Masakra w El Mozote - brutalny mord i studium z genealogii kłamstwa

Ostatnia aktualizacja: 17.10.2014 17:00
- Moja książka jest rekonstrukcją tego, co się wydarzyło w El Mozote, a zarazem studium z genealogii kłamstwa. Odkrywaniem tego, jak skrywano prawdę, jak kamuflowano wydarzenia, do których doszło w Salwadorze - mówi Mark Danner, autor książki "Masakra w El Mozote".
Audio
  • Z Markiem Dannerem o książce "Masakra w El Mozote" rozmawiała Katarzyna Nowak (Dwójka/Spotkania po zmroku)
Fragment okładki książki Masakra w El Mozote
Fragment okładki książki "Masakra w El Mozote" Foto: mat.prasowe

Na przełomie lat 70. i 80. XX wieku w Salwadorze wybuchła wojna domowa między dyktaturą wojskową a lewicową partyzantką. W czasie konfliktu szkolony przez Amerykanów elitarny rządowy batalion Atlacatl wkroczył do osady El Mozote i wymordował niemal wszystkich jej mieszkańców, w tym  kobiety i dzieci. Zbrodnia była tym bardziej szokująca, że El Mozote nie współpracowało z partyzantką. Prawda o trzech dniach okrucieństwa, do którego doszło w grudniu 1981 roku, przez lata była owiana tajemnicą.

- Zaledwie sześć tygodni po masakrze została ona opisana na pierwszych stronach "New York Timesa" oraz "Washington Post", czyli najpoważniejszych amerykańskich gazet - wyjaśniał Mark Danner, autor książki "Masakra w El Mozote”. - Ale zarówno rząd Salwadoru, jak i władze amerykańskie zakwestionowały ten fakt - dodał dziennikarz.

Administracja Ronalda Reagana obawiała się wówczas postępu komunizmu w Ameryce Łacińskiej. W Nikaragui, która przez lata byłą sprzymierzeńcem USA, władzę przejęli sandiniści, a w Salwadorze wojna domowa nabierała coraz większej temperatury. – Amerykanie uważali, że powstrzymanie postępu komunizmu na Półkuli Zachodnie to bardzo ważna kwestia dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych - wyjaśniał gość audycji "Słowa po zmroku”.

W Kongresie większość mieli jednak Demokraci, którzy sceptycznie zapatrywali się na strategię Reagana. - Sprzeciwiali się głębszemu zaangażowaniu USA w Ameryce Łacińskiej, ale nie byli gotowi do odcięcia finansowania Salwadoru. Obawiali się odpowiedzialności za ewentualne zwycięstwo komunizmu w tym kraju. Ograniczyli się więc do postawienia warunku, by władze Salwadoru zadbały o respektowanie praw człowieka - sprecyzował Danner.

Z punktu widzenia administracji Reagana masakra w El Mozote wydarzyła się w fatalnym momencie - gdy uchwała dotycząca dalszego finansowania rządu w Salwadorze zmierzała do Kongresu. - Gdyby udało się wykazać, że wojsko stało za tą masakrą, amerykańska administracja zmuszona byłaby do wycofania się ze wspierania tego reżimu, a to w dłuższej perspektywie mogłoby doprowadzić do zwycięstwa lewicowej partyzantki Frontu Wyzwolenia Narodowego - powiedział autor.

/

- Opowieść o El Mozote ma dwa wymiary. Z jednej strony - wymiar osobisty, wymiar ludzkiej tragedii. Z drugiej strony ta historia jest miniaturą, w której doskonale widać konflikt wartości u polityków, którzy są gotowi poświęcić na przykład prawa człowieka w imię wyższych racji - podkreślił dziennikarz.

Zapraszamy do wysłuchania całej audycji. Z Markiem Dannerem rozmawiała Katarzyna Nowak.

(ah/mm)

Czytaj także

Timor Wschodni - jeszcze jedno piekło na ziemi

Ostatnia aktualizacja: 05.04.2014 16:57
- Nie rozumiem przemocy na taką skalę. Na Timorze zginął co piąty mieszkaniec - o doświadczeniach zebranych na wyspie i opisanych w książce "Dom nad rzeką Loes" opowiadał w Dwójce Mateusz Janiszewski.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Miedzianka. Miasteczko pogrzebane w kopalni uranu

Ostatnia aktualizacja: 16.05.2014 08:45
- Historia znikania w Polsce wydarzyła się w różnych miejscach, ale tutaj przebiegła ona inaczej - opowiadał w Dwójce Filip Springer, autor książki poświęconej górskiej miejscowości, która w drugiej połowie XX wieku zniknęła z powierzchni ziemi.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Witold Szabłowski: w Belicy ludzie zazdroszczą niedźwiedziom

Ostatnia aktualizacja: 31.05.2014 17:00
- Do tutejszych niedźwiedzi przyjeżdża stomatolog z Niemiec, a dentystka z Belicy mówi, że plombę ludziom zakłada raz na miesiąc, bo nikogo na nią nie stać. Chore zęby się wyrywa - opowiadał w Dwójce Witold Szabłowski, autor zbioru reportaży "Tańczące niedźwiedzie".
rozwiń zwiń