Motet we Włoszech, Niemczech, Francji i Polsce

Ostatnia aktualizacja: 21.10.2018 13:14
W audycji "Między dźwiękami" opowiadaliśmy dalszą historię motetu i jego wędrówki przez Europę.
Audio
  • Motet we Włoszech, Niemczech, Francji i Polsce (Między dźwiękami/Dwójka)
zdj. ilustracyjne
zdj. ilustracyjneFoto: shutterstock.com

W baroku motet – wprawdzie wciąż popularny – nie miał jednak tak jednorodnej koncepcji jak w renesansie. Powszechną akceptację zyskał pomysł Giovanniego Gabrielego motetów pisanych na dwa, a nawet kilka chórów głosów i instrumentów. Pisano takie nie tylko w Wenecji (skąd był ich rodowód), ale także w Rzymie, a zwłaszcza w Niemczech, także w Polsce.

Obok tego we Włoszech modne stały się motety solowe na głos z basso continuo (czasem ze smyczkami), niejako wbrew pierwotnej idei formy w założeniu polifonicznej. Takie motety pisał już Monteverdi, a wyróżniały się one wielką ozdobnością, wręcz wirtuozerią głosu wokalnego. Nabrała ona większego jeszcze blasku i rozmachu w następnych generacjach twórców włoskich, czego znakomitą manifestacją mogą być motety Vivaldiego, prawdziwy przykład "koncertu w kościele".

Całkiem inny charakter zyskał motet we Francji, zwłaszcza za panowania Króla-Słońce Ludwika XIV. Monarcha przywiązany był do idei galikanizmu i odrębnej liturgii, przyznanej kościołowi francuskiemu. Oczekiwał od swych kompozytorów wielkich, wspaniałych ceremonialnych dzieł, które miały rozbrzmiewać w kapeli królewskiej, głosząc tyleż chwałę Boga, co majestat króla. Takie utwory pisali Lully, Charpentier, Delalande, a jako pierwszy – Henri Du Mont. Zwłaszcza motety Lully’ego to prawdziwie poruszający teatr religijny, podniosły, patetyczny, operujący wielkimi gestami retorycznymi. Wielkie motety pisano we Francji jeszcze długo w XVIII w., choćby Rameau i Mondonville, znajdziemy tam genialne pomysły orkiestrowe, wspaniałą paletę barw i malarstwo dźwiękowe nie mające odpowiednika w muzyce innych krajów.

W Niemczech motet stanowił element składowy liturgii zreformowanego kościoła, stąd jego wyjątkowa rola w przekazywaniu słowa Bożego. Wiek XVII to czas znakomitego rozkwitu tej formy, często opartej na chorale protestanckim, zawsze operującej mistrzowskim kontrapunktem.

Często są to dzieła polichóralne, wzorowane na pomysłach Gabrielego – takie utwory pisał choćby Michael Praetorius czy Heinrich Schutz, ulubiony uczeń weneckiego organisty. Z czasem wykształci się pewna prawidłowość – motety pisane na dwa chóry tylko z continuo mają charakter nieco bardziej konserwatywny niż koncerty kościelne i kantaty, których czas właśnie nadchodzi. Stanowią natomiast przykłady niedościgłej maestrii warsztatowej, w zakresie polifonii, a także mistrzowskiego operowania materią chóralną. Tutaj apogeum stanowią niewątpliwie motety JS Bacha, których zapowiedzią są kompozycje jego bardzo utalentowanego bliskiego krewnego Johanna Christopha.

Motet nie znika w następnych stuleciach – pisze motety jeszcze Mozart, a potem Brahms i Bruckner, ale forma przestaje się rozwijać, traci jak gdyby energię życiową.

***

Tytuł audycji: Między dźwiękami

Prowadziły: Ewa Obniska i Magdalena Łoś

Data emisji: 21.10.2018

Godzina emisji: 21.00

mko/pg

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Ewolucja motetu na przestrzeni wieków

Ostatnia aktualizacja: 06.10.2018 16:28
W audycji "Między dźwiękami" opowiadaliśmy o motecie, który zanim osiągnął szczyty artyzmu w dziełach Bacha czy Rameau, przebył długą drogę sięgającą swym początkiem średniowiecza.
rozwiń zwiń