Gdzie wzniosłość splątana jest z codziennością. Szelaków szał all'italiana

Ostatnia aktualizacja: 08.06.2026 15:30
Pisarz, poeta, tłumacz i lekarz okulista. Autor m.in. kilkuczęściowego "Dziennika włoskiego" oraz powieści "Ja, Tamara" i "Tamara, siostra wulkanu". W Dwójce doktor Grzegorz Musiał podzielił się opowieściami o swoich włoskich podróżach oraz  niezwykłej kolekcji płyt szelakowych.
Pisarz, tłumacz, poeta, dr Grzegorz Musiał.
Pisarz, tłumacz, poeta, dr Grzegorz Musiał.Foto: PR2/Jakub Kukla

Jego wyjątkowy zbiór liczy kilka tysięcy nagrań. Jak podkreślał doktor Grzegorz Musiał, on sam nie lubi jednak określenia "kolekcjoner". Słowo to kojarzy mu się z przywiązaniem do przedmiotów dla nich samych. A w  jego przypadku wszystko zaczęło się od rodzinnego domu, książek, muzyki i przedmiotów, które działały na wyobraźnię.

– Miałem szczęście, że miałem dom jako wyspę, miejsce schronienia. Tam się wracało do tego świata prawdziwego, który powinien taki właśnie być. Gdzie były piękne przedmioty, stare antyki, dużo książek, które czytywałem namiętnie – wspominał podczas rozmowy.

Posłuchaj audycji okolicznościowej >>> 

Dom, muzyka i nade wszystko książki

Doktor Grzegorz Musiał dorastał w domu, w którym kultura była naturalną częścią codzienności. Matka grała na pianinie, ojciec śpiewał, rodzeństwo muzykowało, a on sam od najmłodszych lat wybierał przede wszystkim książki.

– Pierwszą książką, którą przeczytałem w wieku pięciu czy czterech lat było "Quo vadis". Rodzina była rozległa, ciotki różne przyjeżdżały, a jedna zobaczyła, że przy moim łóżeczku leży "Quo vadis". Zacząłem jej opowiadać fragmenty zgodne z tekstem. Pamiętam, że runęła do mojej mamy do kuchni, wołając: "Czy ty wiesz, że on przeczytał Sienkiewicza?" – opowiadał.

Kolekcja odzyskana po latach

Obok książek w domu rodzinnym była muzyka. Na zgromadzonych płytach znajdowały się przedwojenne nagrania Duke’a Ellingtona, Sophie Tucker, Hanki Ordonówny, Zuli Pogorzelskiej czy Chóru Juranda.

Część dawnych płyt nie przetrwała jednak młodzieńczych zabaw. Po latach Grzegorz Musiał zaczął odbudowywać zbiór, szukając nagrań na aukcjach i w sklepach. – Potem się połapałem, że przecież ta kolekcja była fantastyczna. Trochę zostało i zacząłem szukać w internetowych aukcjach i po różnych sklepach. Powiedziałem sobie, że zostawię po sobie tę kolekcję taką, jaka była, bo ja to zniszczyłem w swojej głupocie – wyjawił w Dwójce.

Tysiące płyt szelakowych

Dziś kolekcja obejmuje kilka tysięcy płyt szelakowych, przede wszystkim nagrań przedwojennych i tych zrealizowanych tuż po wojnie. W zborze można odnaleźć zapisy polskiej i zagranicznej muzyki popularnej, kabaretowej, jazzowej i wokalnej.

Gość audycji podkreślał, że kolekcja nie ma być zamkniętym zbiorem. Od lat udostępnia nagrania w internecie, traktując to jako sposób dzielenia się muzyką, która inaczej mogłaby pozostać niedostępna dla wielu słuchaczy.

– Uważam, że trzeba się dzielić tymi rzeczami. Mam widzów na całym świecie przez działalność trwającą od 2007 roku. Skromnie sobie siedzę pod pseudonimem, bo pod własnym nazwiskiem tego nie prowadzę – powiedział. 

Zapis świata, który przeminął 

Płyty szelakowe wymagają troski i odpowiednich warunków przechowywania. Są kruche, podatne na pęknięcia i odkształcenia. Dla Musiała pozostają jednak nie tylko przedmiotami, ale zapisem świata, który przeminął. – To jest rzeczywiście coś takiego, co ja chcę zostawić po sobie. Są poukładane jakoś kawał świata muzycznego. Chyba o jakiejś wartości historycznej sporej – podkreślił w rozmowie. 

***

Tytuł audycjiAudycja okolicznościowa

PrzygotowanieJakub Kukla

Data emisji: 5.06.2026

Godz. emisji: 21.00

Czytaj także

O konflikcie króla z biskupem Stanisławem, czyli "Śmiały" Elżbiety Cherezińskiej

Ostatnia aktualizacja: 12.11.2025 07:40
Jedenastowieczną Europą wstrząsają konflikty. Kościół pęka, narasta spór między papiestwem a cesarstwem, Czechy, Węgry i Ruś Kijowska pogrążone są w bratobójczych wojnach. W takim świecie piętnastoletni Bolesław po nagłej śmierci ojca zostaje władcą.
rozwiń zwiń