Klucze Jerzego

Ostatnia aktualizacja: 14.01.2014 17:00
Fantastycznie błąkał się między czasami, miejscami, faktami, niczym Jan Potocki – wysnuwał opowieści z opowieści, i jeszcze, i jeszcze, i dalej. Mówił tak, jakby malował, rysował. W istocie – nieuchwytny. Czyli taki, jak zawsze. Aż zaczęło świtać.
Scenograf Jerzy Skarżyński
Scenograf Jerzy SkarżyńskiFoto: PAP/Jacek Bednarczyk

"Pacheco!... Pacheco!... W imię Pana naszego nakazuję ci opowiedzieć swą historię miłemu gościowi!"
Którejś dalekiej nocy, gdyśmy stali przed bramą kamienicy i Jerzy Skarżyński szukał motylimi dłońmi kluczy po wszystkich kieszeniach, nagle przyszły te słowa z "Rękopisu znalezionego w Saragossie” Wojciecha Jerzego Hasa. Znów zobaczyłem, jak Kazimierz Opaliński - Pustelnik siwobrody, co go Jerzy i Lidia Mintycz w białe szaty odziali – w izbie na piętrze swego marnego domostwa na wapiennym pustkowiu kastylijskich gór Sierra Morena palec wznosi, nakazuje bajać, a obłąkany Pacheco – Franciszek Pieczka z kiedyś białą szmatą na dziurze po wydłubanym przez demony oku – kornie zaczyna snuć baśń prawdziwą jak życie. Miły gość – oficer Alfons van Worden, czyli Zbigniew Cybulski, albo Cybulski, czyli van Worden, w sumie to najzupełniej obojętne – kostnieje. Bo oto Pacheco już przy pierwszym słowie – normalnieje. Mówi jak każdy zdrowy. Taka jest potęga snucia bajek. Na czas opowieści – gaśnie obłąkanie. I jest lżej być między wapiennymi kamykami Sierra Morena, gdzie wszystkie ścieżki jawy i snów prowadzą pod szubienicę z dyndającymi trupami braci Zoto. Jest lżej tam i przed bramą kamienicy nocą. Z opowieścią jest lżej gdziekolwiek, kiedykolwiek.
Muszą gdzieś być – rzekł Jerzy, albo Pacheco, to też było w sumie obojętne. No bo chyba nie są jak tamta lalka – mówił dalej, obmacując trencz, marynarkę, spodnie - której los wieki temu narysowałem... I pociągnął baśń. Tak, zafascynowany kreskami Renoire’a i kształtami kamieni Rodina stworzył kiedyś komiks "P.T." – "Pitecantropus erectus" – rzecz o człeku wyprostowanym, opowieść bez jednego słowa. Same kreski i kolory. Grubo później wyzna w wywiadzie: "Rysunek jest opowiadaniem". Człek wyprostowany to zakochany w kreskach Renoire’a i kształtach kamieni Rodina artysta. Po jakimś niepojętym wybuchu – błąka się, szukając laleczki, którą kiedyś pragnął narysować. Z każdą kolejną ścieżką traci pewność, czy ten zgubiony ebonitowy kształt jest realnością, czy tylko kawałkiem snów, łupiną wyobraźni, demonem o pulchnej buzi dziecięcej. Wiesz – syknął Jerzy, ponownie buszując w trenczu – to jego obłędne wędrowanie nie miało końca, było losem po prostu, było niczym włóczęga Alfonsa van Wordena w "Pamiętniku znalezionym w Saragossie" Jana Potockiego, jak w poszukiwaniu niemożliwej pewności wieczne van Wordena kolebanie się na krawędzi tego i tamtego świata, co je sobie rysowałem kiedyś na serwetkach, w kawiarni na rogu Plant i Sławkowskiej, po nocy bujnej czekając na świt, maczając stalówkę w kawie... Na słowie "kawa" – wszystko znieruchomiało. Jego ręce, jego głowa, usta, ja cały. Nie znieruchomiała tylko baśń. Stało się jak w "Tajemnym cudzie”, opowiadaniu Jorge Luisa Borgesa, którego słowa Jerzy wielbił.
Nie wchodźmy w detale. Niech wystarczy, że w "Tajemnym cudzie” mają rozstrzelać Jaromira Hladika. Oto już stoi przed plutonem egzekucyjnym. I wtedy: "Wszechświat fizyczny zatrzymał się. Karabiny skupiły się na Hladiku, ale ludzie, którzy mieli go zabić, pozostawali nieruchomi. Ramie sierżanta uwieczniało gest. Na jedną z płyt podwórza pszczoła rzucała nieruchomy cień. Wiatr zatrzymał się jak na obrazie. Hladik próbował krzyknąć, poruszyć ręką. Zrozumiał, że jest sparaliżowany. (...) Po upływie nieokreślonego czasu usnął. Gdy ponownie się zbudził, świat trwał nieruchomy i głuchy. Trwała na jego policzku kropla wody, na podwórzu cień pszczoły; dym z papierosa, którego wypalił, nie rozwiewał się. Upłynął następny 'dzień', zanim Hladik zrozumiał. Jednego roku całego zażądał od Boga, aby ukończyć swą pracę; jednego roku udzielał mu Wszechmogący. Bóg czynił dla niego tajemny cud: zabije go o określonej godzinie niemiecki ołów, ale w jego umyśle między rozkazem a wykonaniem rozkazu upłynie rok. Z zakłopotania przeszedł w zdziwienie, ze zdziwienia w rezygnacje, z rezygnacji w nagłą wdzięczność.” Tak, czuł wdzięczność, gdyż cud zatrzymania świata pozwolił mu dokończyć opowieść. Hladik był pisarzem, przed własnym końcem pragnął zamknąć swój ostatni dramat. Więc szukał słów w skamieniałej głowie. Szło mu świetnie. Brakowało mu już ledwie jednego przymiotnika. "Znalazł go; kropla wody podjęła swą wędrówkę po jego policzku”. Tak, poruszył się cień pszczoły. Całą resztę można przemilczeć.
W przepastnej bibliotece Jerzego zdania Borgesa zajmowały specjalne miejsce. Te szafy widać dobrze na dokumentalnym filmie Wiktora Skrzyneckiego "Niekończący się sen”. I widać Jerzego, jak z papierosem w motylej dłoni leży na łóżku tuż przy ołówkach na stole i snuje opowieści. O błądzeniu w snach, o nieuchwytnej istocie scenografii, o poezji na krawędzi iluzji i realności w najświetniejszych filmach Hasa – w "Rękopisie...”, w "Sanatorium pod Klepsydrą”. Tym dokumentalnym krajobrazem Żuk Opalski i Elżbieta Bińczycka rozpoczęli w Narodowym Starym Teatrze spotkanie z okazji 10. rocznicy śmierci Jerzego Skarżyńskiego – spotkanie kilku, kilkunastu o nim opowieści, co je goście zaproszeni snuli, i spotkanie z gigantyczną, przez Muzeum Śląskie w Katowicach wydaną księgą rysowanych i malowanych opowieści Skarżyńskiego "Mapy wyobraźni”. Jego sny, jego genialne błąkanie się pomiędzy widmami i ludźmi realnymi, poezją i bełkotem ulicy, filmami świata całego i kryminałami jak smoła, komiksami i malowaniem onirycznych kształtów, jazzem i dozgonnie wierną Jerzemu gorzałką, tworzeniem scenografii do filmów i dla teatru i tworzeniem szat do filmów i dla teatru, wreszcie starymi pistoletami i sekretami pamięci Tadeusza Kantora - to był, to jest ogrom nie do ogarnięcia, nie do wyliczenia, nie do zważenia. Jedno wszakże pewne – Jerzy był smakiem wielkim, smakiem nie z naszego świata tandety za milion euro. Był smakiem, jak się okazało, tak skutecznym, że sam Jan Klata nie dość, ze na spotkanie przyszedł i gości powitał, to przyszedł w wyśmienitym, czarnym garniturze, w którym wyglądał wyśmienicie, cudownie po ludzku, prawie tak świetnie, jak Jerzy w swoich marynarkach wyglądał na co dzień. Także nocą każdą, więc i wtedy, gdy na jego słowie "kawa” świat cały jakby znieruchomiał z mocy cudu, który pozwolił Hladikowi znaleźć ostatni przymiotnik ostatniej opowieści.
Klucze mogły poczekać, baśń – nie mogła. I on – Pacheco, Jerzy, van Worden, albo inna jeszcze Szeherezada – snuł ją niespiesznie nocą przed wrotami kamienicy. Lalka z komiksu bez słów, rozrastająca się w "Rękopisie...” cudowna pajęczyna opowieści, magia detali w "Szyfrach” Hasa, tajemnica zarastającego trawami okrętu w "Sanatorium...”, jeszcze bardzo stara noc w Zakopanem, kiedy mama jego umierała za ścianą, a on, by zdławić potworny lek, czytał pierwszy w życiu kryminał – prosił iluzję o ocalenie zmysłów. Fantastycznie błąkał się między czasami, miejscami, faktami, niczym Jan Potocki – wysnuwał opowieści z opowieści, i jeszcze, i jeszcze, i dalej. Mówił tak, jakby malował, rysował. W istocie – nieuchwytny. Czyli taki, jak zawsze. Aż zaczęło świtać.
Na słowie Jerzego "niepojęte” – wszystko wróciło do ruchu. Puknął palcem w kieszonkę okraszoną chustką w błękitne koła. „Są!”, powiedział. Otworzył. Poszliśmy na górę. Opowieść była skończona. Alina postawiła pełne, poręczne szkło między ołówkami. „W imię Pana naszego nakazuję ci opowiedzieć swą historię miłemu gościowi”. Zaczęła się baśń następna.


Zobacz więcej na temat: FILM Wojciech Jerzy Has
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Człowiek niepodobny do nikogo

Ostatnia aktualizacja: 26.12.2013 15:00
Jeśli przez trzy godziny widać i słychać na scenie tak ciemną i tak cierpką samotność Podsiekalnikowa – kto o zdrowych zmysłach będzie zamartwiać się tym, że Dominik Rybiałek nie jest podobny do nikogo?
rozwiń zwiń

Czytaj także

Porozumiewawcze uśmiechy robotników drogowych

Ostatnia aktualizacja: 31.12.2013 15:52
Jeśli Kocur weźmie się do mentalnego galopu, rychło może być jak Węgrzyn, który widząc pięknych, godności pełnych, surowych mężczyzn z młotami w dłoniach i w prostych skarpetkach na stopach – sedno swojej sztuki pisarskiej widzi.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Jerzy Skarżyński - wytłumaczyć postać kostiumem

Ostatnia aktualizacja: 09.01.2014 18:00
- W kształcie plastycznym chciałem wymyślić dla bohaterów wiarygodne zaplecze oraz miejsce antropologiczne, geograficzne i obyczajowe - wspominał Jerzy Skarżyński pracę na planie "Rękopisu znalezionego w Saragossie" Wojciecha Jerzego Hasa.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Powrót sztabskapitana Hipolita

Ostatnia aktualizacja: 07.01.2014 17:01
Wprawdzie smuci słowo "tępiał", lecz cóż znaczy taki smutek wobec faktu, że oto powrócił Hipolit, powrócił od razu w pięciu postaciach!
rozwiń zwiń