Klątwa Maklakiewicza ciąży nad polskim kinem?

Ostatnia aktualizacja: 19.06.2014 15:00
"Ja w ogóle nie lubię chodzić do kina, a szczególnie nie chodzę na filmy polskie. Nudzi mnie to po prostu. (...) Siedzę, patrzę, i aż chce mi się wyjść z kina. I wychodzę" – czy te słynne słowa inżyniera Mamonia, którego w "Rejsie" kreował Zdzisław Maklakiewicz, to wciąż aktualna diagnoza polskiej sztuki filmowej?
Audio
  • Złe i fascynujące. Najgorsze filmy - nie tylko polskie (O wszystkim z kulturą/Dwójka)
Zdzisław Maklakiewicz
Zdzisław MaklakiewiczFoto: TVP/PAP- Zygmunt Januszewski

– Wydaje mi się, że jeszcze dziesięć czy dwadzieścia lat temu wszystko w polskim kinie było takie sobie. Dziś się ono spolaryzowało – stwierdził Kamil Śmiałkowski, krytyk filmowy i inicjator antynagrody Węże przyznawanej od 2012 r. najgorszym polskim produkcjom filmowym. – Z jednej strony mamy filmy bardzo dobre, które są chętnie oglądane w kraju i radzą sobie nieźle także na świecie. Z drugiej zaś mamy sporo totalnych porażek, produkcji ludzi, którzy uważają, że zarabia się na samym kręceniu filmów, a nie na tym, że ktoś potem zobaczy je w kinie – powiedział.

Krytyk filmowy Jakub Demiańczuk zgodził się z diagnozą Kamila Śmiałkowskiego, zwrócił jednak uwagę, że część złych filmów przyciąga publiczność. – Często decyduje o tym nie sama fabuła, a nazwiska znanych aktorów na afiszu – mówił. Podobnie było w przypadku chyba najsłynniejszego złego filmu w polskiej historii, czyli "Klątwy doliny węży" w reżyserii Marka Piestraka z 1987 r., jak pisali krytycy - "socjalistycznej odpowiedzi na kino nowej przygody", którą w samym tylko ZSRR obejrzało 25 milionów widzów. Film, w którym zagrali Roman Wilhelmi, Krzysztof Kolberger i Ewa Sałacka, to "prawdopodobnie jeden z najbardziej kultowych filmów po tej stronie żelaznej kurtyny".

Najgorsze filmy są  bowiem czasami tak złe, że aż fascynujące. Nie sposób nie wspomnieć o wielu starych filmach klasy B, które pokazywane są na przeglądach organizowanych przez filmoznawców i kinomanów i cieszą się wielką popularnością graniczącą z fanatycznym uwielbieniem.

Co decyduje o tym, że te produkcje są tak słabe - nieudolność reżysera, kiepskie aktorstwo czy źle napisany scenariusz? A może wszystkie te elementy składają się na kompletną klapę danego filmu? O tym w audycji "O wszystkim z kulturą" rozmawialiśmy także z Joanną Łuniewicz, koordynatorką ogólnopolskiej konferencji naukowej "Buszujący w śmieciach", poświęconej dyskusji na temat kategorii złego kina, oraz z Patrykiem Tomiczkiem, dyrektorem artystycznym festiwalu Cropp Kultowe w Katowicach.

Próbowaliśmy także - z przymrużeniem oka - stworzyć miniranking najgorszych polskich filmów w historii. Zapraszamy do wysłuchania nagrania audycji prowadzonej przez Marcina Pestę.

mc/jp

Zobacz więcej na temat: FILM kino
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Trochę mądrzejsze durne komedie

Ostatnia aktualizacja: 21.01.2014 10:00
W "Pop-południu" rozmawialiśmy o humorze według tzw. "Frat Pack", grupy amerykańskich dojrzałych aktorów i reżyserów, której specyficzny rodzaj poczucia humoru reprezentuje m.in. film "Sekretne życia Waltera Mitty" Bena Stillera.
rozwiń zwiń