REKLAMA

Ewa Podleś i Jerzy Marchwiński - razem na scenie i w życiu

Ostatnia aktualizacja: 08.05.2022 11:00
- Wydaje mi się, że moja żona, jak i ja, nie mieliśmy alternatywy w wyborze zawodu. Zrealizowaliśmy to, po co narodziliśmy się na tym świecie - mówił Jerzy Marchwiński – pianista-kameralista, który wraz z żoną, śpiewaczką Ewą Podleś był gościem audycji Cafe "Muza".
Ewa Podleś z mężem, pianistą Jerzym Marchwińskim. Rok 1989
Ewa Podleś z mężem, pianistą Jerzym Marchwińskim. Rok 1989Foto: PAP/Jan Bogacz

Partnerzy w życiu i na scenie

Od kilku dekad tworzą zgrany duet: na estradzie i w życiu prywatnym. Zgodnie twierdzą, że ich współpraca przebiegała często bardzo burzliwie, ale tylko w ten sposób mogli zbliżyć się do zamierzonego efektu. A poprzeczkę zawiesili bardzo wysoko.

- To jest najpiękniejsze w życiu, kiedy po skończonym koncercie nie rozstajemy się i nie idziemy każde w swoją stronę, tylko wracamy do domu i zastanawiamy się, co wyszło, a co można zrobić lepiej. A to jest możliwe, kiedy się ze sobą rozmawia i w dzień, i w nocy - wyjawiła Ewa Podleś. Jak dodał Jerzy Marchwiński, relacja dwojga ludzi, uprawiających ten sam rodzaj sztuki, jest sytuacją unikatową. - My jesteśmy razem we wszystkim: zarówno w sukcesach, jak i niepowodzeniach.

Fascynująca relacja artystyczna

Ewa Podleś zwróciła również uwagę, że w związku, który współpracuje także na polu zawodowym, życie prywatne miesza się z pracą. - I to jest niezwykłe i cudowne, ponieważ żaden partner nie byłby w stanie mnie tak zrozumieć. My się uzupełniamy i dopełniamy we wszystkim. Bardzo trudno jest powiedzieć np. koleżance "słuchaj, nieładnie to śpiewasz" – na ogół każdy wybiera stosunki dyplomatyczne. A my się nie oszczędzaliśmy, jak coś było niedobrze, to nie było zmiłuj i czasami leciały wióry - zdradziła artystka.

- Muszę powiedzieć, że relacja między partnerami zawodowymi, którzy są w związku małżeńskim, jest dla mnie fascynująca - wyjaśniał Jerzy Marchwiński. - Kiedy jest się w układzie z obcym człowiekiem, nie zawsze ma się ochotę coś powiedzieć czy zasygnalizować, bo nie wiadomo, jaka będzie reakcja. Natomiast między nami nie ma konwenansów i to jest fantastyczne.

Sztuka ma ostatnie zdanie

Artyści zgodnie przyznają, że mimo nierzadko pełnej napięć współpracy ostatnie zdanie zawsze miała… sztuka. - Skoro podoba się dwóm osobom, to znaczy, że my mamy rację - zaznaczyła śpiewaczka. - Mieliśmy swoje tempa, nie zawsze takie, jak w nutach. Wychodziłam z założenia, że zapis nutowy i wszystkie te opisy to jakaś propozycja.

- Przytoczę taką anegdotę - kontynuowała Ewa Podleś. - Wykonywaliśmy z Krzysztofem Pendereckim prawykonanie jednego dzieła, dyrygował Antoni Wit. I na próbie Penderecki krzyczy "zaraz, zaraz, a fermata?". Dyrygent odpowiada, że tam nie ma fermaty. "No to zapisać!" – odpowiedział Penderecki. On pisał coś, po czym jako słuchacz, z dystansu, usiadł i pomyślał sobie "tu powinna być cezura, fermata… Nie ma? To zapisać". I ja często też zapisywałam to, co uważałam za potrzebne, wynikające z tekstu.

Ewa Podleś - śpiewaczka nieoczywista

Jak przyznaje Ewa Podleś, zawsze była nieco kontrowersyjną śpiewaczką, zdobywającą skrajne recenzje tych samych koncertów.

- Nigdy nie byłam "kotlet schabowy raz!" – zawsze wychodzi tak samo. Jedni mówili "tak się Haendla nie śpiewa!" – a co on? Spał z Haendlem, że wie, jak należy go wykonywać? Ja śpiewam tak, jak mi dusza i serce dyktują. Ważne, że wyśpiewuję wszystko, co trzeba. Nie podoba się? To nie kupuj płyt i nie przychodź na koncerty. Ja się tym specjalnie nie przejmowałam, zwłaszcza że zawsze dostawałam skrajne recenzje z tego samego przedstawienia. Jedne pisane na kolanach, jak przed ołtarzem, a drugie nienawistne albo uszczypliwe.

Artyści perfekcyjni

Artyści podkreślili, że nigdy nie stawiali kariery na pierwszym miejscu. Kariera, zdobycie sławy i uznania nie były dla nich najważniejsze. - Dla mnie najważniejsze jest spełnienie, dążenie do perfekcji. Zawsze podkreślałam, że nie żyję po to, by śpiewać, ale śpiewam, by żyć. To jest w końcu zawód, który chcę wykonywać jak najlepiej potrafię w danej sytuacji - opowiadała Ewa Podleś.

Zaś Jerzy Marchwiński dodał, że dla niego ważna jest perfekcja w interpretacji dzieła. - Dla mnie to jest sprawa absolutnie jednoznaczna, ponieważ jest dzieło sztuki stworzone przez kompozytora, który zamknął w nim myśli i przeżycia, swój świat. I moją powinnością jako wykonawcy jest dotarcie do istoty, zawartej przez twórcę, bym mógł jak najpiękniej przekazać piękno. To jest dla mnie podstawowy cel - mówił pianista.


Posłuchaj
62:10 2022_05_08 10_00_04_PR2_Cafe_Muza.mp3 Ewa Podleś i Jerzy Marchwiński - razem w życiu i na scenie (Cafe "Muza"/Dwójka)

 

***

Tytuł audycji: Cafe "Muza"

Prowadził: Jakub Kukla

Gość: Ewa Podleś (śpiewaczka, kontralt), Jerzy Marchwiński (pianista-kameralista)

Data emisji: 8.05.2022

Godzina emisji: 10.00

Czytaj także

Ewa Podleś. Podbiła serca Włochów jako mężczyzna

Ostatnia aktualizacja: 12.09.2016 18:30
– Po zaśpiewaniu w "Cyrusie w Babilonii" Rossiniego otrzymałam recenzje w stylu "Podleś należy sklonować!" – mówiła znakomita śpiewaczka, która wróciła właśnie z Festiwalu Operowego w Pesaro.
rozwiń zwiń