Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Pomiędzy Komedą a Piazzolą. Bester Quartet z płytą "Between"

Ostatnia aktualizacja: 06.08.2026 08:00
Jeśli dobrze liczę, jest to trzynasty krążek kwartetu prowadzonego przez Jarosława Bestera (oczywiście, biorąc pod uwagę zmianę nazwy zespołu). Grupa kontynuuje raz obraną drogę i jednocześnie wciąż wymyśla siebie na nowo, dlatego – znów – tak pasjonująca jest jej nowa muzyka.
Bester Quartet
Bester QuartetFoto: materiały prasowe

Czy da się sensownie i z jakąś głębszą myślą „pożenić” ze sobą twórczość Krzysztofa Komedy i Astora Piazzolli? Oczywiście, w dzisiejszych czasach nie tak ekscentryczne pomysły znajdują swój koncertowy czy płytowy wyraz. Ale, żeby miało to siłę poruszającą słuchacza, siłę stwarzania nowych muzycznych światów, musi za całością stać coś więcej niż wykonawcze kompetencje i muzyczna erudycja. Nazwijmy to siłą osobowości, która jest jakże nieoczywistym, a przy tym niezbywalnym warunkiem, by tego typu nagranie nazwać wydarzeniem. Bo też właśnie owa siła osobowości (rozumiana jako naturalny talent i muzykalność, skrzyżowana z wieloletnim doświadczeniem i umiejętnością nadawania cudzym kompozycjom własnego piętna) sprawiają, że rzecz przybiera formę zgoła autorskiej wypowiedzi, dla której muzyczne tematy dwóch wspomnianych gigantów XX wieku są tylko punktem wyjścia dla własnych opracowań i zagrania ich tak, jakby zostały napisane właśnie dla tego kwartetu.

Jarosław Bester jest wybitnym instrumentalistą, ale też znakomitym aranżerem – i szefem zespołu. Doskonale wie jakie są ograniczenia muzykowania w tak określonym składzie instrumentalnym – ale też jakie są niesamowite walory tegoż muzykowania. Dobiera instrumentalistów, którzy, wydaje się, intuicyjnie wręcz odczytują jego intencje. A jako że są na tyle znakomitymi muzykami, iż kwestie techniczne nie są tu właściwie żadnym problemem, całość brzmi nienagannie. Ważniejsze jednak, że wciąga, porywa, zachwyca swą bezpretensjonalnością, swoistym upajaniem się pięknymi melodiami oraz szansą na ich efektowne ogrywanie w improwizacjach. A ta spontaniczność i ten entuzjazm udzielają się też słuchaczom: najpierw tym, których słychać na płycie (rzecz została bowiem nagrana podczas koncertu w Tomaszowie Mazowieckim), a następnie tym, którzy zaznają przyjemności słuchania tego świetnego krążka.

To zespół, którego nie trzeba chyba szerszej przestawiać. Debiutował, jako Cracow Klezmer Band, w 1997 roku (za rok trzydziesta rocznica!). W roku 2000 zdobył grand prix na Nowej Tradycji i wydał debiutancką płytę – od razu sięgając najwyżej jak tylko się dało – w legendarnej firmie Tzadik, prowadzonej przez Johna Zorna. Potem było jeszcze siedem albumów opublikowanych w Tzadiku, dwa ostatnie już po zmianie nazwy na Bester Quartet. Od roku 2013 zespół nagrywa dla wielce cenionej krajowej oficyny For Tune (z jednym wyjątkiem, krążkiem wydanym przez Anaklasis PWM). Zaczynali, zgodnie z nazwą, od twórczości mocno inspirowanej tradycją klezmerską. Z czasem, grając zarówno kompozycje Bestera jak i Zorna, poszerzyli krąg swoich zainteresowań o szerzej rozumianą muzykę improwizowaną, pogranicza jazzu i współczesności, by później dotrzeć (wrócić?) również do utworów Mordechaja Gebirtoga, Dawida Bajgelmana czy Piazzolli właśnie. Fascynująca to droga, na której wątki różnorako rozumianej muzyki świata należały do najistotniejszych, kreujących strukturę i zasadniczy rdzeń muzykowania grupy – nawet jeśli nie zawsze wysuwały się na pierwszy plan. Sądzę, że tak samo jest w przypadku najnowszej płyty.
Nie wolno również zapominać, że Jarosław Bester, wybitny akordeonista, ma na koncie też m.in. wspaniałe projekty koncertowe i nagraniowe: z nieodżałowaną Joanną Słowińską, a kilka lat później z Jorgosem Skoliasem, a także m.in. z Grażyną Auguścik czy Vitoldem Rekiem. Brał też udział w nagraniu pamiętnej płyty Sztetlach Ireneusza Sochy. Od dekady skład prowadzonego przez Bestera kwartetu współtworzą: Dawid Lubowicz (znany m.in. z Atom String Quartet) – skrzypce i mandolina, Maciej Adamczak – kontrabas i Ryszard Pałka – perkusja, instrumenty perkusyjne.


Na program najnowszej płyty składa się – w subtelnym przeplocie – sześć kompozycji Komedy i cztery Piazzolii. Nie jest to jednak płyta krótka, każdy z tematów jest co najmniej kilkuminutową opowieścią, najdłuższy ma ponad 11 minut. To bowiem nie „odgrywanie tematów”, ale dogłębne w nich zanurzenie, by wykonać je po swojemu, według własnego wzorca, idiomu, wedle swej muzykalności i wrażliwości. Dlatego też nie przeszkadza słuchaczowi fakt, że te same kompozycje argentyńskiego mistrza zespół grał już na płycie Piazzolla Angels – tu bowiem nabrały innych wymiarów, wzbogacone o koncertowy żywioł i tym ciekawsze (tym smaczniejsze) staje się porównywanie ich wersji z obu albumów.
Równie interesująco ma się rzecz z kompozycjami Komedy. Bester i jego partnerzy prezentują komedowskie „hity”, a i owszem, na przykład Crazy Girl, Szarą kolędę czy Ballad for Bernt – które w wykonaniu na akordeon, skrzypce (lub mandolinę), kontrabas i instrumenty perkusyjne zyskują naprawdę nowe życie – i to nie jest określenie na wyrost. Co istotne, artyści sięgają też po zdecydowanie rzadziej wykonywane kompozycje klasyka polskiego jazzu, takie jak świetne Po katastrofie, Dwaj ludzie z szafą czy Dla MM – to kompozycja odnaleziona po latach, a zachowana na prywatnych taśmach Komedy.

Twórczość, którą proponuje kwartet, to muzyka powstająca gdzieś na przecięciu dróg między jazzem, szeroko rozumianą współczesną kameralistyką, ale i world music. W tym kontekście zdaje się być nieomal sumą doświadczeń zdobywanych przez zespół przez te minione niemal trzy dekady. Kwartet nie kopiuje wzorców, nie odwołuje się bezpośrednio do kanonów typowych dla różnych gatunków. Raczej kreuje własny styl. Na plan pierwszy wysuwają się potoczyste, śpiewne frazy i imponujące, wyrafinowane partie solowe. W tych ostatnich wiele oklasków zbiera Bester, ale też fantastyczny Lubowicz.

Nie pierwsza to i nie dziesiąta płyta proponująca odczytania muzyki Komedy. Z całą pewnością jednak bardzo oryginalna i niezwykle udana. Nie tylko ze względu na nieoczywiste i zaskakująco trafne zestawienie melancholijnej liryczności dwóch na pozór tak odległych kompozytorów, ale i z uwagi na to, że Bester Quartet znalazł swój pomysł, swoją wizję. Że energetyczne, czasami naprawdę wysoko szybujące, partie instrumentalistów przenoszą tę twórczość w zupełnie nowe światy. Płyta godna wielokrotnego słuchania!

Tomasz Janas


Bester Quartet

Between

For Tune Records 2026****½


Ocena: 4,5/5 


***

Więcej recenzji - w naszym dziale Słuchamy.

 


Czytaj także

Ożywcze Tchnienie

Ostatnia aktualizacja: 28.05.2025 08:00
Trzy i pół roku po zwycięstwie w konkursie Scena Otwarta na Mikołajkach Folkowych i niemal dokładnie trzy lata po zdobyciu nagrody w konkursie podczas Nowej Tradycji członkinie duetu SEKUNDa zaprezentowały nam swą pierwszą płytę. Warto było czekać na tę muzykę pełną wdzięku, delikatności i finezji.
rozwiń zwiń