Legenda muzyki brazylijskiej, Arthur Verocai

Ostatnia aktualizacja: 19.08.2026 01:00
W latach 70. XX w. jego kompozycje przeszły bez echa. Verocai stworzył muzykę niesztampową, trudną do określenia, wyprzedzającą swoją epokę. Na kilkadziesiąt lat artysta usunął się w cień. I wtedy jego album odkryli producenci hip-hopowi...
Arthur Verocai i AUKSO na OFF Festivalu
Arthur Verocai i AUKSO na OFF FestivaluFoto: mat. promocyjne

>>> Posłuchaj audycji "Nocna Strefa"

Arthur Verocai - kompozytor, gitarzysta, aranżer i dyrygent z Rio de Janeiro. W 1972 roku nagrał swoją pierwszą, autorską płytę, która sławę zyskała dopiero po latach. Jego muzyka była wtedy właściwie nie do zaszufladkowania: bossa nova spotykała się tu z jazzem, funkiem, sambą, psychodelią i brzmieniem dużej orkiestry. Płyta przeszła w Brazylii niemal niezauważona, a Verocai na lata odsunął się od własnej muzyki, zajmując się między innymi tworzeniem komercyjnych dżingli. Kilka dekad później jego nagrania odkryli producenci hip-hopowi - zaczęli je samplować między innymi MF DOOM i Ludacris, a nazwisko Verocaia trafiło do zupełnie nowego obiegu.

Dziś, mając 80 lat, Verocai znów nagrywa i koncertuje, m.in. podczas niedawnego OFF Festiwalu w Katowicach, gdzie wykonał swoje kompozycje wraz z Orkiestrą AUKSO.

W audycji Magda Tejchma rozmawiała z artystą o muzyce, która wyprzedziła swój czas, o pracy aranżera i fascynacjach kompozytorskich, o spotkaniach z brazylijskimi muzykami i o tym, jak to jest usłyszeć po latach własne kompozycje w zupełnie nowym kontekście.


Czym jest muzyka Verocaia? Brazylijskie korzenie, kompozycja i nieświadomość

Verocai nie ma jednego systemu komponowania, nie sprowadza też muzyki brazylijskiej do jednego mianownika. Dźwięki Brazylii opierają się dla niego na emocjach, a kultura tego kraju, jak on sam, jest wielowarstwowa i podlegająca wielu wpływom.

- Nie mam jednego sposobu komponowania. To wszystko przychodzi i odchodzi. Czasami biorę gitarę i od razu udaje mi się zagrać cały utwór. Czasem pojawia się tylko jakaś fraza muzyczna i od niej zaczynam rozwijać resztę. Ale ta fraza od razu pojawia się z pewnym kontekstem harmonicznym. Te rzeczy powinny pojawić się razem: melodia i harmonia.

Kompozytor podkreśla, że nie wyrasta z tradycji ludowej, regionalnej. Jego muzyczne inspiracje ukształtowały wpływy wielkiego miasta (wychował się na południu Rio de Janeiro). Dla Verocaia to radio było oknem na świat. Dzięki niemu jego pokolenie poznawało lokalną muzykę, jazz, klasykę europejską i zachodnią popkulturę.

- Dorastałem, słuchając radia. A w radiu, tak samo w telewizji, można było usłyszeć najróżniejszą muzykę z całego świata. Dlatego moje wpływy są również bardzo klasyczne – mówi artysta, wskazując Ravela, Debussy’ego czy Bacha. – Oczywiście także wszystko, co usłyszałem jako dziecko. Kiedy słuchasz muzyki przez całe życie, gromadzisz informacje w głowie.

Te informacje magazynuje wg Verocaia nieświadomość. Pełni ona niemal demiurgiczną rolę: „Wszystko jest w niej zawarte. To ona uczy, karze i rozlicza […] Oczywiście mamy też technikę kompozytorską. Ale czasami nieświadomość przewyższa technikę i prowadzi nas w zupełnie inne miejsce”. Równie ważne było pojawienie się w jego życiu gatunku muzycznego, który uformował pokolenie Brazylijczyków dorastających w latach 60.

- Miałem około trzynastu lat, gdy pojawiła się bossa nova. Właśnie wtedy zacząłem grać muzykę! Jestem dzieckiem bossa novy. Od niej zacząłem i bardzo ją lubiłem – wspomina Varacai.


Verocai podczas nagrywania płyty w 1972 r., fot. Fernando Bergamaschi

Rok 1968 i czas muzycznych innowacji

Pod koniec lat 60. Verocai trafił na koleją inspirację – spotkanie z Miltonem Nascimento i Toninho Horty’em, prezentującymi nurt odrębny od głównego w brazylijskiej muzyce.

- Poznałem Miltona Nascimento w 1968 roku. Pojawił się z zupełnie inną propozycją niż ta, która dominowała wówczas w brazylijskiej muzyce. Lubiliśmy te same rzeczy. Było między nami bardzo dużo podobieństw. Milton był nowatorem, zawsze bya w jego twórczości niezwykła emocjonalność. To właśnie w nim rozpoznawałem siebie, a on rozpoznawał siebie we mnie.


Muzyka brazylijska dawniej i dziś

Kompozytor zestawia melodie z różnych stron świata i różnych gatunków – od klasyki po muzykę rozrywkową i zdecydowanie dłuższy niż dziś proces twórczy z szybką produkcją cyfrową:

- Dzisiaj na świecie jest niewiele melodii. Jest też niewiele harmonii. Nie ma melodii połączonej z harmonią - wszystko opiera się na dwóch, trzech akordach. Muzyka stała się zbyt łatwa do zrobienia. Naciskasz przycisk i pojawia się perkusja. Potem klawisze…

Myślami wraca do czterokanałowego studia z przedcyfrowej ery, gdy techniczne ograniczenia wpływały na rozwój kreatywności twórców. Verocaiowi zapewne przydało się jego doświadczenie inżynieryjne – zdolność planowania wykorzystał podczas pracy studyjnej i aranżacyjnej.

- W tamtych czasach możliwości nagrywania były bardzo ograniczone, miałem do dyspozycji jedynie studio czterokanałowe. Musiałem więc sam zaplanować całą stronę realizacyjną. W głowie musiałem opracować sposób nagrania, który pozwoliłby uzyskać dobry, wysokiej jakości dźwięk – wspomina. – W tamtym okresie dużo nagrywałem, robiłem wiele aranżacji. Widziałem, z jakimi problemami ludzie mierzyli się podczas nagrań. W wytwórni redukowano liczbę ścieżek, to powodowało utratę jakości. Dlatego zaplanowałem sposób nagrania tak, żeby nie tracić jakości. I dzięki Bogu, chyba mi się udało.

 

W czym syntezator jest gorszy od orkiestry?

Debiutancki solowy album Arthuro Verocaia, wydany w 1972 roku, uważany był za „szalony”, niezrozumiany. Dziś jest dziś klasykiem. Płyta rozpoczyna się utworem „Caboclo” i od razu w nim dzieje się coś niezwykłego – nad sekcją smyczkową pojawia się dźwięk syntezatora, rzadkości w tamtych czasach w Brazylii.

- Ten syntezator nie miał jednak klawiatury. Była to mała skrzynka pełna otworów, wkładało się w nie specjalne wtyczki, a ich odpowiednia kombinacja dawała konkretny efekt. Używałem go właśnie jako źródła efektów dźwiękowych.

Tak skory do eksperymentowania kompozytor stawiał pierwsze kroki w stronę awangardy muzycznej w Brazylii. Dziś, choć nie stroni od nowych technologii, wciąż stawia na żywą muzykę:

- W domu bawię się komputerem. Piszę aranżacje, ale robię to w programie muzycznym. Nie tworzę elektronicznych podkładów ani niczego takiego. Uważam, że to strasznie nudne. Wolę postawić tam muzyków i pozwolić im zagrać tak jak dawniej. Wciąż jestem człowiekiem starej szkoły. Lubię słuchać, jak brzmią prawdziwe skrzypce. Weźmy dwanaścioro skrzypiec, każde grają tę samą nutę. Powstaje całe bogactwo harmonicznych niuansów. Nie istnieją jedna idealnie dokładna nuta, idealna częstotliwość. Każdy instrument jest odrobinę wyżej albo odrobinę niżej. I właśnie to daje bogactwo brzmienia!

Verocai na OFF Festivalu z orkiestrą AUKSO

Rozczarowująca rewolucja

Być może pierwsze autorskie kompozycje Arthura Verocaia przepadłyby na dobre, chwilę po wydaniu. Sam artysta mówi, że po ukazaniu się pierwszej, „rewolucyjnej” płyty, był rozczarowany tym, jak został odebrany jako aranżer.

- Zostałem zapamiętany jako jakiś szalony aranżer. Ludzie z wytwórni nie rozumieli, o co mi chodziło – wskazuje.

Verocai wspomina utwór „Karina”, swobodny, freejazzowy, w którym jeden z muzyków –puzonista Marcial – „właściwie zamienia się w słonia”.

- Myślę, że ludzie z wytwórni przestraszyli się, że mógłbym zrobić coś takiego na płycie jakiegoś wokalisty. Uznali, że kompletnie zwariowałem, skoro nagrałem coś takiego. To była po prostu kwestia niewiedzy, pewnego rodzaju mentalnej głupoty. Nie mieli wystarczającej wrażliwości, żeby zrozumieć, że to była moja płyta – podkreśla Verocai, mówiąc o instytucjonalnym konserwatyzmie i cenie eksperymentu. – A może zazdrościli mi tego, że zrobiłem coś, na co nikt wcześniej nie miał odwagi? Wtedy mnie to zabolało. W pewnym momencie przestałem nawet robić aranżacje, właściwie – przestano mi je zlecać. Stałem się tym „niewłaściwym”.

Minęły dekady i pańska muzyka Athur Verocaia zaczęła żyć nowym życiem. Po fragmenty jego utworów zaczęli sięgać artyści hip-hopowi, wykorzystując je w samplach.

- Sprawiło mi to dużą przyjemność, choć było to zaskoczenie. Ale dzięki temu moja muzyka zyskała szerszą rozpoznawalność! W 2009 roku zaproszono mnie do występu podczas koncertu „Timeless”. Był to hołd, który złożyli mi na festiwalu poświęconym różnym kompozytorom, w związku z tym, że moja muzyka była wcześniej samplowana w Stanach Zjednoczonych. Przyjechałem tam i nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Teatr miał 1200 miejsc i był zapełniony. Kiedy wszedłem na scenę, ludzie zaczęli krzyczeć. Moja muzyka naprawdę im się podobała! Ta płyta była jak śpiący olbrzym. Spał przez wiele, wiele lat, a kiedy wreszcie go odkryto, rzeczywiście stał się olbrzymem.


W audycji słuchaliśmy także całej, rewolucyjnej jak na tamte czasy płyty z 1972 roku - to 29 minut kultowej dziś muzyki! Sięgnęliśmy także do późniejszych dokonań kompozytora oraz innych brazylijskich artystów.

***

Tytuł audycji: Nocna strefa 

Prowadzenie: Magda Tejchma

Data emisji: 18.08.2026 

Godzina emisji: 22.30