WP #281. The Rolling Stones - "Exile On Main Street"

Ostatnia aktualizacja: 30.05.2022 00:55
29 maja w audycji "Wieczór płytowy" Piotr Metz, Przemysław Psikuta i Tomasz Szachowski przedstawili jeden z najważniejszych albumów w historii Rolling Stonesów i całego rock'n'rolla - "Exile On Main Street". 
Okładka płyty The Rolling Stones - Exile On Main Street
Okładka płyty The Rolling Stones - "Exile On Main Street"Foto: materiały promocyjne

W każdą niedzielę słuchamy – razem z Państwem – najważniejszych płyt. Z namaszczeniem i pietyzmem, od początku do końca, strona A, strona B. A dopiero potem bonusy, konteksty, porównania, komentarze zaproszonych gości. Klasyka, jazz, rock, awangarda, elektronika.

Tym razem była to:

  • The Rolling Stones - "Exile On Main Street" - 1972 RSR

Płyta ukazała się jako podwójny winyl w maju 1972 roku, a w 2003 została sklasyfikowana na 7. miejscu listy 500 albumów wszech czasów dwutygodnika "Rolling Stone". Powstawała w różnych miejscach: w Londynie, posiadłości Keitha Richardsa we Francji, a także w Los Angeles.

13 kwietnia minęło 55 lat od pamiętnego pierwszego koncertu The Rolling Stones w Polsce. Ich występ w Warszawie wybłagały wnuczki Władysława Gomułki, Mick Jagger zjadł rzuconego na scenę goździka, a zapłatą za koncert był wagon wypełniony wódką - takie i inne legendy krążą do dziś na temat pierwszej wizyty The Rolling Stones w Polsce. 

"W 1967 roku, kiedy żelazna kurtyna była jeszcze nieprzenikniona, nie mieściło się w głowie, że w Polsce wystąpi dekadencka zachodnia grupa. To był zresztą nasz pomysł, nie wyszedł od organizatora" - pisał we wspomnieniach basista Bill Wyman.

ZOBACZ SERWIS SPECJALNY POŚWIĘCONY THE ROLLING STONES>>>


Posłuchaj
176:37 2022_05_29 22_00_02_PR2_Wieczor_plytowy.mp3 WP #281. The Rolling Stones - "Exile On Main Street" (Wieczór Płytowy/Dwójka)

 

Komentarze słuchaczy:

Trudno pisać coś odkrywczego o płycie, w której jest się zasłuchanym od prawie 30 lat. Doskonale pamiętam, że kupiłem ją na zimowiskach w Krakowie (Music Corner) na kasecie, po prostu dlatego, że było na niej najwięcej piosenek, których nie znałem. Miałem wtedy jakieś przegrane kasety typu the best of z lat 60, kasetę wideo 25x5 i nową składankę Jump Back. Uczyłem się tytułów w rodzaju Start Me Up, czy Undercover.

Exile On Main St. sprawiała, że słuchając jej przenosiłem się do lat 70, o których czytałem w książkach. Fenomen tej płyty po latach polega chyba na tym, że nie jest „ograna” i „zgrana” w radiu, tv, internecie. Poza hitami Tumbling Dice i trochę naciąganym przebojem Happy, nie ma tu wielkich przebojów. Są za to wszystkie odcienie ich fascynacji muzyką amerykańską. Tak naprawdę dopiero na Exile pojawiło się prawdziwe gospel. Jagger i Watts w końcu byli na koncercie/nabożeństwie Arethy Franklin w LA umieszczonym później na Amazing Grace. Mamy tu najpiękniejsze nigdy nie wyeksponowane piosenki Stonesów: zwłaszcza Let It Loose, Torn And Frayed, I Just Want To See His Face.

Exile On Main Street to także mit willi Nellcote, szczyt hedonizmu i rockowej dekadencji w ich wykonaniu. Za tą płytą poszła najbardziej hulaszcza trasa w ich karierze, co w jakimś stopniu pokazywał film bootlegowy Cock Sucker Blues. Nie będę już powtarzał historii powstawania płyty, bo panowie na pewno to omówią. Ta płyta nie byłaby tak wielka, gdyby od razu powstawała w studiu. W LA pracowali na taśmach, które powstały jednak w wyjątkowo luźnej, szalonej, lunatycznej atmosferze. Koniecznie trzeba wspomnieć o Jimmym Millerze, którego Stonesi wyżuli i wypluli w okrutny sposób i o genialnym pianiście Nickym Hopkinsie (o którym właśnie powstaje dokument). O Exile i Stonesach mogę zawsze i długo, więc kończę. Wkrótce jadę na mój 10. koncert – Hyde Park. Nie spodziewam się już niczego nowego – jadę jak na spotkanie z najlepszymi przyjaciółmi, ludźmi bliskimi jak rodzina. Oddałem temu zespołowi większość życia i kasy. No Regrets. Dziękuję za dzisiejsza audycję.

Jak można zdefiniować fenomen Rolling Stones w 2022 roku. Kluczem chyba jest czas – są od zawsze, od wczesnych lat 60. Wszystko wokół się zmieniło, ale oni zawsze odnajdują się na nowo w każdej rzeczywistości. Jak mówi Keith Richards – masz słońce, księżyc i masz the Rolling Stones.

Bob Dylan też jest autorem świetnego cytatu: The Rolling Stones są naprawdę najlepszym rock’n’rollowym zespołem na świecie i zawsze będą. Wszystko co przyszło po nich, metal, rap, punk, nazwij to jak chcesz – to wszystko prowadzi do The Rolling Stones.

Stonesi tak naprawdę są pewnym stylem życia i nie chodzi mi o to, że trzeba brać narkotyki, czy pić alkohol. Oni są po prostu autentyczni, prawdziwi do szpiku kości, mimo wszystkich masek Jaggera. Mieli tyle samo wzlotów co upadków, przeżyli śmierć, tragedie rodzinne, mityczne imprezy. Nie są idealni, raczej pełni wad, przez co wiarygodni. Przecież to wszystko jest na ich twarzach. Są poobijani, posiniaczeni, doświadczeni przez życie jak mało kto, ale wciąż tu są.

Ulubione płyty: Exile, Tattoo You, Let It Bleed, Aftermath, Steel Wheels.

Bartek


Ja dziś znowu w kropce, bo niby Stonsów każdy przecież lubi, ceni itp. itd. a u mnie kontekstu brak. Oczywiście, że też ich lubię, ale wasza audycja uświadomiła mi, że właściwie nie jestem pewna, bo nigdy nie poczułam potrzeby, żeby kupić jakąkolwiek płytę (even lame Greatest Hits). (…)
A wracając do Rolling Stones to nie da się ich nie lubić, za ponadczasową dekadencję ich utworów. Czy ktoś był na dobrej imprezie studenckiej (i oczywiście nie tylko), na której ich nie byłoby? Nie do pomyślenia!
Kojarzy mi się również film „The Bigger Splash”, w którym genialny Ralph Fiennes tańczy do Stonesów (niestety nie pamiętam do czego) i jest to jedna z najlepszych scen filmu. 
Tak, osobistych relacji ze Stonsami brak, może tylko :) mąż, który próbując udawać kogoś bardziej cool niż jest (czyż nie my wszyscy?!), ustawił sobie jako dzwonek w telefonie „Doom and Gloom” Rolling Stones. 
Marta

Myślę, że gdyby to nie był album dwupłytowy wyszłoby to lepiej dla tej płyty. Wyraźnie brakuje pomysłów.

Zwróćcie Panowie uwagę na podobieństwo utworu „Stop Breaking Down” (Robert Johnson) do piosenki „Don’t Bring Me Down” Electric Light Orchestra.

Dla mnie to prawie ta sama piosenka :-)

Maurycy


Exile of Main Street?

Płyta tak samo bardzo dobra, jak słaba. Wszystko zależy od kryteriów oceny i oceniającego. Z punktów widzenia dopracowania utworów i ich potencjału hitowego oraz dopieszczenia produkcyjnego jako całości, daleko „Exile…” do poziomu poprzednich albumów.

Z punktu widzenia Stonesów źródłowych, surowych i dokumentu epoki to płyta jedynie słuszna, ponieważ prezentuje ich niezatarte w postprodukcji inspiracje i wielogodzinny, jamowy sposób pracy nad nagraniami, które tu w większości mają strukturą otwartą. Mówi się też, że to najlepsza płyta Rolling Stones nagrana przez Keitha Richardsa, ponieważ to on był obecny na miejscu przez cały czas. Charlie Watts coś sobie wynajął prawie 100 km od Nettcote i na sesjach bywał. Jagger przebywał w tym czasie głównie w Paryżu z Biancą. Dojeżdżał na kilka dni dogrywać wokale, które później i tak dopieszczał w sesjach dodatkowych w SunsetSound w LA. Atmosfera w rezydencji Nellcote musiała być doprawdy imprezowa, skoro którejś nocy ktoś zupełnie niezauważony wyniósł stamtąd (czyli po prostu ukradł) kilka najlepszych gitar Keitha Richardsa – to wtedy zdecydowanie przesiadł się na Fendery. I chyba właśnie takich R.S. miała na myśli Patti Smith mówiąc – „dawno popełniłabym samobójstwo, ale wtedy nie usłyszałabym następnej płyty Stonesów”.

Ulubiona moja płyta RS? Beggars Banquet.

Paweł


Proszę nie zapominać o „Beggars Banquet” płyta wydana tuż po śmierci Braina i potężna dawka w postaci „Sympathy for the Devil”. Problemy z okładką i najlepsza solówka Ketha. „Zagrałem solówkę swojego życia” – tak powiedział, choć Keith bywa bardzo nieobliczalny ale solówka – NIEBO.

Janusz


W dokumencie o Richardsie pojawia się jego wspomnienie o podróży do Stanów, gdzie odwiedzają słynne studio, w którym nagrywano ich uwielbianego bluesa. Wchodzą do wnętrza, a tam jakiś facet maluje sufit… Po chwili okazało się, ze to sam Muddy Waters …

Dla mnie najważniejsze oblicze Stonesów to to mocno zakorzenione w tradycyjnym bluesie, to pełne energii, surowe, niesamowite granie.

Ari 

Dobrze słucha się tych nagrań! Ale jako że The Rolling Stones nie tworzą muzyki będącej – jeśli chodzi o gatunek – do mojego pierwszego, drugiego, ani trzeciego wyboru, pierwszą kupioną płytą było Bridges to Babylon, gdzie wreszcie było TO rockowe brzmienie. Jako nie-zagorzały fan zespołu, Steel Wheels z takim brzmieniem odkryłem później z konsekwencją zakupu płyty. Czy byłoby dla Panów bluźnierstwem zapytać o ulubioną pojedynczą piosenkę zespołu? Ja mam taką, i właśnie z pierwszej z wymienionych przeze płyt – to Anybody Seen My Baby – jest naprawdę dobra!

A poza tym, co sam uważam za dziwne, solowa płyta Jaggera „Primitive Cool” należy do moich najbardziej ulubionych i najlepszych płyt rockowych. Dziwne?

Bogdan


Nigdy nie byłem na koncercie Rolling Stones, ale słuchałem parę lat temu koncertu z gatunku Tribute to the Rolling Stones w Gdańsku, w małym klubie. I cóż, okazuje się, że ta muzyka i to brzmienie bronią się nawet bez Rolling Stones! Oczywiście, wokal Jaggera jest niezastąpiony, ale sprawni muzycy potrafią zagrać z przekonaniem i energią te wszystkie dźwięki. W dodatku w małym klubie przepełnionym entuzjastyczną widownią można stać o wyciagnięcie ręki od gitarzysty i czuć się jak na koncercie Rolling Stones z czasów, gdy jeszcze nie byli sławni i grali w małych lokalach. Tak, Rolling Stones stworzyli ponadczasowe brzmienie i piosenki.

Paweł

***

Tytuł audycji: Wieczór płytowy

Prowadzili: Piotr MetzPrzemysław Psikuta i Tomasz Szachowski

Data emisji: 29.05.2022

Godzina emisji: 22.00


Czytaj także

WP #279. Nick Cave i PJ Harvey

Ostatnia aktualizacja: 15.05.2022 15:42
W kolejnym wydaniu "Wieczoru płytowego" Piotr M​etz i Przemysław Psikuta przedstawili albumy dwóch ważnych postaci alternatywnego rocka lat 90.
rozwiń zwiń

Czytaj także

WP #280. Vangelis i Klaus Schulze - dwaj mistrzowie elektroniki

Ostatnia aktualizacja: 23.05.2022 08:00
Obaj fascynowali się muzyką elektroniczną, obaj urodzili się w latach 40., a zmarli w ostatnich tygodniach. Vangelis i Klaus Schulze byli bohaterami "Wieczoru płytowego". Na spotkanie z ich muzyką zaprosili Tomasz Szachowski i Przemysław Psikuta.
rozwiń zwiń