Już sam tytuł książki przykuwa uwagę. Nieco prowokujący, dwuznaczny, zapisany tak, by można go czytać także jako "Jedźmy, zawracajmy". – Jeden mój kolega rzeczywiście tak przeczytał, co zresztą jest bliższe pierwowzorowi, Włodzimierzowi Odojewskiemu i jego "Jedźmy, wracajmy" – mówił w Dwójce Adam Wiedemann.
– To tytuł, który miał pierwotnie należeć do opowiadania. Tekstu nie udało mi się napisać, ale tytuł został, bo po prostu mi się podobał. A że w książce jest dużo o jedzeniu, ale też trochę o zwracaniu, pomyślałem, że to pasuje. Zwracanie to nie tylko fizjologia. Zwraca się przecież prezenty, pieniądze, uczucia. O tym wszystkim ta książka jest. O wymienności. O transakcyjności istnienia z ludźmi – wyjaśnił w rozmowie.
Posłuchaj rozmowy w audycji "Wybieram Dwójkę" >>>
"To danie jednogarnkowe"
Autor z uśmiechem przyznaje, że wpływy literackie, które pojawiają się w jego prozie, pochodzą z różnych porządków. – Zbyszek Libera zarzucił mi, że naśladuję Białoszewskiego – i coś w tym jest. Ale równie dobrze można tam znaleźć Stachurę. To taki eintopf, danie jednogarnkowe, gdzie wszystko się miesza. Wpływy licealne są najsilniejsze, bo to, co się wtedy czytało zachłannie, zostaje w ciele. Ręka pisarza to pamięta – mówił w "Wybieram Dwójkę".
"Nie wymyślam – opisuję to, co jest"
Choć "Jedzmy, zwracajmy" to proza, Adam Wiedemann nie ukrywa, że blisko jej do dziennika. – To nie była decyzja, żeby pisać blisko życia. Tak po prostu wyszło. Jako licealista próbowałem wymyślać fabuły. Napisałem kilka fikcjonalnych opowiadań, ale w końcu punktem zapalnym był pogrzeb mojej nauczycielki, pani Ścierskiej. Opisałem go w dzienniku, bardzo dokładnie. I nagle zobaczyłem, że to jest opowiadanie. Od tamtej pory w moim pisaniu jest zawsze balans między dziennikowością a tym, co pamięć dorabia – tym nalotem literackim – powiedział.
"Bohaterowie mogą się obrazić. Albo i nie"
W książce pojawia się wiele postaci ze świata literatury. Czasem rozpoznawalnych, czasem ukrytych za inicjałami. – Rzeczywiście, występuje tu sporo moich znajomych. Niektórzy z nazwiska, inni z imienia, jeszcze inni tylko jako litera. Nie pytałem ich o zgodę. Może więc awantury jeszcze przed nami – mówił z uśmiechem.
– Żyjemy w czasach nadwrażliwości. Ludzie lubią się awanturować o byle co. Może ktoś poczuje się urażony, że znalazł się w mojej książce. Ale nie miałem zamiaru nikogo krzywdzić. To są opowiadania miłe dla bohaterów. Myślę, że nawet czułe – zaznaczył.
"Kasety powracają"
Jedno z najczęściej przywoływanych opowiadań w tomie to "Kasety". Adam Wiedemann nazywa je jednym ze swoich ulubionych. – To opowiadanie o pamięci, ale też trochę o umieraniu – wyjaśnia. – Kasety to dla mnie emblemat młodości. Moje dorastanie przypadło na lata 90., więc ten przedmiot wraca z całym ładunkiem wspomnień. To też zapis pewnego pokolenia – mówił.
– Pisanie jest dla mnie formą zwracania. Zwracania emocji, gestów, słów, które kiedyś się otrzymało. To pewien rodzaj wymiany z innymi ludźmi, ale też z czasem. I pewnie dlatego ten tytuł wciąż mi się podoba – podsumował.
***
Rozmowa: Katarzyna Hagmajer-Kwiatek
Gość: Adam Wiedemann (poeta, prozaik, tłumacz i krytyk literacki)
Data emisji: 6.02.2026
Godz. emisji: 16.30
Rozmowa została wyemitowana w audycji "Wybieram Dwójkę"
zch/pg