Szkoła czy edukacja domowa? Kto odpowiada dziś za nauczanie dzieci?

Ostatnia aktualizacja: 22.09.2026 11:37
Blisko 60 tysięcy uczniów w Polsce realizuje obowiązek szkolny w edukacji domowej. Jeszcze cztery lata temu było ich 23 tysiące. Co sprawia, że część rodziców szuka alternatywy dla tradycyjnej szkoły i czego właściwie oczekujemy dziś od edukacji? – Państwo nadal ma tę odpowiedzialność. A państwo to my, obywatele – mówił w Dwójce prof. Michał Federowicz.
Jak w ostatnich latach zmieniała się polska edukacja?
Jak w ostatnich latach zmieniała się polska edukacja?Foto: Shutterstock

"Dzieci w chmurze. Edukacja domowa w Polsce" to książka Iwony Dudzik. Reporterka przygląda się w niej szybko rosnącej grupie dzieci, które realizują obowiązek szkolny poza tradycyjną klasą. Rozmowa o alternatywach dla szkoły prowadzi jednak do znacznie bardziej podstawowego pytania: czego właściwie powinna ona uczyć i za co odpowiadać?

Posłuchaj w audycji "O wszystkim z kulturą" >>> 

Co oznacza "edukacja przyszłości"? 

Iwona Dudzik zwraca uwagę, że mimo kolejnych dyskusji o "edukacji przyszłości" podstawowe założenia systemu edukacyjnego okazują się wyjątkowo trwałe. – Język ojczysty, przyroda, matematyka, to jest ciągle baza, z której czerpiemy. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy dziś nie mieli tego szkieletu, na którym możemy budować kolejne piętra wiedzy – mówiła.

Reporterka dostrzegła podczas pracy nad książką również nurty, które próbują zakwestionować taki sposób myślenia o nauczaniu. – Ponieważ skupiłam się na edukacji domowej, zauważyłam bardzo wiele wypowiedzi, wątków, prądów, przekonań, które od tego modelu odchodzą. Mówią o edukacji przyszłości, ale cóż ona oznacza dokładnie, do tej pory nie wiem, ponieważ nie znamy przyszłości – przyznała.

Dlaczego rodzice wychodzą ze szkoły?

Profesor Michał Federowicz, socjolog i badacz edukacji, zwrócił uwagę na historyczną zmianę, jaką było przejęcie przez państwo odpowiedzialności za powszechne kształcenie. – To był gigantyczny ruch, żeby państwo wkroczyło, podjęło odpowiedzialność za kształcenie przyszłych pokoleń. Ruch ten był zbawienny dla naszej historii i późniejszego rozwoju. Myślę, że państwo nadal ma tę odpowiedzialność – podkreślał.

Rosnąca popularność edukacji domowej jest więc również sygnałem skłaniającym do zadania pytania o relację rodziców z systemem edukacji. Prof. Federowicz przestrzegł przed traktowaniem wszystkich rodzin decydujących się na taki model jako jednej grupy.

– Trzeba się zastanowić, dlaczego tak jest, ale też nie dramatyzujmy tej tendencji. Zwłaszcza z powodu pandemii był boom nauczania domowego, ta tendencja się nasyca. Są rodzice, którzy się podejmują nauczania i robią to odpowiedzialnie. Są tacy, którzy nie wiedzą, jak to traktować, i są też rodzice, którzy po prostu myślą, że będzie wygodniej. To są bardzo różne przyczyny i trudno je wrzucać do jednego worka – mówił.

Udział państwa w procesie kształcenia i edukacji 

Zdaniem socjologa rozwój alternatywnych modeli nauczania nie oznacza jednak, że państwo może wycofać się z odpowiedzialności za edukację. – Przyjąłbym jako leitmotiv, że państwo jest nadal odpowiedzialne. Państwo to my, obywatele. Chodzi o to, żeby sposób wpływania na szkołę uwzględniał bardzo różne głosy i bardzo różne struktury myślenia – zaznaczył. Jednym z wyzwań jest znalezienie sposobu na rzeczywiste włączenie obywateli w podejmowanie decyzji dotyczących edukacji – zarówno na szczeblu centralnym, jak i samorządowym.

Przemoc w szkole. "Największym problemem jest przemoc relacyjna"

Poszukiwanie alternatywy dla tradycyjnej szkoły trudno rozpatrywać bez przyjrzenia się temu, czego doświadczają w niej sami uczniowie. Jednym z problemów pozostaje przemoc rówieśnicza. Doktor Piotr Rycielski z Wydziału Psychologii Uniwersytetu SWPS mówił o wynikach diagnoz prowadzonych w szkołach. Tylko w tym roku badaniami objęto blisko 25 tysięcy uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych.

– Widzimy niestety ciągle dużo przemocy fizycznej. Ona z wiekiem spada, to znaczy deklaracji: "zostałem pobity", "zostałem kopnięty przez innych", "byłem regularnie kopany" wśród starszych uczniów jest mniej, ale ciągle występują – mówił psycholog.

Nawet stosunkowo niewielki odsetek takich przypadków nie powinien jednak uspokajać. – Kilka procent w liceum może nam się wydawać mało, ale dla tych uczniów, którzy tego doświadczają, jest to bardzo trudne. Znacznie więcej przemocy fizycznej jest w szkole podstawowej. Ciągle to obserwujemy, ale nie to wydaje nam się teraz największym problemem – zaznaczył dr Rycielski.

Mniej widoczna przemoc relacyjna 

Za szczególnie trudne zjawisko uznał przemoc relacyjną, mniej widoczną niż uderzenie czy kopnięcie, a przez to znacznie trudniejszą do wychwycenia przez dorosłych. – Ten rodzaj przemocy jest niezwykle trudny w interwencji i sprawia niezwykle dużo problemów pedagogom i nauczycielom. Nie widać tych zachowań. To jest przemoc przez niewykonanie zachowania – wyjaśniał.

***

Tytuł audycji: O wszystkim z kulturą

ProwadzenieMałgorzata Nieciecka-Mac

Gość: prof. Michał Federowicz (socjolog, badacz polskiej edukacji, w latach 2009–2017 dyrektor Instytutu Badań Edukacyjnych); Iwona Dudzik (dziennikarka, autorka książki "Dzieci w chmurze. Edukacja domowa w Polsce"); dr Piotr Rycielski (psycholog z Katedry Metodologii Badań Wydziału Psychologii Uniwersytetu SWPS, badacz przemocy rówieśniczej, współtwórca systemu RESQL)

Data emisji: 21.09.2026

Godz. emisji: 19.10

oprac. zuzannachowaniec

Czytaj także

Miasto może być partyturą. Mała Warszawska Jesień uczy słuchać tego, co wokół

Ostatnia aktualizacja: 17.09.2026 11:34
Czy gwizdek czajnika może być muzyką, architektura - partyturą, a wędrówka dzikich ptaków przez Warszawę – materiałem dla współczesnego performansu? 16. Mała Warszawska Jesień wychodzi z muzyką poza tradycyjną salę koncertową i zaprasza najmłodszych do posłuchania miasta. – Próbujemy powiedzieć dzieciom, że wszystko może być muzyką. Wszystko, co nas otacza – mówiła w Dwójce Anna Kierkosz, kuratorka programowa i artystyczna festiwalu.
rozwiń zwiń