Historie osób zatrzymanych przez funkcjonariuszy ICE (Służba Imigracyjna i Celna) pokazują, że nikt nie może czuć się bezpieczny. Głośnym echem odbiła się sprawa Stanisława z Podhala, który w USA przebywał nielegalnie od ponad dwóch dekad. Mężczyzna nie był notowany, sumiennie płacił podatki i prowadził spokojne życie.
Wszystko zmieniło się w kilka chwil. Funkcjonariusze zatrzymali go na ulicy, gdy wychodził ze sklepu spożywczego. Zaledwie 73 godziny później mężczyzna wylądował na lotnisku w krakowskich Balicach z 10-letnim zakazem wjazdu do Stanów Zjednoczonych.
Podobny los spotkał 62-letnią Irinę Sobierajską. Po prawie 20 latach życia w Ameryce otrzymała nakaz powrotu do ojczyzny i zaledwie 48 godzin na opuszczenie kraju.
Prawnicy zajmujący się sprawami imigracyjnymi mają ręce pełne roboty. Mecenas Ewa Brożek z Chicago w rozmowie z "Rzeczpospolitą" przyznaje, że jej kancelaria pracuje do późnych godzin nocnych z powodu ogromnej liczby telefonów od zaniepokojonych klientów.
— Nie jest prawdą, że służby zajmują się wyłącznie "wyłapywaniem najgorszych" — podkreśla Brożek. Wśród jej klientów są osoby bez przeszłości kryminalnej, których jedynym "wykroczeniem" jest nieważna wiza. Agenci ICE przeprowadzają m.in. naloty na placach budowy.
Strach przed nagłym rozdzieleniem z rodziną jest tak duży, że Polacy mają masowo wystawiać upoważnienia dla znajomych do opieki nad dziećmi na wypadek ich nagłego aresztowania.
Dane przekazane "Rzeczpospolitej" przez Departament Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) są jednoznaczne:
- Od 20 stycznia do 30 listopada 2025 r. zatrzymano do deportacji 184 obywateli polskich.
- Dla porównania, w całym 2022 r. wydalono zaledwie 35 Polaków, a w 2021 r. — 44 osoby.
- Szacuje się, że obecnie nielegalnie w USA przebywa około 30 tys. Polaków (w 2016 r. było to ok. 50 tys.).
Jan Dziedziczak, poseł PiS i były wiceminister spraw zagranicznych, uspokaja jednak, że skala deportacji wciąż jest "marginalna" i wynosi średnio trzy osoby na stan. Zaznacza on, że Polacy w USA są często lepiej wykształceni i sytuowani niż przeciętny Amerykanin.
Działania funkcjonariuszy Wydziału Operacji Egzekucyjnych i Usuwania (ERO) budzą kontrowersje. Służby te, podlegające pod ICE, są oskarżane o brutalność. W mediach pojawiły się doniesienia o tragicznych w skutkach interwencjach, w których od strzałów funkcjonariuszy ginęły osoby postronne lub zatrzymywani kierowcy.
Choć na szczycie list deportacyjnych niezmiennie znajdują się obywatele Gwatemali (40 tys.), Hondurasu (27 tys.) i Meksyku (25 tys.), to polska społeczność coraz dotkliwiej odczuwa skutki nowej polityki. MSZ podkreśla przy tym, że resort nie ponosi żadnych kosztów związanych z deportacją Polaków do kraju — podaje "Rzeczpospolita".
Rzeczpospolita/Onet/pż