„Stworzyłyśmy tę płytę, próbując sobie wyobrazić, jakie to musiało być kiedyś uczucie, kiedy oglądałeś zaćmienie słońca, nie zdając sobie zupełnie sprawy, co to jest. Wydaje nam się, że to musiał być moment, kiedy człowiekowi nie pozostawało nic innego oprócz tworzenia rytuałów oraz myślenia symbolicznego” – tak mniej więcej opowiadały niedawno członkinie duetu Mehehe na antenie radiowej Dwójki. Na nowej płycie w niezwykły sposób wciągają słuchacza w świat swoich dźwięków, w krąg proponowanych przez siebie rytuałów, które za punkt wyjścia biorą, oczywiście, elementy tradycji, zarazem stają się wielce oryginalnym, własnym mikroświatem. To muzyka, która zmusza wręcz do uważności, do zasłuchania, w tych mantrowych, minimalistycznych, etno-ambientowych strukturach, które mieszczą ogromny ładunek emocji, pasji, muzykalności, wrażliwości.
Same artystki przyznają, że o ile głównym źródłem natchnienia i inspiracji są dla nich tradycje, obyczaje i pieśni słowiańskie, to najnowszy album jest również wyrazem twórczych wypraw na północ, gdzie, jak twierdzą, „relacje człowieka ze słońcem i ciemnością są jeszcze głębsze”. Rzeczywiście, słychać to wyraźnie na ich nowej płycie, która z jednej strony sprawia wrażenie konsekwentnie przemyślanej artystycznej strategii, z drugiej – zdaje się być wyrazem ożywającego tu i teraz natchnienia. I to jest właśnie w ich twórczości najbardziej uwodzące. Dodajmy, że materiał nagrywał Marcin Witkowski, a miksował mistrz Mario Activator, czyli Mariusz Dziurawiec, co też nadaje całości szczególnego znaczenia – i jakości.
Mehehe
Pewnie dla sympatyków krajowej sceny folkowej to sprawa oczywista, trzeba jednak poświęcić słów kilka członkiniom tego fantastycznego duetu. Zwłaszcza, że są to artystki o znaczącym dorobku i bardzo istotne dla polskiej sceny interpretującej tradycję. Barbara Songin zapewne najbardziej znana jest ze składu kultowego tria Sutari, ale także z intrygującego duetu Umai. Komponowała muzykę do spektakli teatralnych, filmów, słuchowisk radiowych. Z kolei Helena Matuszewska dała nam się dobrze poznać w zespole Same Suki oraz w niezapomnianym, fantastycznym duecie In Fidelis (podobno jest szansa, że korzystając z chwilowego pobytu Marty Sołek na „ojczystej ziemi” zespół powróci na kilka jesiennych koncertów!), ale też w grupie Naneli Lale czy współpracy z Marią Pomianowską i Arcus Poloniae, a wreszcie z równie zachwycających nagrań realizowanych w solowym projekcie Sishnu. Od niemal dekady obie artystki współtworzą duet Mehehe. W roku 2018 jury, pod przewodnictwem Wojciecha Waglewskiego, przyznało im jedną z nagród podczas festiwalu Nowa Tradycja. Rok później ukazała się pierwsza płyta Ciemnienie.
O specyfice ich muzykowania wiele mówi też instrumentarium, którym się posługują. W przypadku Basi są to wilcze basy, kanklės, bębny, kieliszki, kości roślin, szepty, zaklinania, śpiew. W przypadku Heli: złóbcoki, gęśle gdańskie, bębny, kości roślin, szepty, zaklinania, śpiew. „Kości roślin” – czyż tego rodzaju wrażliwość, czułość nie robi wrażenia? Wymieniam te instrumenty i inne formy ekspresji mozolnie, w ślad za okładką tegorocznej płyty, nie dla fantazji i nie po to, by uczynić zadość obowiązkom rzetelnego reportera Ale dlatego, że ich dobór jasno pokazuje strategię czy ideę zespołu. Tu naprawdę nie chodzi o wirtuozowskie popisy, o oszołomienie słuchacza technicznymi umiejętnościami (choć, zapewniam, artystki mają i takie). Istotą jest opowieść, jej meandryczność, wielowątkowość, zmienność barw i nastrojów. To dlatego obok instrumentów lutniczych pojawiają się te, autorstwa samych artystek; dlatego obok brzmień, które moglibyśmy usłyszeć w salach koncertowych – nawet tych nobliwych – pojawiają się dźwięki bliskie naturze, przyrodzie. To jednak nie teatr czy teatrzyk, to dogłębnie przeżyta i szczerze wyrażona opowieść. Może nie dla każdego, bo to twórczość, która wymaga, którą trudno potraktować jako muzykę tła. Trzeba jej zaufać, poświęcić jej czas i uwagę – wtedy jednak oferuje przeżycia niebanalne.
Jak wspomniałem w centrum tej opowieści i tego doświadczenia znajduje się symbolika księżyca i to, co niesie ze sobą – w sensie antropologicznym, mitycznym, ale i tym codziennym, bezpośrednio doświadczalnym. A, jak podpowiadają wykonawczynie, tytułowa Umbra w astronomii oznacza dosłownie „cień całkowity” – najciemniejszą, wewnętrzną część cienia rzucanego przez ciało niebieskie podczas zaćmienia. Mamy tu też żywioł nieokiełznanej przyrody – przyjaznej, zagadkowej, a niekiedy groźnej dla człowieka. Tak, jak od początku działalności, tak i dziś, dla artystek ważną inspiracją, czy ważnym kontekstem, jest to, czego dokonywały szeptuchy, łączące szarą codzienność ze światem nadprzyrodzonym. Jak bowiem zrozumieć, jak okiełznać szaloną rzeczywistość za oknem? Jedną z prób, jedną z odpowiedzi jest pójście za głosem nieortodoksyjnej tradycji albo za głosem niesztampowej muzyki – takiej jaką proponują nam członkinie Mehehe. Muzyki kameralnej, często na pograniczu ciszy i (nomen omen) szeptu, choć, kiedy trzeba, gotowej, by oddać się twórczej ekstazie. Zapewniam, że i dla słuchacza mnóstwo tu nieoczywistych przeżyć!
Tomasz Janas
Mehehe
Umbra
[Luna Music / Mehehe] 2026
Ocena: 4,5/5
***
Więcej recenzji - w naszym dziale Słuchamy.