Rozstrzelali jego rzeźby, a DiCaprio zrobił o nim film. Kim był Stanisław Szukalski?

Ostatnia aktualizacja: 05.10.2026 12:14
Niemcy rozstrzelali jego rzeźby, a w Los Angeles ratował go ojciec Leonardo DiCaprio. W "Fermencie kulturalnym" reżyser Irek Dobrowolski przypomina postać genialnego i wyklętego Stanisława Szukalskiego.
Fotografia Autoportret w berecie Stanisława Szukalskiego w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu
Fotografia "Autoportret w berecie" Stanisława Szukalskiego w Muzeum Górnośląskim w BytomiuFoto: PAP/Zbigniew Meissner

Dla jednych był objawieniem i twórcą bezprecedensowego stylu narodowego na miarę Stanisława Wyspiańskiego czy Jana Matejki, dla innych, pysznym megalomanem, który za nic miał autorytety i akademicki ład. Choć film dokumentalny "Walka: Życie i zaginiona twórczość Stanisława Szukalskiego", wyprodukowany m.in. przez Leonardo DiCaprio obiegł niemal cały świat, w rodzimym dyskursie o sztuce jego nazwisko wciąż funkcjonuje na marginesie. Przy okazji wernisażu wystawy Etnowędrówki w Gliwicach, studio Czwórki odwiedził autor wspomnianego dokumentu, scenarzysta i reżyser Irek Dobrowolski.

Posłuchaj audycji "Ferment kulturalny" z Ireneuszem Dobrowolskim

Szukalski wymykał się jakimkolwiek klasyfikacjom pierwszej połowy XX wieku. W dobie rosnącej popularności abstrakcji i ekspresjonizmu artysta gardził powierzchownością nowoczesnych kierunków, uważając je za szalbierstwo i ucieczkę przed brakiem rzemiosła. W swoich monumentalnych rzeźbach łączył absolutną maestrię warsztatową z gęstą symboliką mitologii słowiańskiej.

- Miał bezpośredni dostęp do geniuszu, ale jednocześnie cierpiał na potężny kompleks boga - opowiadał w audycji Irek Dobrowolski.
- W polemikach posługiwał się bezwzględnym, ostrym językiem, przez co narobił sobie wpływowych wrogów. Do tego doszła hekatomba II wojny światowej. Kiedy zdecydował się na powrót do ojczyzny i ściągnął cały majątek życia do Polski, historia brutalnie przekreśliła jego plany. W Warszawie jego prace padły ofiarą bombardowań, a w Katowicach Niemcy zorganizowali wystawę sztuki zdegenerowanej, na której rzeźby Szukalskiego dosłownie rozstrzelano z broni palnej - dodał.

Do Stanów Zjednoczonych artysta zdołał powrócić zaledwie z dwiema walizkami, odłamaną dłonią jednej z rzeźb i kawałkiem spróchniałego drewna.

Od zapomnienia na "kulturalnej Syberi" po kult w Los Angeles

Po wojnie Szukalski wylądował w Kalifornii, ale wcale nie czuł się tam jak w raju, z przekąsem nazywał to miejsce "kulturalną Syberią". Klepał biedę i prawie w ogóle przestał rzeźbić. Zamiast tego całkowicie odpłynął w swoje własne, alternatywne teorie, które nazwał zermatyzmem. Wymyślił sobie, że przed wielkim potopem wszyscy ludzie na Ziemi mówili jednym językiem, i to wywodzącym się z prasłowiańskiego. Szukał na to dowodów dosłownie wszędzie, na przykład w tatuażach na twarzach Maorysów, w których dopatrywał się fal zatapiających dawną ludzkość. Całą tę wizję rozrysował w ponad czterdziestu opasłych tomach, a ich opiekunem po latach został znany krakowski tatuażysta Piotr Wojciechowski.

Prawdziwy zwrot akcji nastąpił jednak pod koniec jego życia i to z zupełnie niespodziewanej strony. Ponad osiemdziesięcioletniego Polaka odkryła kalifornijska kontrkultura: surferzy, podziemni rysownicy komiksów i artyści z Los Angeles. Wśród nich był m.in. znany malarz Robert Williams oraz George DiCaprio - ojciec Leonardo. Młodzi buntownicy zrobili z Szukalskiego swojego nieformalnego guru. Mimo że starszy pan potrafił przynudzać swoimi teoriami, a oni czasem musieli ratować się używkami, by dotrwać do końca jego kazań, totalnie kupili jego bezkompromisowość i charyzmę.

Buntownicy z wieńcem

W rozmowie wrócił też temat słynnej grupy, którą Szukalski założył jeszcze przed wojną - Szczepu Rogate Serce z hasłem "Miłuj i Walcz". Cała afera zaczęła się od potężnego skandalu w krakowskim Pałacu Sztuki. Szukalski wypalił tam prosto z mostu, że Akademię Sztuk Pięknych najlepiej byłoby puścić z dymem, a profesorów przegonić na cztery wiatry, bo tylko niszczą młode talenty. Kiedy rektor ASP zabronił studentom wstępu na jego wystawę, kilku chłopaków się zbuntowało, poszło tam i złożyło Szukalskiemu wieniec. Wylecieli za to z hukiem z uczelni, a rzeźbiarz od razu wziął ich pod swoje skrzydła, nadał im słowiańskie pseudonimy, jak Franciszkowi Frączkowi, który został "Słońcesławem z Żołyni" i stworzył z nich własną artystyczną ferajnę. Choć za wierność mistrzowi i brak papierka z ASP zapłacili po wojnie wysoką cenę, ich oryginalne prace przetrwały i do dziś można je oglądać m.in. na wystawie w Gliwicach.

***

Tytuł audycji: Ferment kulturalny

Prowadzi: Alicja Michalska

Gość: Ireneusz Dobrowolski (autor dokumentu "Walka: Życie i zaginiona twórczość Stanisława Szukalskiego", scenarzysta i reżyser)

Data emisji: 02.10.2026

Godzina: 15.13

ak

Czytaj także

"Ostatni komers". Suma pierwszych razów

Ostatnia aktualizacja: 13.06.2021 16:00
- To jest historia o wszystkim co pierwsze, a co za tym idzie - najintensywniejsze - zapowiada reżyser Dawid Nickel. "Ostatni komers" wejdzie na ekrany kin 18 czerwca.
rozwiń zwiń