W północno-wschodniej Mołdawii doszło do nietypowego incydentu – na dach domu mieszkalnego w miejscowości Cuhureștii de Jos spadł dron. Maszyna, wysłana z Rosji, miała namalowaną literę „Z” na ogonie. Choć nie eksplodowała i nie wyrządziła poważnych szkód, władze natychmiast podjęły działania prewencyjne. Policja z Florești ewakuowała mieszkańców i odgrodziła teren, a na miejsce udała się jednostka techniczna ds. materiałów wybuchowych. Mołdawskie MSZ wezwało w związku z incydentem rosyjskiego ambasadora Olega Ozerowa, potępiając naruszenie przestrzeni powietrznej i podkreślając zagrożenie dla bezpieczeństwa obywateli.
Równocześnie w Rumunii wykryto obiekt wkraczający do przestrzeni powietrznej kraju znad Ukrainy. Ministerstwo Obrony poinformowało, że w odpowiedzi poderwano myśliwce Eurofighter Typhoon z bazy Mihail Kogalniceanu, a później dwa F-16 z bazy Borcea. Lotnictwo monitorowało sytuację i podkreśliło, że środki podejmowane wobec naruszających przestrzeń powietrzną dronów i innych statków powietrznych zależą od poziomu zagrożenia. Priorytetem pozostaje ochrona życia ludności, a zniszczenie obiektu przewidziane jest wyłącznie w ostateczności.
Incydenty w Mołdawii i Rumunii zbiegły się z dużym atakiem Rosji na Ukrainę w nocy z 24 na 25 listopada, podczas którego wystrzelono 22 rakiety i 460 dronów. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że cztery drony poleciały w stronę sąsiednich państw, w tym Mołdawii i Rumunii. Szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha ocenił ataki jako odpowiedź Władimira Putina na propozycje pokojowe ze strony Stanów Zjednoczonych, określając je mianem „terrorystycznej reakcji” na działania dyplomatyczne.
Sytuacja w regionie przypomina, że konflikt między Rosją a jej sąsiadami nie ogranicza się do terytorium Ukrainy. Mołdawia od lat doświadcza presji ze strony Moskwy, a separatystyczna, prorosyjska prowincja Naddniestrze pozostaje de facto niezależna i uznawana jedynie przez Rosję. Rumunia, będąca członkiem NATO, reaguje w ramach protokołów bezpieczeństwa, monitorując każdy przypadek naruszenia przestrzeni powietrznej i mobilizując siły lotnicze w celu ochrony obywateli.
Eksperci zwracają uwagę, że incydenty z dronami pokazują rosnące zagrożenie dla krajów sąsiadujących z Ukrainą, gdzie konflikty zbrojne i prowokacje mogą w każdej chwili przerodzić się w sytuacje wymagające natychmiastowej reakcji wojskowej. Zarówno Kiszyniów, jak i Bukareszt pozostają w stanie podwyższonej gotowości, monitorując ruchy powietrzne nad swoim terytorium i współpracując z partnerami międzynarodowymi w celu zapewnienia bezpieczeństwa.
IAR/PAP/Reuters/pż