznać trzeba, że okres chrześcijańskiego wielkiego postu jest chyba szczególnie temu sprzyjający. Nie oznacza to, że płyta ma walor wyłącznie, czy przede wszystkim, religijny, ale jest to niewątpliwie jeden z podstawowych kontekstów dla prezentowanego tu repertuaru. Z pewnością jednak każdemu odbiorcy oferuje ona szansę na przeżycia szczególne.
Jak bowiem zauważa w eseju pomieszczonym w książeczce, dołączonej do krążka, Tomasz Nowak: „niniejsza płyta jest próbą – choć nie pierwszą w Polsce – przypomnienia nie tyle o nieuchronnej śmierci, co o zbawiennej roli wspólnotowego trwania w obliczu tego, co ostateczne, o wypracowanych przez wieki rytuałach, w końcu o zapomnianej już dziś sztuce »dobrej śmierci«”. Artystycznym ekwiwalentem tego założenia jest piękny, prosty, zbiorowy – albo wspólnotowy – śpiew. A w kontekście tego warto usłyszeć jak w tle pojawiają się owe taneczne formy. Oczywiście, nie ekscentryczne, zazwyczaj w wolnych tempach, ale wyraźne. Jak zauważa Tomasz Nowak, większość pieśni „wykorzystuje trójmiarową rytmikę taneczną (…) występującą w popularnych w XVI i XVII wieku tańcach, takich jak galiarda i courant. Śpiewane wolno nie mają już pierwotnie skocznego charakteru, ale ciągle wyczuwalna jest ich taneczność”.
W ostatnich latach poznaliśmy niejedną płytę z pieśniami żałobnymi. Krążek, który przedstawia nam MMDC jest jednak i na tym tle dziełem szczególnym. Choćby dlatego, że będąc wyrazem ogromnego szacunku dla dawnych twórców wchodzi jednocześnie w fascynujący dialog z niegdysiejszymi formami. W graniu i śpiewaniu pełnym namaszczenia, ale i powagi nie brakuje też odwagi interpretacyjnej, instrumentacyjnej, która ma być formą własnej, autentycznie przeżytej i przez siebie opowiadanej prawdy. Warto w tym kontekście posłuchać choćby tego, co w utworze Lecą latami proponuje tuba (tak, tuba), która swymi prostymi interwencjami raptem staje się dźwiękiem „z tego” i nie-z-tego świata. Warto posłuchać co dzieje się w utworze Żegnam cię mój świecie wesoły, choćby i mając w pamięci namaszczenie, z jakim jest (i słusznie) wykonywany. Gdy jednak akcja nabiera tempa zdążymy jedynie zadać sobie pytanie czy to bałkańskie tempa instrumentalne, zanim artyści powrócą znów do śpiewu. I znowu: to nie żart, nie gadżet, to przejmująca opowieść o życiu – i o tym, co tuż po nim…
Ważne jest też to, komu płyta jest dedykowana. Artyści sami odpowiadają na to pytanie pisząc: „jedynymi, którzy przez wieki obcowali z dworską poezją minionych stuleci, byli wiejscy śpiewacy. Płytę tę traktujemy zatem jako hołd dla nich”. I dalej dodają: „płytę tę traktujemy także jako hołd dla anonimowych poetów sarmackiej Rzeczypospolitej, którzy złożyli swoje wiersze na ołtarzu wspólnej kultury”. Przyznajmy, że wyznanie to niecodzienne. Dla mnie poruszające. I dodam jeszcze jedną uwagę, może oczywistą, może nie: trzeba mieć czas, żeby tej płyty posłuchać. Ona nie może być „muzyką tła”. Może kogoś znudzić – w porządku. Może zachwycić – z pewnością, ale tylko wtedy, gdy poświęcimy jej uwagę, na którą zasługuje.
Wydaje się, że szczególną wartością tej muzyki jest jej, wspominana już, wspólnotowość, zespołowość, swoista synergia sprawiająca, że słuchacz nie ma wątpliwości, że uczestniczy w ważnym wydarzeniu właśnie z uwagi na ów zbiorowy gest twórczy. Fundamentalna (z wielu powodów, również z uwagi na przekaz werbalny) wydaje się tu owa jedność śpiewu, wspólnota głosów. Partie instrumentalne, choć w paru fragmentach znakomite, stanowią jednak wartość dodaną.
Nie wyobrażam sobie, aby w tym tekście nie padły nazwiska wszystkich współtwórców tego dzieła. Są to więc:
Maciej Żurek – skrzypce, śpiew;
Antoni Hasso-Agopsowicz – skrzypce, śpiew;
Witold Wojciechowski – skrzypce, baraban, śpiew;
Wolfgang Niklaus – lutnia oud, śpiew;
Marek Szwajkowski – baraban, śpiew;
Serhij Petryczenko – kontrabas, śpiew;
Jacek Muża – tuba, kaval, saksofon sopranowy, śpiew;
Piotr Piszczatowski – fisharmonia, skrzypce, śpiew.
Nagrali płytę bardzo ważną, znakomitą. A poza tym, jak piszą na okładce: „i tak kiedyś wszyscy spotkamy się w Dolinie Jozafata, gdzie być może tańczyć będziemy najpiękniejsze Polonezy”…
Tomasz Janas
Memento Mori Dance Club
Tańce zaduszne
[MMDC / fundacja Memo]
Ocena: 5/5
***
Więcej recenzji - w naszym dziale Słuchamy.