Mazowiecka perła. Danuta Król

Ostatnia aktualizacja: 19.01.2026 13:00
Wraz z Justyną Piernik odkrywamy skarb, ukryty przez dekady tuż koło stolicy! To historia śpiewaczki, która przez lata żyje tuż obok stolicy, pozostając poza głównym nurtem opowieści.
Danuta Król
Danuta KrólFoto: Muzyka Zakorzeniona / Piotr Baczewski

>>> Posłuchaj audycji Źródła 

Danuta Król z Podrudzia koło Mińska Mazowieckiego to 90-letnia śpiewaczka, tkaczka, gawędziarka. Nie uczestniczyła w żadnych festiwalach, zespołach, konkursach, a w swojej pamięci zachowała po kilkadziesiąt zwrotek ballad czy pieśni weselnych, przyśpiewek, w zeszytach - dziesiątki pieśni nabożnych, a w szafie - setki pasiaków i zapasek, tkanych własnoręcznie.

Pasiaki i inne tkaniny z Mazowsza

- Kapa, poduszki haftowane. To ja robiłam. Pod spodem jest pierzyna. Z gęsich piórów dartych. I jest wsypa czerwona. Tera to już by nie zrobił, bo już człowiek… no, może jeszcze by tam zrobił, jakby do pomocy ktoś taki był drugi. A tych nakrywek 9narzut – przyp. red.) to całą szafę mam. Wnuki nie chcą, mówią „niech babcia trzyma, póki żyje, bo tu przynajmniej móle nie zjedzą”. Jak to robię? A! To zaraz Pani pokażę! O, tu, cała jest mydlarnia. A najlepsze, to, wie Pani, jest bagno z lasu. Bagno z lasu. Tylko dopiero jak zakwitnie. Bo takie, to nie ma tego swojego zapachu.

To się robiło we dwa cepy (krosna z dwoma pedałami). Ale to trzeba było uważać, bo jak się pani pomyliło, to nie wyszło to kółeczko. To, wie Pani, starodawne nakrywki. Dawniej jak kobieta zamężna, to musiała mieć ze dwa takie pasiaki. Jak dziecko było, to odziewało się z nim. I się tak chodziło z nim, bo kto to dawniej o wózkach myślał. Zaraz Pani pokażę…

Wesela, pogrzeby zapisane w śpiewie

Mój ojciec był śpiewak. Jak gdzieś poszedł, to pierwsza jego piosenka taka była: ale se koledzy zaśpiewajmy, albo se koledzy wypijmy po kubku. Jak się zebrało zboże, to zrobili sobie potańcówkę, jedna upiekła placka, druga chleba, kapusty gotowała, koguta zabiła, rosołu. Muzykanta se tam zgodzili i potańcowali. A jak na weseleśmy gdzieś poszli, to ojciec śpiewał, bo taka była tradycja. Do tańca i do różańca, takie my były!

Po pogrzebach, to Pani! Gdzie diabłu nie trafił, to ja tam poleciałam! Pogrzeby były w dawnych czasach tak: umierało się w domu, jeden wieczór albo dwa, a jak mój mąż, to trzy wieczory stał i wszystkie trzy wieczory ludzie schodzili się śpiewać. Trumnę stawiali na krzesełkach i pasiak przybijali na ścianie, żeby było ładniej. Mógł być kolorowy. Śpiewało się do jedenastej, wpół do dwunastej. Zawsze mężczyzny głos był potrzebny.

Kolędowanie na mazowieckiej wsi

Byli kolędnicy diabeł i Herod, i śmierć, każdy wiedział. Z roku na rok się przeinaczało, raz byłaś Herodem, raz śmiercią. Śpiewało się kolędy: Gdzie się Chrystus rodzi, Hej do szopy, Lulajże Jezuniu. Dawali placek, kiełbasę, salceson, czasem pieniądze. Na dyngus dawali jajka, ser, masło i pieniądze, a później to się tańcowało całą noc. Wszystko było takie przejęte, bo się śpiewało i chodziło, żeby bóg dał.


Pani Danuta Król nieraz była śpiewaczką weselną, pogrzebową, kolędowała na Nowy Rok i Wielkanoc. O tym, że warto ją odwiedzić wójt poinformował Fundację Muzyka Zakorzeniona, a Fundacja naszą redakcję.

Jeśli i w Państwa okolicy znajdują się ciekawi, a nieznani muzykanci, rękodzielnicy, śpiewaczki, których moglibyśmy odwiedzić - prosimy o kontakt z redakcją: rckl@polskieradio.pl


***

Tytuł audycji: Źródła 

Prowadzi: Justyna Piernik

Data emisji: 19.01.2026

Godzina emisji 12.00


mg