Łódź, kapitał i marzenia. O "Ziemi obiecanej" Andrzeja Wajdy

Ostatnia aktualizacja: 02.07.2026 15:15
"Ziemia obiecana" Andrzeja Wajdy od pół wieku pozostaje jednym z najważniejszych filmów w historii polskiego kina. Adaptacja powieści Władysława Reymonta przenosi nas do Łodzi końca XIX wieku, miasta wielkich ambicji, dynamicznego rozwoju przemysłu i bezwzględnej pogoni za sukcesem.
Łódź, 1974. Plan zdjęciowy Ziemi obiecanej Andrzeja Wajdy przy ul. Moniuszki. Po lewej Kazimierz Kaczor, odtwórca roli Kipmana, oraz Andrzej Wajda.
Łódź, 1974. Plan zdjęciowy "Ziemi obiecanej" Andrzeja Wajdy przy ul. Moniuszki. Po lewej Kazimierz Kaczor, odtwórca roli Kipmana, oraz Andrzej Wajda.Foto: CAF/PAP

"Ziemia obiecana" uchodzi za klasykę polskiego kina. Droga do realizacji filmu nie była jednak dla Andrzeja Wajdy oczywista. Krytyczka filmowa Adriana Prodeus przypomniała w audycji, że pomysł ekranizacji powieści Władysława Reymonta pojawił się już w latach 60. Sam reżyser długo zastanawiał się jednak, czy właśnie taki film powinien nakręcić.


Posłuchaj audycji "Wajda - portret z powidoków" >>> 


Nieoczywista droga ku "Ziemi obiecanej" 

– W notesach Wajdy znajduje się fascynujący zapis z 18 kwietnia 1967 roku. Zanotował nawet godzinę 15.00. Napisał: "Andrzej Żuławski poddał pomysł lektury i sfilmowania >>Ziemi obiecanej<< jako filmu dla mnie" – przytoczyła w Dwójce.  Wydaje mi się, że właśnie pytanie o to, czy kino o dawnych czasach może być filmem dla reżysera tak mocno zanurzonego we współczesności, uruchomiło cały ogromny proces twórczy. W notesach można śledzić, jak rodził się ten film: zmieniała się obsada, pojawiały się kolejne pomysły, a wizja stopniowo się krystalizowała. To niezwykły dokument pracy artysty – wyjaśniła. 

Czytaj także:

"Film powinien być tylko o mieście"

Jak podkreśla filmoznawczyni, w zapiskach Wajdy widać nie tylko ogromną precyzję, ale również nieustanne zmaganie się z materiałem literackim. – Czuć tam wręcz gorączkowość myślenia. Wajda zapisuje: "Film powinien być tylko o mieście". Zastanawia się, co skrócić, które sceny wyrzucić, a o drugiej w nocy dopisuje kolejne rozwiązania. Później pojawia się pomysł zamówienia u Jana Lenicy animacji z cytatami z "Manifestu komunistycznego", które miały przeplatać sceny aktorskie i nadać opowieści jeszcze bardziej uniwersalny sens. Ostatecznie z tego zrezygnował, ale sama świadomość, że rozważał takie rozwiązanie, pokazuje skalę jego poszukiwań. To była prawdziwa twórcza łamigłówka – wyjaśniała Adriana Prodeus. 

Psychologiczna gra pomiędzy bohaterami opowieści 

Szczególne miejsce w notatkach zajmują również relacje między bohaterami filmu. Jak zaznaczono w rozmowie, Andrzej Wajda świadomie budował psychologiczne napięcia, które widzowie zaczęli odczytywać dopiero wiele lat po premierze.

– W jednym z zapisów Wajda zaznacza wprost: "Moryc kocha się w Karolu. Jest cały w stronę Karola. Dla Karola pożycza pieniądze, a na końcu mówi: »Pocałuj mnie, Karol«". Z kolei Maks jest romantykiem, chce ratować Ankę i dlatego podpala fabrykę. Karol natomiast nieustannie chce więcej, zdobywa i porzuca. To niezwykłe, że reżyser tak precyzyjnie rozpisywał psychologię postaci, zanim trafiła ona na ekran. Nawet drobiazgi były przemyślane – choćby scena, w której bohaterowie "chrzczą" nową fabrykę, a Karol Borowiecki, jak notuje Wajda, "sika dwa razy wyżej niż koledzy". W takich detalach widać ogrom pracy i konsekwencji – podkreśliła. 

Opowieść historyczna, portret Łodzi i dramat psychologiczny

Po latach reżyser wracał także do sposobu, w jaki odczytywano niektóre postaci, zwłaszcza Lucy Zuckerowej granej przez Kalinę Jędrusik. – Wajda był bardzo zaskoczony, jak źle została odebrana ta bohaterka. Dopiero po lekturze wykładów Marii Janion zrozumiał, że wielu widzów odczytywało ją przez utrwalone antysemickie stereotypy. Tymczasem jego intencja była zupełnie inna. Pisał, że wszyscy bohaterowie byli jednakowo uwikłani w bezwzględny mechanizm robienia pieniędzy. Nie chodziło o narodowość, lecz o ludzi wrzuconych w ten sam system. Ta świadomość Wajdy robi dziś ogromne wrażenie – mówiła Adriana Prodeus. 

Jak dodała, właśnie ta wielowarstwowość sprawiła, że "Ziemia obiecana" przez całe lata pozostaje dziełem nieustannie aktualnym. – Wajda przekroczył w tym filmie samego siebie. Zaszyfrował w nim mnóstwo znaczeń, które odkrywamy do dziś. To jednocześnie widowiskowa opowieść historyczna, portret Łodzi – właściwie czwartego bohatera filmu – dramat psychologiczny, historia przyjaźni, analiza narodzin kapitalizmu oraz opowieść o sukcesie i jego kosztach. Myślę, że właśnie dlatego "Ziemia obiecana" nie starzeje się ani trochę – wyliczała, podsumowując. 

***

Tytuł audycji: Wajda - portret z powidoków

Prowadzenie: Marcin Pesta

Gość: Adriana Prodeus (krytyczka filmowa)

Data emisji: 1.07.2026

Godz. emisji: 22.00

Opracowanie: Zuzanna Chowaniec

Czytaj także

Pokolenie zawiedzionych nadziei. Co naprawdę mówi film "Niewinni czarodzieje"?

Ostatnia aktualizacja: 26.03.2026 07:30
"Niewinni czarodzieje" z 1960 roku to jeden z najbardziej nieoczywistych filmów Andrzeja Wajdy. To opowieść o młodości, wolności, jazzie, grze pozorów i emocjach, które kryją się tuż pod powierzchnią lekkiego flirtu i nocnej rozmowy. W tym filmie puls Warszawy końca lat 50. łączy się z pytaniami o bliskość, autentyczność i o to, kim naprawdę jesteśmy, kiedy przestajemy grać role.
rozwiń zwiń