Wspomnienia syna Komedy

Ostatnia aktualizacja: 23.04.2012 10:00
W 43. rocznicę śmierci Krysztofa Komedy o geniuszu (nie tylko polskiego) jazzu opowiada Tomasz Lach - jego wychowanek oraz oddany strażnik pamięci.
Audio

Krzysztof Trzciński urodził się 27 kwietnia 1931 roku w Poznaniu. Ukończył studia medyczne i rozpoczął pracę w Klinice Laryngologicznej. Ale już wtedy, pod pseudonimem Komeda, rozpoczął swoją największą przygodę – z jazzem. Grał w różnych zespołach - do momentu, gdy w 1956 r. założył Komeda Sextet, wspólnie z m.in. Janem Ptaszynem Wróblewskim. – Gdy wystartowałem ze swoim zespołem na 1. Festiwalu Jazzowym w Sopocie, był to już jazz nowoczesny, wiedziałem, że to jedyny kierunek dla mnie – mówił w jedynym zachowany w archiwum Polskiego Radia wywiadzie z 1967 roku.

Międzynarodowy rozgłos (i bilet do Hollywood) przyniosła mu jednak muzyka filmowa, dziś będąca już częścią historii Dziesiątej Muzy. Pierwszy obraz z muzyką Komedy to "Dwaj ludzie z szafą" Romana Polańskiego. Potem jego utwory pojawiły się m.in. w "Nożu w wodzie", "Niewinnych czarodziejach" czy "Do widzenia, do jutra". W 1968 roku polski kompozytor i pianista wyjechał do Los Angeles, by rozpocząć pracę nad najnowszym filmem Polańskiego "Dziecko Rosmary". "Kołysanka" - motyw przewodni filmu - stała się najbardziej znanym tematem z jego dorobku.

Niestety, szczęście nie trwało długo. Już w październiku 1968 roku muzyk uległ tragicznemu wypadkowi. Wracając do domu pod wpływem alkoholu, spadł ze skarpy. Świadkiem i uczestnikiem tego wydarzenia był jego przyjaciel Marek Hłasko. Zdawało się, że pomoc udzielona przez niego oraz amerykańskich lekarzy rozwiązała sprawę. Niestety, w głowie Komedy pojawił się śmiertelny krwiak...

- Ta historia wciąż zadziwia swoją nielogicznością - podkreśla syn Zofii Komedy i wychowanek jej męża, Tomasz Lach. - Trudno zrozumieć samego Komedę, który, choć ukończył medycynę, ignorował narastające objawy choroby. Zagadką jest też nieudolność najlepszych amerykańskich lekarzy. Niemal do końca leczyli go oni na domniemaną grypę...

Cóż, Krystian Brodacki, autor "Historii jazzu w Polsce", dopatruje się w bezsensownej śmierci Komedy nawet działania nieczystych mocy. Tuż przed Bożym Narodzeniem polski muzyki zapadł w śpiączkę, na wiosnę przewieziony został do Polski, gdzie, pomimo kolejnej prawidłowo przeprowadzonej operacji, zmarł w jednym z warszawskim szpitali.

Aby poznać wstrząsającą historię bezsensownej śmierci Komedy z ust jego przybranego syna, wystarczy kliknąć ikonę dźwięku "Tajemnica śmierci Komedy" w boksie "Posłuchaj" po prawej stronie.

Poruszająca historia ostatnich dni wybitnego jazzmana sprawia, że rzadziej wspominamy życie oraz osobowość Komedy w czysto ludzkim wymiarze. Z drugiej części opowieści Tomasza Lacha dowiadujemy się między innymi o narciarskiej pasji muzyka (na stokach po obu stronach Atlantyku nazywany był "Szalonym Komedą" , choć przebyte w dzieciństwie polio poważnie uszkodziło jedną z jego nóg) oraz o jego miłości do samochodów. Pierwszym autem jazzmana był używany garbus, o wartości mniejszej od używanych przez niego magnetofonów. Międzynarodowe sukcesy pozwoliły mu wkrótce na spełnienie marzenia i zakup najnowszego modelu BMW; inna sprawa, że zapłacił za nie pieniędzmi przeznaczonymi na... rodzinne mieszkanie.

Aby dowiedzieć się więcej, wystarczy kliknąć ikonę dźwięku "Cała prawda o Komedzie".

Tomasz Lach był gościem Pawła Brodowskiego w dwójkowej audycji "Puls jazzu".

Czytaj także

Posłuchaj głosu Krzysztofa Komedy

Ostatnia aktualizacja: 23.04.2012 08:20
W 43. rocznicę śmierci współtwórcy polskiej szkoły jazzowej przypominamy jedyny zachowany w archiwum Polskiego Radia wywiad z artystą.
rozwiń zwiń