Posłuchaj rozmowy w audycji "Poranek Dwójki" >>>
"Opowieść jesienna" (1946) to jedno z najbardziej znanych dzieł Tommasa Landolfiego - włoskiego pisarza, którego twórczość wymyka się prostym klasyfikacjom. W tej krótkiej formie spotykają się elementy powieści grozy i fantastyki, a atmosfera przywodzi na myśl opowiadania Edgara Allana Poego. Scenerią jest stary arystokratyczny dwór na odludziu – zaniedbany, ale wciąż noszący ślady dawnej świetności. W jego wnętrzach kryją się labirynt komnat i korytarzy, ponure podziemia oraz historia, w której miłość splata się ze śmiercią.
Tommas Landolfi - człowiek z innej epoki
- Landolfi, który uważał, że jest człowiekiem należącym do XIX wieku i przypadkiem znalazł się w wieku XX, uwielbiał literaturę grozy i literaturę fantastyczną. Zresztą był także tłumaczem literatury rosyjskiej, niemieckiej i francuskiej. Tłumaczył między innymi Gogola, Dostojewskiego, Tołstoja, Hoffmanna, braci Grimm i Prospera Mériméego. Bardzo duży wpływ wywarły na niego także opowieści okrutne dwóch francuskich autorów – Villiersa de l'Isle-Adama i Barbeya d'Aurevilly'ego – a także opowiadania Poego i Kafki - wyjaśniła Anna Wasilewska.
Czytaj też:
"Opowieść jesienna" – jak zauważyła autorka przekładu – jest książką najmniej charakterystyczną dla twórczości Landolfiego. - Po pierwsze zawiera elementy autobiograficzne, a po drugie – brakuje w niej tego, co wyznacza taki rys pisarski Landolfiego, czyli groteski, drwiny, sarkazmu. Tutaj tego nie mamy. Nie mamy nawet ściszonej ironii. Natomiast mamy drapieżność, okrucieństwo, patologiczne upodobania, narastającą grozę - podkreśliła tłumaczka.
W krainie grozy, czyli "Opowieść jesienna"
W "Opowieści jesiennej" nie brakuje motywów charakterystycznych dla literatury grozy i fantastyki. Jednym z nich jest miejsce akcji – stary, odosobniony dwór, który od początku buduje atmosferę niepokoju. To właśnie tam trafia bohater, uciekający przez ogarnięte wojennym chaosem Włochy końca II wojny światowej – do dziwnej, niemal odciętej od świata rezydencji, zamieszkanej przez zdziwaczałego starca i jego dwa wierne psy.
- Brnąc coraz dalej w głąb tego labiryntu, bo ten dom jest w gruncie rzeczy labiryntem na odludziu – labiryntem komnat i korytarzy, jakichś ponurych wnętrz, których struktury właściwie nie sposób dociec. To też charakteryzuje Landolfiego: maksimum precyzji w służbie minimum przejrzystości. Im bardziej ten opis jest hiperrealistyczny, pełen barokowych, meandrycznych zdań, tym mniej rozumiemy, gdzie ten bohater właściwie trafił i jaki jest układ tych skomplikowanych wnętrz - zaznaczyła Anna Wasilewska.
- To jest książka napisana całkowicie na przekór realizmowi. Właściwie w momencie, kiedy rodził się włoski neorealizm – spontaniczny zapis wojennych wydarzeń, próba rozliczenia się z faszyzmem i retoryką faszyzmu – Landolfi idzie w zupełnie inną stronę. Poza pierwszym zdaniem i epilogiem właściwie wpadamy w bezczas, zupełnie mitologiczny. Ani przestrzeń, ani czas nie są zakotwiczone w historycznych realiach. A jeśli chodzi o grozę, podziwiam to, jak Landolfi buduje napięcie – właściwie tam prawie nic się nie dzieje. Jest tylko śledztwo prowadzone przez bezimiennego bohatera, który wymyka się gospodarzowi i przeczuwa, że w tym domu kryje się coś niezwykłego - opowiadała Anna Wasilewska.
***
Tytuł audycji: Poranek Dwójki
Prowadzenie: Jan Kanty Zienko
Gość: Anna Wasilewska (tłumaczka literatury włoskiej i francuskiej, krytyczka literacka)
Data emisji: 28.09.2026
Godz. emisji: 8.30
oprac. Anna Myśliwiec