Polskie Radio

Nie żyje wokalista grupy Budgie. Burke Shelley miał 71 lat

Ostatnia aktualizacja: 11.01.2022 12:07
Był twórcą takich przebojów, jak "Parents" czy "Breadfan", przez kilka dekad stał na czele wpływowej i bardzo popularnej w Polsce formacji Budgie. Nie podążał za modą i miał bardzo nietypowy światopogląd, jak na herosa heavy metalu. Burke Shelley zmarł wczoraj w szpitalu w Cardiff.
Burke Shelley ze zmarłym kilka dni temu Andrzejem Nowakiem podczas IX Festiwalu Filmowego Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci w 2017 roku
Burke Shelley ze zmarłym kilka dni temu Andrzejem Nowakiem podczas IX Festiwalu Filmowego "Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci" w 2017 rokuFoto: Forum / Łukasz Dejnarowicz

"Z wielkim smutkiem zawiadamiam o śmierci mojego ojca, Johna Burke'a Shelleya. Odszedł we śnie dziś wieczorem w szpitalu Heath w Cardiff, jego rodzinnym mieście" – napisała na Facebooku córka muzyka, Ela Shelley. Choć nie podano oficjalnej przyczyny śmierci wokalisty grupy Budgie, wiadomo, że od lat zmagał się on z problemami zdrowotnymi. W 2010 roku przeszedł operację usunięcia tętniaka aorty, zdiagnozowano u niego też zespół Sticklera – zaburzenie genetyczne powodujące problemy ze wzrokiem, słuchem i stawami.

Pure nonsens zamiast szatana

Urodzony 10 kwietnia 1950 roku Shelley dorastał w Cardiff, mieście podnoszącym się z ruiny po II wojnie światowej. Jeszcze zanim nauczył się grać na jakimkolwiek instrumencie, razem z kolegą z podstawówki wymyślał piosenki, które wykonywali wspólnie podczas szkolnych uroczystości. Gdy usłyszał Beatlesów, ubłagał ojca, by kupił mu gitarę, na której nauczył się grać, studiując poradnikową kolumnę w lokalnej gazecie.

Mając 16 lat, skomponował utwór "Parents", jeden z największych przebojów w dorobku założonego przez niego niedługo potem zespołu Budgie, w którym przyjął rolę śpiewającego basisty. Grupa zaliczana do grona prekursorów tzw. nowej fali brytyjskiego heavy metalu miała wszelkie predyspozycje, aby stać się legendą na miarę Black Sabbath czy Iron Maiden. Choć muzycznie nie ustępowała wspomnianym formacjom, nie poszła w ich ślady, jeśli chodzi o przekaz zawarty w tekstach utworów i scenicznym image'u.

Satanistyczne aluzje wyraźnie widoczne w twórczości obu zespołów zazwyczaj traktowane są jedynie jako teatralny dodatek do muzyki. Shelley, gorliwy chrześcijanin, widział to jednak inaczej. – Jestem pewien, że szatanowi bardzo się to podoba. Nie bardzo wyobrażam sobie Jezusa Chrystusa grającego w Black Sabbath – mówił w jednym z wywiadów. Zamiast tego Burke stawiał na pure nonsens zauważalny już w samych tytułach piosenek Budgie, takich jak "Jesteś największą rzeczą od czasów mleka w proszku" czy "W uścisku dłoni montera opon samochodowych".

Budgie - "Parents", źródło: YouTube / wormpiano

W opozycji do glamu i punka

Shelley nie przepadał też za innymi modnymi trendami tamtych czasów, takimi jak glam rock. – Nie znosiłem tego, czułem prawdziwą awersję do całych lat 70. Bowie był trochę inny, miał bardziej artystyczny styl. Nie podobały mi się jego przebieranki, Ziggy Stardust i cała reszta, natomiast bardzo lubiłem jego muzykę – wspominał po latach. Z podobną rezerwą odnosił się do punkowej rewolucji, która wybuchła pod koniec dekady. – Ci wszyscy rockandrollowcy, którzy w ciągu jednej nocy postawili sobie włosy na sztorc, by nadążyć za modą. Wyglądało to żałośnie.

Zespół Budgie szedł więc własną drogą i choć nie odniósł spektakularnego sukcesu komercyjnego, stał się inspiracją dla wielu słynnych artystów. Jego utwory włączyły do swego repertuaru m.in. grupy Van Halen, Metallica, Soundgarden, Megadeath i wspomniana wcześniej Iron Maiden.

Polskie wątki i droga do nieba

Shelley i Budgie mieli rzeszę oddanych fanów w Polsce, gdzie występowali wielokrotnie. Pierwszy koncert zagrali u nas już w 1982 roku, stając się pierwszym heavy metalowym zespołem z Zachodu, który wystąpił za tzw. żelazną kurtyną. W historii grupy zapisał się też niedoszły koncert w Polsce w listopadzie 2010 roku. Tuż przed nim u wokalisty wykryto tętniaka aorty. Trafił do szpitala w Wejherowie, gdzie przeszedł natychmiastową operację, która zapewne uratowała mu życie. Choć od tamtego czasu nie mógł już śpiewać równie swobodnie, jak wcześniej, nie robił z tego tragedii. – Czuję się bardzo rozczarowany, ale nie użalam się nad sobą. Nie ma sensu biadolić, życie toczy się dalej – mówił.

W ostatniej dekadzie Burke coraz bardziej podupadał na zdrowiu. Zmuszony był poddać się kolejnym operacjom, m.in. związanymi z problemami z lewą nogą, na skutek których nie był w stanie ustać na scenie dłużej niż 45 minut. W 2019 roku ponownie zdiagnozowano u niego tętniaka, tym razem jednak muzyk nie zdecydował się na leczenie operacyjne, pozostawiając swój los w rękach opatrzności. – Nie boję się śmierci. Wiem, dokąd idę. Szkoda mi tych, którzy nie wierzą w Jezusa Chrystusa, bo oni trafią na wieczność do piekła. Ja chcę spędzić wieczność z Jezusem Chrystusem w niebie – mówił niedługo przed śmiercią jeden z najważniejszych walijskich rockmanów.

Budgie - "Breadfan", źródło: YouTube / sylvi2909

kc

Czytaj także

Zmarł założyciel zespołu TSA Andrzej Nowak. Miał 62 lata

Ostatnia aktualizacja: 04.01.2022 21:22
Zmarł Andrzej Nowak, gitarzysta i kompozytor, założyciel zespołu TSA. Miał 62 lata. Informacja o jego śmierci pojawiła się na jego profilu w mediach społecznościowych.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Dawid Bowie. Pięć albumów na 75-lecie urodzin artysty

Ostatnia aktualizacja: 08.01.2022 08:45
26 studyjnych płyt zdążył wydać David Bowie w trakcie trwającej pół wieku kariery. Niektóre z nich były arcydziełami, inne oznakami artystycznego spadku formy, który dopada każdego artystę o tak długim scenicznym stażu. Przypominamy pięć albumów, które z różnych powodów zajmują wyjątkowe miejsca w dyskografii wokalisty, który dziś skończyłby 75 lat.
rozwiń zwiń