Ole Morten Vågan: najważniejsze to stworzyć muzykom przestrzeń do działania

Ostatnia aktualizacja: 24.07.2026 10:12
- Polska jest dla mnie krajem ludzi, którzy naprawdę interesują się sztuką. Kiedy zacząłem częściej przyjeżdżać do Polski, stopniowo odkrywałem, jak ważne miejsce zajmuje ona w kulturze europejskiej. Poznawanie Polski jest dla mnie fascynującym doświadczeniem. Równie ważni są ludzie. Za każdym razem, kiedy przyjeżdżam tutaj grać, mam poczucie, że spotykam przyjaciół - mówił w Dwójce Ole Morten Vågan.
Maniucha Bikont i Ole Morten Vgan podczas próby Studia Jazzowego Polskiego Radia
Maniucha Bikont i Ole Morten Vågan podczas próby Studia Jazzowego Polskiego RadiaFoto: Cezary Piwowarski/PR

Wysłuchaj rozmowy w audycji "Wybieram Dwójkę"<<<

Norweski kontrabasista i kompozytor Ole Morten Vågan od lat współtworzy kwartet Macieja Obary, kierował Trondheim Jazz Orchestra, a teraz przygotował premierowy program dla Studia Jazzowego Polskiego Radia. 

Polski jazz oczami norweskiego muzyka

Ole Morten Vågan zaznaczył, że pierwszym polskim jazzmanem, którego poznał, był Tomasz Stańko. Miał wtedy czternaście albo piętnaście lat. - Pamiętam, że zarywałem noce, żeby oglądać koncerty transmitowane z festiwalu Jazz Baltica. Często pokazywano je nad ranem w niemieckiej telewizji. Właśnie tam zobaczyłem również Tomasza Stańkę z jednym z jego zespołów. To on był pierwszym polskim artystą, którego świadomie poznałem - zaznaczył.

- Później zacząłem grać z Maciejem Obarą. Współpracujemy już od około czternastu lat i było to jedno z najważniejszych spotkań w moim życiu muzycznym. Sposób, w jaki razem gramy, bardzo różni się od moich doświadczeń z innymi zespołami. Język harmoniczny Macieja, jego melodie i wyobraźnia muzyczna, podobnie jak niezwykle charakterystyczny styl Dominika Wani, wywarły na mnie ogromny wpływ. Obaj mają własny, całkowicie niepowtarzalny głos. Współczesny polski jazz jest niezwykle różnorodny i właśnie to robi na mnie największe wrażenie - mówił w rozmowie z Rochem Sicińskim.


Muzycy inspirują kompozycje

Gość Dwójki zaznaczył też, że wszyscy zaangażowani w jego bieżący projekt artyści są znakomitymi muzykami. - Nigdy nie fascynowało mnie pisanie na klasyczny big-band złożony z sekcji trąbek i puzonów. Znacznie bliższe jest mi myślenie symfoniczne. Lubię zestawiać ze sobą różne barwy – wiolonczelę, skrzypce, puzon, waltornię. Taki sposób komponowania jest dla mnie bardziej naturalny. Jeżeli w zespole spotykają się wyraziste osobowości, mogę pisać z myślą o konkretnych ludziach. W przypadku Marka Pospieszalskiego od początku wiedziałem, w którym miejscu powinien zagrać solo. Już podczas komponowania słyszałem jego brzmienie - wyznał.

- Podczas jednej z prób nie byłem natomiast pewien, kto powinien przejąć solową rolę w innym fragmencie i jak połączyć dwie części utworu. Zostawiłem więc otwartą przestrzeń. Ostatecznie Amalia Umeda i Dominik Wania spontanicznie zagrali duet, który rozwiązał cały problem kompozycyjny. To właśnie takie sytuacje sprawiają, że praca z wybitnymi muzykami jest tak inspirująca - zaznaczył.


Od oberka do Etiopii

Artysta zdradził, że od początku wiedział, że nie chce po prostu zrealizować kolejnego zamówienia kompozytorskiego. Zależało mu na stworzeniu muzyki, która będzie należeć wyłącznie do tego zespołu.

- Mam wiele gotowych kompozycji, które teoretycznie mógłbym wykorzystać, ale uznałem, że nie miałoby to sensu. Wszystko napisałem od początku z myślą o tych konkretnych muzykach. Kiedy poznajesz wykonawców i obserwujesz ich działalność, oni sami stają się źródłem inspiracji. Maniucha Bikont współtworzy zespół Tęgie Chłopy. W przeszłości dużo zajmowałem się muzyką ludową Europy Wschodniej, przede wszystkim bałkańską, ale z takim rodzajem polskiego folkloru wcześniej się nie zetknąłem - zaznaczył.

- Jednym z pierwszych utworów, jakie usłyszałem w wykonaniu tego zespołu, był oberek. Postanowiłem wykorzystać jego rytm i fragment melodii w jednej z moich kompozycji. Co ciekawe, ten puls przypominał mi rytmy, nad którymi pracowałem wcześniej, słuchając muzyki z Etiopii i Erytrei. To charakterystyczne, falujące metrum, które można odczuwać na wiele sposobów. Podobne rozwiązania rytmiczne odnajduję również w norweskiej muzyce ludowej. Powstał więc utwór, w którym spotykają się inspiracje oberkiem i muzyką etiopską - zaznaczył Ole Morten Vågan w Dwójce.


***

PrzygotowanieRoch Siciński

Gość: Ole Morten Vågan

Data emisji: 23.07.2026

Godzina emisji: 17.10

Materiał wyemitowano w audycji "Wybieram Dwójkę".


Opracowanie: Oskar Łapeta/am

Czytaj także

Włodzimierz Nahorny z saksofonem w budce telefonicznej. "Grałem do upojenia"

Ostatnia aktualizacja: 20.07.2026 10:20
- Znalazłem nieczynną budkę telefoniczną, wyłożoną tłumiącym materiałem, gdzie mogłem wtoczyć nawet fotelik, usiąść i ćwiczyć, zupełnie nie przeszkadzając nikomu. Grałem więc do upojenia - wspominał w Dwójce Włodzimierz Nahorny. Wybitny jazzman w połowie lat 60. XX wieku wyjechał z Trójmiasta na półroczny kontrakt do Czechosłowacji.
rozwiń zwiń