Wieczór polskich mistrzów

Ostatnia aktualizacja: 09.08.2014 10:00
Tego felietonu nie lubię pisać. Przychodzą mi do głowy same niewesołe myśli i robi mi się smutno. Po raz nie wiem który odczuwam namacalnie upływ czasu. Przecież dopiero się wszystko zaczynało, a tu – ani się obejrzałem – już finał. Schluß.
Marcin Majchrowski
Marcin MajchrowskiFoto: Marek Grotowski

Chciałbym się pytać: dlaczego teraz? Dlaczego już, dlaczego tak szybko? Ale jakoś nikt żałosnego kwilenia nie usłyszy, nikt nie powie: „dobrze, cieszyliście się wszystkim – macie w nagrodę jeszcze, a niech tam, trzy następne, festiwalowe dni”. Po prostu cuda się nie zdarzają i raczej w poukładanym świecie wszystko przebiega zgodnie z planem, ma swój początek, rozwinięcie i finał.
W takim razie warto może skupić szczególną uwagę na ostatnim, finałowym akordzie Festiwalu, skoro wrażeń musi wystarczyć na długo. Repertuar obydwu koncertów niezwykle bogaty, różnorodny, z wyraźnym akcentem na twórczość kompozytorów polskich i samego Fryderyka Chopina. Najpierw, w pierwszym koncercie, po Bachu, Janačku i Bartóku – komplet Preludiów op. 28. Choć słuchane przecież tysiące razy, Preludia w każdym wykonaniu ukazują się w nowym świetle, zawsze odnaleźć można w nich dotąd niezauważone szczegóły, przeoczone poprzednio niuanse. Podobne wrażenie, jak z doskonale znanym pokojem – nagle zadziwia coś, co dotąd wydawało się zupełnie oczywiste. Kraina Preludiów jest niezgłębiona, bo to świat zamknięty, ale o niezmierzonej głębi, zawsze można przezeń przejść zupełnie nieznanym szlakiem. Trzeba jedynie unikać udeptanych ścieżek (interpretacyjnych naturalnie).
A wieczór powinien usatysfakcjonować najbardziej zagorzałych fanów twórczości kompozytorów polskich. Pod tym względem będzie bardzo szczodrze: oczywiście Chopin, ale też Zarębski, Michałowski, Friedman i Moszkowski. Program upamiętnia wszak jednego z największych wirtuozów XX wieku – Witolda Małcużyńskiego. Był pianistą o tytanicznym sposobie gry, recenzenci zwracali uwagę na jego „żywiołowość”, „potęgę i soczystość tonu”, „brawurowe wirtuozostwo”. Ale potrafił to wszystko trzymać w żelaznych karbach, bo służyły owe środki Małcużyńskiemu do kreowania interpretacji, same celem nie były. Mam nadzieję, że do przyszłego roku wystarczy, bo dziś nasza dźwiękowa karuzela kończy pracę, a festiwalowe słońce przestaje świecić. Szkoda…
Marcin Majchrowski (tytuł od redakcji)

Czytaj także

Daniił Trifonov: zdarzało mi się ćwiczyć w sklepie z fortepianami...

Ostatnia aktualizacja: 05.08.2014 08:00
Znakomity rosyjski pianista, który w niedzielę wystąpił w Dusznikach, przyznał w rozmowie z Anną Skulską , że ogromna ilość propozycji koncertowych stawia przed młodym artystą sporo nowych wyzwań. Jednym z nich jest poszukiwanie miejsca, w którym można by popracować nad nowym repertuarem...
rozwiń zwiń

Czytaj także

Marc-André Hamelin: muzyka klasyczna jest zagrożona

Ostatnia aktualizacja: 07.08.2014 16:00
- Współczesna publiczność ma bardzo rozbieżne oczekiwania, które trudno pogodzić. W związku z powyższym coraz więcej sal koncertowych ma kłopoty ze sprzedażą biletów. Wszyscy stali się bardzo ostrożni - przestrzegał w Dusznikach znakomity kanadyjski pianista.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Fortepian zdobyty na Niemcach, czyli historia dusznickiego festiwalu

Ostatnia aktualizacja: 07.08.2014 17:00
– Gwiazda pierwszego festiwalu Zofia Rabcewiczowa początkowo nie chciała występować, ponieważ nie miała na czym ćwiczyć. Przywieźliśmy więc jej jeden z fortepianów, które stały w poniemieckich mieszkaniach na Ziemiach Odzyskanych – wspominał Wojciech Dzieduszycki, jeden z inicjatorów festiwalu w Dusznikach-Zdroju.
rozwiń zwiń