>>> SŁUCHAJ AUDYCJI <<<
Podczas tych właśnie ostatnich dni przed nadchodzącym wielkim postem, starano się napić i najeść do syta, wytańczyć, wybawić, wyśmiać i wykrzyczeć.
Do stałego repertuaru ostatnich trzech dni karnawału należały więc rytuały niszczenia i pozorowanego zabijania różnych postaci, symbolizujących zarówno czas zapustny, jak i zimę oraz zimową martwotę.
Na wsi, która najdłużej zachowywała dawne swe zwyczaje, po ulicach biegali mężczyźni poprzebierani za kobiety albo za czarne, rogate diabły, szczerzyła zęby Śmierć w białym prześcieradle, szły drogą i pląsały całe ślubne orszaki. Wszyscy śmiali się, śpiewali, podskakiwali, zaczepiali przechodniów, porywając ich do tańca, ściskając i całując, a przy okazji czerniąc im twarze i ubrania sadzą. Do domów przychodziły postacie zwierzęce, znane z wcześniejszych obchodów kolędniczych: koza, turoń, niedźwiedź i konik, a także bocian i żuraw. Wierzono powszechnie, że wraz z nimi przychodzi do domów dostatek i urodzaj.
Na Kujawach i w Wielkopolsce, dziewczyny, które nie wydały się podczas karnawału, brały udział w zabawie-obrzędzie zwanej podkoziołkiem. W ostatni wtorek przed Popielcem zbierały się w karczmie, opłacały muzykę i tańczyły ze sobą, podczas każdego tańca rzucając pieniądze na talerz, ustawiony na beczce z piwem, znajdującej się w pobliżu orkiestry. Na beczce tej, w ostatki, stała zawsze drewniana figurka wyobrażająca chłopca lub kozła (symbol męskości i płodności). Pod nią to właśnie, czyli pod koziołka, rzucały dziewczyny swe datki. Mówiono, że dają w ten sposób swój podkoziołek – czyli okup za uciechy wolnego stanu, ale także i okup składany w intencji swego przyszłego, możliwie szybkiego zamążpójścia.
CZYTAJ TEŻ: Polskie zabawy i hulanki karnawałowe
***
Tytuł audycji: Źródła
Prowadzi: Aleksandra Tykarska
Data emisji: 17.02.2026
Godzina emisji: 12.00