Szkoła, bunt i pierwsze literackie próby Marka Ławrynowicza

Ostatnia aktualizacja: 07.08.2026 13:00
- Byłem studentem raczej przeciętnym. To zabawne, bo studia ukończyłem z wyróżnieniem, ale przez większość czasu trudno było nazwać mnie wzorowym studentem. Cały czas byłem przecież poetą. Biegałem do Sigmy, organizowałem wieczory autorskie, zajmowałem się własnym pisaniem, gdzieś pędziłem, czegoś szukałem. Na uczelnię wpadałem, zaliczałem – albo i nie zaliczałem – kolejne przedmioty i znowu znikałem - wspominał w Dwójce Marek Ławrynowicz.
Pisarz Marek Ławrynowicz
Pisarz Marek ŁawrynowiczFoto: Andrzej Rybczyński/PAP

Posłuchaj audycji "Zapiski ze współczesności"<<<

Bohaterem cyklu "Zapiski ze współczesności" był Marek Ławrynowicz – pisarz, poeta, scenarzysta i autor słuchowisk radiowych, mający w swoim dorobku liczne powieści, m.in. "Kapitana Cara", "Diabła na dzwonnicy", "Kino Szpak", "Mumię świętego Piotra" i "Malinówek". Od lat związany z Polskim Radiem, współtworzył słuchowiska, audycje satyryczne oraz kolejne odsłony "W Jezioranach", a za słuchowisko "Ameryka wkracza do Malinówka" otrzymał nagrodę festiwalu Dwa Teatry. W audycji wspominał swoje dzieciństwo, lata szkolne i studenckie oraz początki literackiej drogi"

Buntownik z Anina, poeta z Falenicy

Marek Ławrynowicz zaznaczył, że podczas nauki w liceum w Aninie zaczął być złym uczniem, co wynikało z rozwodu jego rodziców i z buntu. - Przestałem się uczyć. Coraz rzadziej chodziłem do szkoły, zacząłem uciekać na wagary i zajmować się wszystkim, tylko nie nauką. Ojciec uczył w tym samym liceum i z mojego powodu najadł się naprawdę sporo wstydu. Zostałem na drugi rok w tej samej klasie, a później dyrekcja dyskretnie zasugerowała ojcu, żeby przeniósł mnie do innej szkoły - wspominał artysta.

- Tak trafiłem do liceum w Falenicy. To właśnie ten okres opisałem później w powieści "Szpak". Tam są moi koledzy z tamtych lat, jest ulica Margerytki, przy której mieszkałem. Dom kupił jeszcze mój dziadek Zawłocki, ojciec mojej mamy. Sprzedał swój domek w Wilnie i za uzyskane pieniądze kupił dom właśnie w Falenicy. Po jego śmierci zamieszkaliśmy tam również my. Tam pojawiły się też moje pierwsze literackie próby. Oczywiście zaczynałem od poezji, bo chyba wszyscy na początku są poetami. Pisałem rymowanki – lepsze albo gorsze. Trudno dziś ocenić. Pamiętam jednak, że raz spotkał mnie ogromny zaszczyt. Poproszono mnie o przeczytanie własnego wiersza podczas szkolnej akademii - mówił w Dwójce.

- W Aninie byłem poetą podziemnym. Pisałem złośliwe wierszyki o nauczycielach i przekazywałem je z ręki do ręki. Natomiast w Falenicy zostałem już poetą oficjalnym. Nie znaczy to jednak, że stałem się lepszym uczniem. Nadal uczyłem się fatalnie - zaznaczył.


Marek Ławrynowicz #1. Mit utraconej ojczyzny

Marek Ławrynowicz #2. Wspomnienia z dzieciństwa

Marek Ławrynowicz #3. Czasy studenckie

Marek Ławrynowicz #4. Wspomnienia z lat 80.

Marek Ławrynowicz #5.

Od szkoły archiwistów do polonistyki

Pisał wspominał, że po maturze próbował przede wszystkim uciec przed wojskiem. Dostałem się do dwuletniej szkoły dla archiwistów. - Szybko jednak doszedłem do wniosku, że archiwista to chyba najnudniejszy zawód świata. Wytrzymałem do wiosny. Czekałem jeszcze na pobór i w końcu z ogromną ulgą rzuciłem tę szkołę. Potem zdawałem na polonistykę. Zabrakło mi niewiele punktów. Egzaminy poszły całkiem dobrze, zwłaszcza z literatury. Może uczyłem się kiepsko, ale literaturą naprawdę się interesowałem. Sam pisałem, więc ten świat był mi bliski - mówił.

- Ostateczna decyzja miała zapaść jesienią. To był dość nerwowy czas. Z jednej strony zbliżał się pobór do wojska, z drugiej nie było wiadomo, czy zostanę przyjęty na studia. Na szczęście minister edukacji zwiększył limit miejsc. Zmieściłem się w tej dodatkowej puli i tak zostałem studentem polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim - zaznaczył.


Sandauer, Grajewski i intelektualne pojedynki

Marek Ławrynowicz wspominał, że podczas studiów miałe szczęście spotkać wykładowców, których bardzo cenił. Największe wrażenie robił na nim Artur Sandauer. Prowadził wykłady poświęcone Biblii. Były dla przyszłego pisarza niezwykle interesujące, więc uczęszczał na nie bardzo pilnie.

- Miały jeszcze jeden dodatkowy smak. Ówczesnym dziekanem był Jan Zygmunt Jakubowski – związany z frakcją Moczara i jednocześnie redaktor naczelny miesięcznika "Poezja". On i Sandauer szczerze się nie znosili. Na swoich wykładach Jakubowski pozwalał sobie na złośliwe uwagi pod adresem Sandauera, a Sandauer odpowiadał mu później podczas własnych zajęć. My, studenci, z ogromną satysfakcją obserwowaliśmy ten intelektualny pojedynek - zaznaczył.

Cenił także teoretyka literatury Wincentego Grajewskiego. Marek Ławrynowicz zaznaczył, że posługiwał się niezwykle trudnym językiem, ale mówił rzeczy fascynujące. - Robił bardzo nieoczekiwane intelektualne wycieczki. Słynął z pewnego charakterystycznego zwyczaju. Mówił, mówił, mówił, po czym oznajmiał: "A teraz otwórzmy nawias". Następnie przez pięć minut rozwijał kolejną myśl, by w końcu stwierdzić: "A teraz ten nawias zamknijmy". Nikt już wtedy nie pamiętał, gdzie właściwie ten nawias został otwarty - mówił w Dwójce pisarz.

***

Tytuł audycji: Zapiski ze współczesności

Przygotowanie: Wacław Holewiński

Data emisji: 3-7.08.2026

Godz. emisji: 12.45

Czytaj także

"Malinówek". Satyryczno-groteskowa powieść Marka Ławrynowicza

Ostatnia aktualizacja: 22.06.2021 21:00
- To jest książka o mechanizmach sprowadzonych do małej rzeczywistości. One są tam obnażone, odarte z patosu, przemówień i ładnych słów - tak o swojej najnowszej książce "Malinówek" mówił w Dwójce Marek Ławrynowicz - pisarz, satyryk i autor słuchowisk.
rozwiń zwiń