"Nasi Niemcy". O zapomnianych osadnikach i trudnej pamięci

Ostatnia aktualizacja: 24.02.2026 12:08
- Wybór tematu był podyktowany moimi zapędami etnograficznymi i tym, że bardzo lubię podróżować po Polsce i odkrywać nieoczywiste miejsca. Wiele lat wcześniej jeździłem po Mazowszu i sam dla siebie odkrywałem stare ewangelickie cmentarze i ślady dawnych osadników niemieckich. Ten temat zawsze więc gdzieś w mojej głowie istniał - mówił na antenie Dwójki Maciej Falkowski, autor książki "Nasi Niemcy".
Dawne budynki osadników olenderskich  szkoła i kościół ewangelicki w Skansenie Osadnictwa Nadwiślańskiego w Wiączeminie Polskim
Dawne budynki osadników olenderskich – szkoła i kościół ewangelicki w Skansenie Osadnictwa Nadwiślańskiego w Wiączeminie PolskimFoto: Krzysztof Chojnacki/East News

Wysłuchaj rozmowy w audycji "Wybieram Dwójkę"<<<

Maciej Falkowski, autor "Naszych Niemców", jest politologiem, dyplomatą, reportażystą i podróżnikiem. Wybór tematu jego najnowszej książki może zaskoczyć czytelników znających jego poprzednie książki. Zajmował się w nich Kaukazem, Armenią czy pograniczem podlasko-mazowieckim. Tym razem podążył tropem, którego źródeł można szukać raczej na zachodzie niż na wschodzie.

Czytaj także:

Podążając za historią rodziny

Część rodziny Macieja Falkowskiego wywodziła się właśnie z osadników niemieckich. - To było dodatkowym impulsem, by się tym tematem zająć. Początkowo myślałem, by skupić się wyłącznie na osadnictwie olenderskim, o którym możemy za chwilę więcej powiedzieć, ale potem rozszerzyłem to spektrum i zainteresowałem się szerzej migracjami niemieckimi do Polski. Temat okazał się bardzo ciekawy i efektem jest książka - zaznaczył autor w rozmowie z Moniką Zając.

Popyt i podaż

Oprócz olendrów autor opisał także mennonitów, głuchoniemców, bambrów czy wilamowian.

- Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że przez większość historii mieliśmy do czynienia ze stałą migracją z krajów niemieckich na wschód. Nie było to jednak podyktowane wyłącznie ideą Drang nach Osten, czyli politycznym projektem podboju wschodu - choć niektórzy tak tłumaczą te migracje. Było to raczej zjawisko ekonomiczne.

W krajach niemieckich występowała nadwyżka demograficzna oraz trudniejsza sytuacja ekonomiczna. Przez większą część historii sytuacja gospodarcza na terenach niemieckich była trudniejsza niż u nas. Natomiast w naszej części Europy, potrzebni byli ludzie do zagospodarowywania nieużytków, a czasem do podnoszenia poziomu technicznego różnych gałęzi gospodarki. Tutaj był popyt na pracę, tam była podaż. To był po prostu rachunek ekonomiczny - zaznaczył autor książki "Nasi Niemcy".

Ci, którzy oswoili wodę

Umiejętności olendrów przydały się szczególnie tam, gdzie ujarzmienie natury było wyjątkowo trudne. Nazwa tych osadników pochodzi od Holandii. W późniejszych wiekach określenie to utrzymało się, choć osadnicy nie byli już etnicznymi Holendrami, lecz w większości ludźmi pochodzącymi z Niemiec.

- Trzeba pamiętać, że olendrzy byli bardzo zróżnicowani narodowościowo: byli wśród nich także Polacy. Osiedlano ich w miejscach trudnych do zagospodarowania, przede wszystkim w Dolinie Wisły. Mieli umiejętności radzenia sobie z wodą, potrafili budować kanały, regulować rzeki, zabezpieczać tereny zalewowe. Miejscowi często nie dysponowali taką wiedzą. Z czasem osadnictwo olenderskie rozszerzyło się także na Wielkopolskę czy okolice Bugu. Trwało to do XVIII wieku - mówił w rozmowie Maciej Falkowski.

Niemcy, którzy nie mówili po niemiecku

Wielu osadników, oprócz pierwszych Holendrów, posługiwało się dialektem dolnoniemieckim: Plattdeutsch. W czasie II wojny światowej zdarzało się, że Niemcy z Rzeszy mieli trudności w porozumiewaniu się z miejscowymi osadnikami, ponieważ ich dialekt był dla nich niezrozumiały.

- Wielu osadników z czasem się spolonizowało. Stali się Polakami niemieckiego pochodzenia albo zatracili język niemiecki. Dotyczyło to na przykład bamb­rów poznańskich czy osadników w okolicach Warszawy. W czasie wojny zdarzało się, że osoby powołane do Wehrmachtu, uznane za Niemców, nie znały już języka niemieckiego i potrzebowały tłumaczy - mówił Maciej Falkowski w audycji "Wybieram Dwójkę".

Zakładnicy historii

Autor "Naszych Niemców" określił tych ludzie mianem zakładników historii. W czasie I wojny światowej władze rosyjskie wywiozły osadników w głąb Rosji jako potencjalną "piątą kolumnę". W latach 30. Niemcy zaczęli wykorzystywać te społeczności politycznie.

- Podpisanie Volkslisty dawało przywileje, ale wiązało się też z obowiązkami, przede wszystkim służbą w Wehrmachcie. Wielu osadników zginęło na froncie wschodnim. Po wojnie przyszły represje. Władze komunistyczne zastosowały zasadę zbiorowej odpowiedzialności, pozbawiając obywatelstwa i nakładając obowiązek pracy przymusowej. Oczywiście cierpienie tych ludzi nie oznacza negowania zbrodni III Rzeszy. Gdyby nie było wojny i nazizmu, prawdopodobnie dalej żyliby tutaj spokojnie - wyznał reportażysta.

***

PrzygotowanieMonika Zając

Gość: Maciej Falkowski (politolog, dyplomata, reportażysta i podróżnik)

Data emisji: 23.02.2026

Godzina emisji: 17.10

Materiał wyemitowano w audycji "Wybieram Dwójkę"

Czytaj także

Pisarz Maciej Sieńczyk i jego pełne osobliwości mieszkanie

Ostatnia aktualizacja: 13.02.2026 07:00
W "Rozmowach po zmroku" przenieśliśmy się na warszawską Pragę, do kamienicy, w której mieszka i tworzy Maciej Sieńczyk - rysownik, ilustrator, pisarz i... kolekcjoner najróżniejszych osobliwości.
rozwiń zwiń