Kuba Badach to wokalista poruszający się swobodnie między różnymi gatunkami muzycznymi. Jest absolwentem Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, co – jak sam podkreśla – sprawia, że określenie "wokalista jazzowy" jest w jego przypadku w pełni uzasadnione.
Kuba Badach i etos pracy jazzmana
- Z wyróżnieniem ukończyłem tak zwany piąty wydział i wydaje mi się, że wiedza, którą zgromadziłem na przestrzeni lat, występując z profesorem belwederskim Bernardem Maselim, wybitnym wibrafonistą, upoważnia mnie do tego, żeby myśleć o sobie jako o wokaliście jazzowym - mówił Kuba Badach.
- Pierwsza trasa, którą zagrałem z profesorem, składała się z 27 koncertów - wspominał muzyk. - Dzień po dniu, bez dnia przerwy, a każdy koncert trwał około trzech godzin, czyli dwa sety po półtorej godziny, w klubach jazzowych, w których wtedy palono papierosy. Więc wiem wszystko na ten temat i faktycznie, jeżeli się przeszło taki chrzest bojowy, to ten fragment życia jazzmana zna się bardzo dobrze. Dzięki profesorowi poznałem etos tej pracy i wiedza, którą przy okazji grania koncertów musiałem szybko nadrabiać z zakresu harmonii jazzowej, skali i tak dalej, przydaje się do dnia dzisiejszego - wyjaśnił.
Od pracy magisterskiej do telefonu od Jamiroquai
Jak zdradził gość Dwójki, pracę magisterską pisał na temat wpływu muzyki lat 70. na muzykę lat 90. – przykładem był zespół Jamiroquai, którego artysta był wielkim fanem.
- Jamiroquai było taką kapelą, która cały ten duch rytmicznego, wręcz dyskotekowego grania, ale na żywo, tchnęła w lata 90. i położyła podwaliny pod gatunek acid jazz. Po latach miałem bardzo dziwne spotkanie i telefon od od Derricka McKenzie, czyli perkusisty zespołu Jamiroquai, który przez pewien czas mieszkał w Warszawie. Zaprosił mnie na spotkanie i zaproponował, żebyśmy coś razem zrobili. To wywołało u mnie falę tak potwornego przerażenia, że ja miałbym z facetem, o którym pisałem pracę magisterską, coś robić, że nie podjąłem rękawicy - opowiadał Kuba Badach.
Czytaj też:
"4P" – historia powrotu naznaczonego odejściem
W 2024 roku ukazał się czwarty album zespołu Poluzjanci zatytułowany "4P". Dla grupy, której jednym z liderów i wokalistą jest Kuba Badach, płyta ta okazała się nie tylko muzycznym przedsięwzięciem, ale też głęboko emocjonalnym doświadczeniem. Proces jej powstawania naznaczyła śmierć Przemysława Maciołka – współzałożyciela i gitarzysty, jednego z filarów zespołu.
- Poluzjanci od pierwszej płyty to była formacja, która się opierała na moich kompozycjach i mojej wizji muzycznej. Na przestrzeni lat czułem, że każdy z nas rozwija się, słucha bardzo różnych rzeczy. Chciałem żeby wypadkowa tych fascynacji była słyszalna w muzyce i żeby ta moja pieczątka nie była tak wyraźna. Udało się to zrobić. Ale Przemek już nie doczekał wejścia do studia, co spowodowało u nas dużą zmianę. Właściwie przestaliśmy grać i zamknęliśmy działalność na prawie dekadę - wyznał wokalista.
- Nagranie tego bez Przemka było bardzo trudne, ale na wysokości zadania stanęło wielu gitarzystów, którzy w pewnym sensie tą płytą oddali hołd właśnie temu wspaniałemu muzykowi - dodał gość Dwójki. - Przemek jest na okładce tej płyty i jesteśmy bardzo dumni, że udało nam się to zrobić. Ten materiał jest świetnie przyjmowany na koncertach - opowiadał Kuba Badach.
***
Tytuł audycji: Poranek Dwójki
Prowadzenie: Andrzej Zieliński
Gość: Kuba Badach (muzyk, wokalista i kompozytor jazzowy)
Data emisji: 15.05.2026
Godz. emisji: 8.30
am