W starym dworze Potockich w Łucznicy, wśród skrzypiących krosien i zapachu drewna, Agnieszka Niwińska pielęgnuje tradycję tkackie, przekazując wiedzę zainteresowanym praca przy krosnach. W Akademii Łucznica, założonej pod Warszawą ponad 20 lat temu każdy może wkroczyć na artystyczną drogę, ucząc się m.in. ceramiki, plecionkarstwa, sitodruku czy właśnie tkactwa.
Jednak Akademia to nie jedyne miejsce, w którym Agnieszka zasiada przy warsztacie tkackim. Pasję przejęła z domu – od babci Oli, z którą wykonała swoją pierwszą tkaninę:
- Babcia siadała i tkała, przygotowane były różne kolory przędzy. Pokazywała mi, jak komponować, jak zostawiać te kolory, żeby powstał pewien wzór. To była nasza pierwsza wspólna praca – wspomina Niwińska.
Jej najcenniejsze pamiątki mieszczą się w skrzyni posagowej po prababci Stefanii. kryją się w niej prawdziwe skarby: korale, krzyżyki, tiulowy haftowany czepek. „Są też spódnice jednobarwne i w pasy, zapaski w makowej czerwieni. To wszystko pokazuje kunszt dawnych tkaczek” – mówi z dumą artystka.
Niwińska łączy tradycję z autorską twórczością, odtwarzając dawne wzory, ale i tworząc nowe.
- Im więcej wykonuję tych rzeczy, tym bardziej mam potrzebę wytkać coś tak, jak ja czuję. Zmieniam tradycyjne wzory, dobieram własne kolory. Każdy taki pasiak czy kraciak to dla mnie małe dzieło sztuki – podkreśla.
Wykonuje też zamówienia na użytkowe tkaniny, np. na stroje ludowe. Jak podkreśla, takie materiały muszą być mocno ubite, żeby się nie pruły, to nieco inna, niż artystyczna, praca.
Dzięki niej mazowieckie tkaniny wciąż powstają, zachwycając swoją historią i ręcznym kunsztem.
Agnieszka Niwińska przy wrzecionie
Mazowieckie stroje ludowe to dla Agnieszki Niwińskiej zapis lokalnej historii. W jej zbiorach dominują pasiaki, kraciaki, zapaski i kilimy, tkane z wełny lub lnu.
- Charakterystyczne kolory dla Kołbielszczyzny to makowa czerwień w tle, do tego czarne, granatowe, modre i odcienie fioletu. Zmienianie barw w trakcie tkania wymaga ogromu pracy. To godziny spędzone przy krośnie, żeby uzyskać taki efekt! – tłumaczy tkaczka.
Szczególną rolę pełniły zapaski – fartuszki do pasa, często w tej samej długości co spódnica.
- U nas na Kołbielszczyźnie makowa czerwień była obowiązkowa. Drobne prążki pokazywały kunszt tkaczki, a takie wełniane stroje zakładano od święta. Na co dzień noszono lny, prostsze, ale równie starannie wykonane – dodaje Niwińska.
***
Tytuł audycji: Źródła
Prowadziła: Justyna Piernik
Data emisji: 8.08.2025
Godzina emisji: 12.00
mg