Jak filmowcy zdobywali Dziki Zachód?

Ostatnia aktualizacja: 06.06.2014 12:30
- Pogłoski o śmierci westernu są mocno przesadzone - uważa krytyk filmowy Sebastian Smoliński. - To podstawowa dla Amerykanów forma opowieści filmowej i rodzaj mitycznego kina historycznego. Według mnie ten gatunek ma zagwarantowaną nieśmiertelność.
Audio
  • Krótka historia kowboja w kinie - rozmawiają Błażej Hrapkowicz i Sebastian Smoliński (Czwórka/Na cztery ręce)
Jak filmowcy zdobywali Dziki Zachód?
Foto: Glow Images/East News

"Milion sposobów jak zginąć na Dzikim Zachodzie" to nowy film Setha MacFarlane'a i kolejna w historii kina parodia westernu - gatunku bardzo amerykańskiego, a jednocześnie uniwersalnego. Co prawda krytycy od lat wieszczą jego koniec, ale filmowcy nie chcą tak łatwo zapomnieć o Dzikim Zachodzie. - Owszem, westerny robi się dziś rzadziej niż na przykład w latach 60. i 70, ale moim zdaniem to działa z korzyścią dla gatunku. Wolę jedno "Django" niż pięć innych podrzędnych produkcji - przekonuje gość "Na cztery ręce".

Western jest jednym z najstarszych gatunków. Istnieje od zarania dziejów sztuki filmowej. Po raz pierwszy pojawił się na ekranie w 1903 roku za sprawą "Napadu na ekspres" w reżyserii Edwina S. Portera. Dziś zaś uchodzi za jeden z najbardziej skonwencjonalizowanych gatunków, którego dramaturgia rządzi się stałymi regułami. - Archaiczność i nostalgia były wpisane w western od samego początku - wyjaśnia krytyk filmowy. - Wyrażały tęsknotę za mitycznymi czasami pionierów budujących nową cywilizację. Można więc powiedzieć, że najpierw narodziły się Stany Zjednoczone, a potem pojawił się western.

Klasyczne westerny opowiadają historie dziejące się na ogół w drugiej połowie XIX w. na terenach, które później stały się amerykańskimi stanami, tzw. Dzikim Zachodzie. Filmy z tego gatunku kręcone w latach 40. i 50. podkreślały wartość honoru i poświęcenia. Dwie dekady później było już mniej optymistycznie, bo filmowcy zaczęli kłaść nacisk na brutalność i cynizm. Wtedy też zaczęły powstawać pierwsze antywesterny, nazywane też westernami rewizjonistycznymi, w których odbrązawiano legendę dzikiego zachodu oraz starano się ukazać tubylczych Amerykanów w mniej stereotypowy i zafałszowany sposób.

- Westerny wyrażają ideologię zdobywania przestrzeni, rozwijania się - kontynuuje Smoliński. - Esploatują także opozycję dzika natura kontra cywilizacja, sytując na pograniczu tych dwóch światów najważniejszego westernowego bohatera - kowboja.

Kanony specyficznego aktorstwa westernowego ustalili aktorzy, jak Gary Cooper, Henry Fonda, Clint Eastwood, John Wayne, James Stewart, Lee Marvin, Glenn Ford, Robert Mitchum, a ostatnio po westernową estetykę sięgnął twórca "Teda", Seth MacFarlane. Nie zrobił jednak tego z powodów nostalgicznych, tylko parodystycznych. Niestety, zdaniem rozmówcy Błażeja Hrapkowicza, nie poradził sobie z tym wyzwaniem i zamiast zrobić film na miarę "Płonących siodeł", stał się jedynie Melem Brooksem dla bardzo ubogich. - Uważam, że to jest bardzo zły film - mówi krytyk filmowy. - A MacFarlane po prostu mocno mnie rozczarował.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tym, jak rozwijał się western jako gatunek filmowy, posłuchaj całej rozmowy.

(kul/kd)

Zobacz więcej na temat: Czwórka FILM kino

Czytaj także

Pokolenie 89' - film o młodości, nie o generacji

Ostatnia aktualizacja: 03.06.2014 13:20
- Jestem dumny z młodych ludzi - mówi Paweł Jóźwiak-Rodan, który razem z internautami zrobił film "Moje 89 Pokolenie" o młodzieży wychowanej w wolnej Polsce.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Labirynt fauna - koszmar dziecięcego snu

Ostatnia aktualizacja: 29.05.2014 14:30
Publiczność festiwalu filmowego w Cannes nagrodziła ten obraz 22-minutowym aplauzem, a jego twórca Guillermo del Toro udowodnił, że zasługuje na miano wizjonera współczesnego kina. Efekty specjalne w "Labiryncie fauna" są niezwykle dyskretne, ale w połączeniu z historią, zapierają dech w piersiach.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Borys Szyc wcielił się w rolę odrealnionego gadżeciarza

Ostatnia aktualizacja: 30.05.2014 14:00
Od dzisiaj w kinach można oglądać nową komedię Macieja Pisarka pt. "Dżej Dżej". W roli głównej wystąpił Borys Szyc. - To abstrakcyjna komedia o świecie, w którym doszło do pewnego odwrócenia wartości - mówi w Czwórce aktor.
rozwiń zwiń