Droga Dō, czyli opowieść o muzycznym szlaku pamięci

Ostatnia aktualizacja: 02.01.2026 17:22
- Od pewnego czasu przeżywam bardzo głęboką fascynację Japonią. Trwa to już kilka lat. Miałam ogromne szczęście, bo dostałam się na misję kulturalną do Tokio w ramach Music Export Poland. Pojechałam tam z kartką papieru i jakimś wstępnym pomysłem. Zaczęłam się zastanawiać, co mogę tam dać, co mogłoby kogokolwiek zainteresować - mówiła na antenie Dwójki Anna Karpowicz, flecistka i kierowniczka artystyczna Drogi Dō - Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Kameralnej.
Ania Karpowicz, flecistka i kierowniczka artystyczna Międzynarodowy Festiwal Muzyki Kameralnej Droga D
Ania Karpowicz, flecistka i kierowniczka artystyczna Międzynarodowy Festiwal Muzyki Kameralnej Droga Dō Foto: Marcin Dławichowski/ PR

Wysłuchaj audycji "Wybieram Dwójkę"<<<

"Dō" po japońsku oznacza "drogę", w muzyce zaś pierwszy dźwięk gamy. Ta podwójna symbolika splata się w polsko-japońskiej grze słów "droga dō", która prowadzi przez niezwykły, a wciąż mało znany rozdział historii. To muzyczny i uchodźczy szlak zarazem: trasa ucieczki kilku tysięcy europejskich Żydów, wiodąca przez Polskę i Litwę aż do Japonii i Izraela. Droga dō opowiada poruszającą historię współpracy ponad granicami i narodami - o trzech dyplomatach z Holandii, Polski i Japonii, którzy w czasach moralnej próby wybrali człowieczeństwo, nie mając pewności, czy ich odwaga wystarczy, by ocalić cudze życie.

Czytaj także:

W obronie człowieczeństwa

Chiune Sugihara był japońskim konsulem w Kownie, ówczesnej stolicy Litwy. Nawet po zajęciu Litwy przez Związek Radziecki wydawał on wizy polskim Żydom. 80 procent ludzi uratowanych przez niego stanowili obywatele Polski, polscy Żydzi. - Pomyślałam, że to może być temat, który czuję muzycznie i który może również zainteresować odbiorców w Japonii. I stąd wzięły się pierwsze pomysły. Fakt, że wydał kilka tysięcy wiz, musiał być szokiem dla jego przełożonych - zaznaczyła Anna Karpowicz.

- My, jako społeczeństwo bardziej rewolucyjne i indywidualistyczne, nie do końca rozumiemy, co dla Japończyka znaczy sprzeciwić się poleceniom przełożonych. Sugihara trzykrotnie wysyłał zapytania z pytaniem, co zrobić z ludźmi stojącymi pod jego płotem w Kownie, i trzykrotnie otrzymał odpowiedź odmowną. Mimo to odpowiedzialność wobec człowieka, który stał przed nim, okazała się silniejsza niż głęboko zakorzenione poczucie honoru i posłuszeństwa wobec władzy. To było naprawdę heroiczne i często nie uświadamiamy sobie, co to znaczyło w tamtych realiach dla Japończyka - dodała rozmówczyni Adama Suprynowicza.


To historia o nieuleganiu stereotypom i o współpracy. Gdyby nie Jan Zwartendijk, holenderski przedstawiciel Philipsa w Kownie, który wpisał fikcyjny kierunek emigracji - wyspę Curaçao - nie byłoby wiz. Gdyby Sugihara nie wypisywał przez 20 godzin dziennie wiz tranzytowych, również nic by się nie udało. A gdy statki miały zostać odesłane z Tsurugi z powodu niezgodności dokumentów, interweniował Tadeusz Romer, pierwszy polski ambasador w Japonii.

- To dla mnie piękna metafora na dzisiejsze czasy. Wszyscy oni zachowali się przyzwoicie, nie wiedząc, czy to wystarczy. Każdy z nich, na swoim odcinku, zrobił to, co należało. To ważna lekcja: warto być przyzwoitym i robić swoje - zaznaczyła Anna Karpowicz w audycji "Wybieram Dwójkę".

Droga Dō: podróż, która staje się przemianą

Słowo "droga" pojawia się w nazwie festiwalu nieprzypadkowo. Tytuł projektu funkcjonuje zarówno po polsku, jak i po japońsku, gdzie "dō" oznacza drogę. - Droga nie oznacza tylko przemieszczania się z punktu A do punktu B, ale również drogę wewnętrzną, proces przemiany, metamorfozy. To znaczy o wiele więcej niż zwykła podróż. Ci, którzy otrzymali wizy i przejechali Koleją Transsyberyjską, docierali do Władywostoku często nie mając już nic. W Tsurudze sprzedawali ostatnie zegarki. Mimo to właśnie tam znajdowali pierwsze bezpieczne miejsce. Przyjęto ich z wielką gościnnością. Większość uchodźców trafiła później do Kobe, do Szanghaju. Później rozjechali się po całym świecie: do Stanów Zjednoczonych, Australii, Birmy - powiedziała kierowniczka festiwalu Droga Dō.


Dwa programy, cztery kraje: muzyczna mapa festiwalu Droga Dō

Program festiwalowy był prezentowany w czterech krajach. Ostatecznie powstały dwa różne programy: pierwszy wykonany został w Tel Awiwie i Warszawie, drugi w Kownie i w Tsurudze. - W pierwszym programie uczestniczyli muzycy Tel Aviv Wind Quintet, izraelski pianista Shai Hemel oraz znakomity oboista Piotr Lis. Dużą rolę odgrywała także instalacja audiowizualna autorstwa Niny Fukuoki, stworzona we współpracy z Olą Ołdak - opowiadała na antenie Dwójki Anna Karpowicz.

- Ze względu na kameralny charakter Domu Sugihary oraz muzeum Port of Humanity w Tsurudze, tam zaprezentowaliśmy program stricte akustyczny. W Kownie podjęliśmy próbę udźwiękowienia całego budynku, w poszczególnych pokojach grane były solowe utwory, a całość zamknął wspólny koncert w dużym salonie - dodała.


***

Tytuł audycjiWybieram Dwójkę

ProwadzenieAdam Suprynowicz

Gość: Anna Karpowicz (flecistka i kierowniczka artystyczna Drogi Dō - Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Kameralnej)

Data emisji: 2.01.2026

Godz. emisji: 16.09


Czytaj także

Nowy utwór Guillaume'a Connessona. Polska premiera w Filharmonii Narodowej

Ostatnia aktualizacja: 05.12.2025 17:26
- Taka obsada - kwartet smyczkowy i orkiestra - jest bardzo nietypowa obsada. To absolutny ewenement. Naprawdę można policzyć na palcach jednej ręki utwory napisane na taki właśnie skład, tym bardziej, że mamy do czynienia z pełnym aparatem symfonicznym, w dodatku z ogromną sekcją perkusji. Będzie nawet maszyna do wiatru! Connesson nie bierze jeńców - mówiła na antenie Dwójki Agata Szymczewska.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Rysunek piórkiem w epoce algorytmów. "Nightfall" Pawła Mykietyna i Mai Laury

Ostatnia aktualizacja: 19.12.2025 17:22
- Na Wydziale Kompozycji samo słowo "piosenka" było źle widziane. Utwór na głos i fortepian był akceptowalny. Nie wiem, z czego to wynika - być może z przekonania, że piosenka jest czymś prostszym, wymagającym minimalnych środków. Czy to są piosenki poetyckie? Jak zwał, tak zwał. Możemy to nazwać piosenką, piosenką poetycką albo utworem na głos i fortepian - dla mnie to nie ma większego znaczenia - mówiła w Dwójce Maja Laura.
rozwiń zwiń