Szábolcs Esztényi. Dlaczego szkoły nie uczą nas mówić, tylko recytować?

Ostatnia aktualizacja: 06.02.2014 12:00
Gość audycji "Five o'clock", znakomity kom­po­zy­tor, pia­ni­sta i peda­gog węgierskiego pocho­dze­nia, zdradzał tajniki muzycznej improwizacji i opowiadał o tragicznej historii Węgier, której wiatry przywiały go nad Wisłę. Zapraszamy do obejrzenia nagrania wideo.

Dokonał prawykonań wielu polskich dzieł. W repertuarze ma m.in. kompozycje Pawła Szymańskiego i Tomasza Sikorskiego, ale oczywiście też własne. Za swoje prawdziwe powołanie uważa jednak pedagogikę oraz improwizację. Co więcej, te dwie dyscypliny - w Polsce uznawane zwykle za niepowiązane - łączy w pracy wykładowcy uczelni muzycznych w Warszawie oraz Łodzi, ciesząc się opinią jednego z najbardziej niezwykłych i charyzmatycznych "Panów od muzyki" w Polsce.
- Improwizację uważa się często za rodzaj daru, z którym trzeba się urodzić. Absolutnie się z tym nie zgadzam - deklarował Szábolcs Esztényi - Przecież improwizacja jest jak naturalna mowa, podczas gdy wykonawstwo muzyczne stanowi odpowiednik recytacji. Czy komuś przyszłoby do głowy uczyć dziecko recytacji, a dopiero potem spontanicznej mowy? - pytał retorycznie gość Agaty Kwiecińskiej.
Artysta uważa zresztą, że każdy muzyk na początku był improwizatorem, choć dziś może o tym nie pamiętać. Sam wspomina, jak będąc kilkulatkiem wystukiwał tradycyjne melodie z Siedmiogrodu (śpiewane przez jego matkę) na klawiaturze fortepianu siostry, poddając je od razu twórczym przekształceniom.
Esztényi urodził się w 1939 roku w Budapeszcie, ale większość życia spędził w Polsce, gdzie mieszka od 1969. Do dziś nie zrzekł się jednak węgierskiego obywatelstwa, a do emigracji zmusiły go trudne koleje historii. Jako nastoletni uczestnik stłumionego powstanie węgierskiego 1956 roku, poddawany był we własnej ojczyźnie szykanom. Z trudem ukończył konserwatorium muzyczne, odmówiono mu wstępu na akademię muzyczną i prawdopodobnie zostałby wcielony do wojska. Ratował się więc wyjazdem do "liberalnej" PRL, gdzie mieszkała już, związana z Polakiem, siostra artysty.
Więcej o paradoksach historii oraz sztuki muzycznej w załączonych nagraniach wideo. Gość audycji "Five o'clock" pokazywał m.in, jak improwizować wokół utworów Chopina oraz Haydna.

mm

Zobacz więcej na temat: MUZYKA POLSKA Węgry
Komentarze1
aby dodać komentarz
Euoi2014-02-06 23:16 Zgłoś
To była jedna z najlepszych audycji Dwójki. Miła prowadząca i wspaniały gość. Ze sztuką Szabolcsa Esztenyi spotkałem się po raz pierwszy lata, lata temu słuchając "Pianofonii" Kazimierza Serockiego. Dla mnie było to wydarzenie. Raz jeszcze dziękuję za piękną, mądrą i bezpretensjonalną audycję.

Czytaj także

Mamy polskiego Steve'a Reicha!

Ostatnia aktualizacja: 12.01.2011 20:15
- Fenomen muzyki Tomasza Sikorskiego wynikał z jego nadwrażliwości - wyznaje Szabolcs Esztényi, interpretator fortepianowych dzieł polskiego minimalisty.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Andrzej Chłopecki: hipis, slamer, rewolucjonista

Ostatnia aktualizacja: 05.12.2013 12:00
- On był przede wszystkim człowiekiem bardzo odważnym - powiedział w "Five'o'clock" reżyser dźwięku Lech Dudzik, który Andrzeja Chłopeckiego poznał jeszcze w szkole średniej. Ta cecha - odwaga - powraca we wszystkich, czasem pozornie sprzecznych, wspomnieniach o wybitnym radiowcu.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Kwartet Śląski: kwartet to twór niezwykle zazdrosny

Ostatnia aktualizacja: 20.08.2014 12:00
- Od trzydziestu lat spotykamy się codziennie, by pograć od wpół do dziesiątej do trzynastej. Potem rozchodzimy się do innych zajęć - mówił w Dwójce skrzypek Arkadiusz Kubica, który wraz z kolegami opowiadał o życiu w kwartecie.
rozwiń zwiń