Raport Białoruś

Polska będzie mogła otwierać centra wizowe na Białorusi

24.10.2014 19:58
Polska otrzymała na piśmie zgodę na centra wizowe. Toczą się rozmowy, które mają doprowadzić do zawarcia umowy oświatowej - o tym poinformował po wizycie w Mińsku wiceminister spraw zagranicznych Tomasz Orłowski.
Tomasz Orłowski, wiceminister spraw zagranicznych ds. współpracy rozwojowej, Polonii i polityki wschodniej odwiedził w piątek 24 września uroczysko Kuropaty pod Mińskiem, gdzie spoczywają tysiące ofiar stalinowskich zbrodni
Tomasz Orłowski, wiceminister spraw zagranicznych ds. współpracy rozwojowej, Polonii i polityki wschodniej odwiedził w piątek 24 września uroczysko Kuropaty pod Mińskiem, gdzie spoczywają tysiące ofiar stalinowskich zbrodniFoto: Włodzimierz Pac, Polskie Radio
Posłuchaj
00'55 Relacja Włodzimierza Paca z Mińska (IAR): Polska będzie mogła utworzyć centra wizowe na Białorusi; toczą się rozmowy, które mają doprowadzić do podpisania umowy oświatowej

Władze Białorusi zgodziły się na otwarcie polskich centrów wizowych - poinformował w piątek wiceminister spraw zagranicznych RP Tomasz Orłowski po rozmowach z szefem i wiceszefową białoruskiej dyplomacji, Uładzimirem Makiejem i Jeleną Kupczyną.
Otrzymałem od wiceminister Jeleny Kupczynej formalną pisemną zgodę władz Białorusi na tworzenie centrów wizowych. To będzie zależało od władz polskich, gdzie, kiedy i jak stworzymy - powiedział wiceminister spraw zagranicznych Tomasz Orłowski.

Centra wizowe są prowadzone przez firmę zewnętrzną i umożliwiają zainteresowanym złożenie wniosku wizowego oraz odebranie paszportu w miejscu zamieszkania lub w bliższej odległości d niego, bez potrzeby osobistego stawienia się w polskim urzędzie konsularnym.

Orłowski podkreślił, że tworzenie podobnych centrów to proces, który dopiero się rozpoczyna. Trzeba będzie m.in. wyłonić w drodze konkursu firmy, które podejmą się przyjmowania wniosków wizowych.

Według niego taka procedura sprawdziła się zarówno na Ukrainie, jak i w Rosji. - Wiemy, że to pozwala na dużo sprawniejsze wydawanie wiz. Wiemy, że tutaj na Białorusi taki system wydawania wiz już wprowadziła Wielka Brytania - dodał. Podkreślił, że polskie konsulaty na Białorusi wydają obecnie połowę wszystkich wiz Schengen wydawanych przez państwa UE.

Planowana jest umowa oświatowa

Jednocześnie wiceminister Orłowski poinformował, że w trakcie rozmów z Jeleną Kupczyną - wiceminister spraw zagranicznych Białorusi usłyszał zapewnienie, że nie ma zagrożeń dla języka polskiego w związku z planami reformy oświatowej na Białorusi, które niepokoją miejscowych Polaków. - Jesteśmy w trakcie rozmów, które będą skutkowały zawarciem umowy oświatowej między Polską i Białorusią - zaznaczył Tomasz Orłowski.

Propozycje zmian w kodeksie oświatowym Białorusi niepokoją miejscowych Polaków, gdyż ich zdaniem mogą spowodować, iż spadnie liczba uczniów w dwóch istniejących na Białorusi szkołach z polskim językiem nauczania: w Grodnie i Wołkowysku.

Z projektu nowelizacji kodeksu wynika, iż resort chce, by w szkołach mniejszości narodowych nauczanie przedmiotów: historia Białorusi, historia powszechna, wiedza o społeczeństwie, geografia oraz człowiek i świat odbywało się w jednym z języków państwowych Białorusi, czyli po białorusku lub rosyjsku. Listę przedmiotów, których nauczanie powinno odbywać się w języku państwowym, można by poszerzyć "zgodnie z życzeniem uczniów i ich przedstawicieli prawnych decyzją miejscowego organu wykonawczego i regulacyjnego".
Oprócz tego projekt zakłada zdawanie egzaminów końcowych w którymś z języków państwowych. Ponieważ jednym z obowiązkowych przedmiotów na tych egzaminach jest matematyka, Polacy obawiają, że zmiany w kodeksie skłonią rodziców do występowania o nauczanie tego przedmiotu w języku państwowym zamiast - jak dotychczas - po polsku.
- Kupczyna powiedziała, że nie widzi żadnych zagrożeń dla języka polskiego, że wszystko zostanie przez nią sprawdzone - powiedział Orłowski. Dodał, że prowadzone są rozmowy w sprawie zawarcia umowy oświatowej między Polską a Białorusią.

Rozmowa z Makiejem

Orłowski poinformował, że w trakcie rozmów z ministrem Makiejem dokonano "zasadniczego przeglądu stosunków dwustronnych".

Wśród poruszanych tematów była dwustronna współpraca gospodarcza i możliwości jej zwiększenia. Makiej - jak podkreślił Orłowski - przywołał wypowiedź polskiego ministra rolnictwa Marka Sawickiego, że obecnie większe możliwości przerobu polskiego przemysłu spożywczego są w Kazachstanie niż na Białorusi. - Makiej powiedział, że rzeczywiście musimy coś z tym zrobić, że tak nie powinno być - relacjonował Orłowski.

Podczas spotkania z Makiejem tematem rozmów była też polsko-białoruska debata o przeszłości, która - jeśli uda się przejść etap dyskusji - mogłaby doprowadzić do konkretnych działań, takich jak budowa polskiego cmentarza wojennego czy prace nad podręcznikiem historii.
Po rozmowach z polskim gościem białoruskie MSZ wydało dwa krótkie komunikaty, w których powiadomiło, że na spotkaniu z Makiejem omawiano "bieżące kwestie stosunków dwustronnych między Białorusią i Polską, problematykę współdziałania na linii Białoruś-UE, a także inne tematy będące przedmiotem wzajemnego zainteresowania", a na spotkaniu z Kuczyną "szeroki krąg tematów współpracy białorusko-polskiej w całej sferze stosunków dwustronnych oraz perspektyw jej dalszego rozwoju".

PAP/IAR/agkm

Informacje o Białorusi: Raport Białoruś, serwis portalu PolskieRadio.pl

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

”Władze Białorusi i Rosji chcą zmusić ludzi do milczenia”

20.10.2014 23:59
System jest podobny w Rosji, na Białorusi – chodzi o to, by zamknąć ludziom usta i potem pokazywać ich milczenie na Zachodzie jako dowód zgody z polityką władz. A osiągnąć to można tylko poprzez represje. Dlatego tak bardzo nęka się nas wszystkich, którzy otwarcie wyrażamy nasz sprzeciw – mówi portalowi PolskieRadio.pl Jurij Rubcow, białoruski działacz opozycyjny. Podkreśla, że Białorusinom można pomóc poprzez rozpowszechnianie informacji o represjach.
Jurij Rubcow w sądzie na jednym z procesów. W drugim rzędzie m.in. białoruscy działacze i obrońcy praw człowieka
Jurij Rubcow w sądzie na jednym z procesów. W drugim rzędzie m.in. białoruscy działacze i obrońcy praw człowiekaFoto: Jurij Rubcow/profil na Facebooku
Obejrzyj
Jurij Rubcow: zakazane są krytyczne ulotki, gazety; postanowiłem wyrazić swoje zdanie na T-shircie
Jurij Rubcow: koszulki zabrano i nie oddano
Jurij Rubcow: będę bronił swoich praw w instytucjach międzynarodowych
Leanid Sudalenka obrońcy praw człowieka na Białorusi mają ograniczone możliwości
Jurij Rubcow: władza nie pójdzie na ustępstwa
Jurij Rubcow: jak można pomóc Białorusinom (nagranie z połowy października 2014 roku)
Jurij Rubcow: chciałem wyrazić swoje zdanie
Leanid Sudalenka: Rubcow rzucił wyzwanie władzy
Leanid Sudalenka: nie wierzymy w skuteczność apelacji

- Na Białorusi zabronione są gazety krytyczne wobec władzy. Zakazane są ulotki, jeśli je wywieszamy, wsadzają nas do wiezienia za to, że szpecimy miasta i ulice. Postanowiłem zatem napisać ”Łukaszenko, odejdź" na swojej koszulce, która należy tylko do mnie. Jednak władza nie może pozostawić bez kary takiego przypadku – mówi portalowi PolskieRadio.pl działacz z Homla Jurij Rubcow.  Jak wyjaśnia, postanowił zamówił koszulkę z takim nadrukiem jeszcze w 2011 roku, podczas fali milczących protestów na Białorusi. Wtedy wiele osób wyrażało sprzeciw wobec władz, było to związane m.in. z dewaluacją rubla białoruskiego i złą sytuacją gospodarczą.

Jurij Rubcow w związku ze swoim T-shirtem  z napisem ”Łukaszenko, odejdź” zatrzymywany był szereg razy. W kwietniu i w maju spędził w areszcie w około 30 dni, wcześniej za kraty trafił w listopadzie ubiegłego roku.  Dwa razy zabrano mu T-shirt – ale kupował nowy. W październiku sąd skazał go na 2,5 roku otwartej kolonii karnej – za to, że rzekomo obraził sędziego na ostatniej rozprawie. Na mocy amnestii ten wyrok zostałby skrócony do 1,5 roku.

”Władza zmusza nas do życia nie według prawa, a niepisanych prawideł”

Jurij Rubcow mówi, że istotą białoruskich problemów jest brak zmiany na stanowisku władzy. To oznacza, że nie przestrzega się prawa, gdyż służy ono tylko rządzącym. Część praw pozostaje na papierze, bo są niewygodne dla władz... – Zmuszają nas do życia nie według prawa, ale według niepisanych prawideł – podkreśla.  Działacz dodaje, że to w konsekwencji prowadzi do załamania gospodarczego, gdyż zagraniczni przedsiębiorcy dobrze rozumieją, że w takim państwie, gdzie prawo w praktyce nie obowiązuje, ryzyko inwestycji jest zbyt duże. I dlatego właśnie postanowił wzywać do odejścia Aleksandra Łukaszenki.

”Władza nie pójdzie na ustępstwa”

Aktywista będzie odwoływał się od wyroku sądu, ale nie wierzy, że coś to zmieni. Zrobi to głównie po to, by potem móc bronić się w instytucjach międzynarodowych. Jak podkreśla, sytuacja na Białorusi nie ulegnie zmianie, bo rządzącym autorytarnym państwem chodzi o to, by zamknąć ludziom usta.

- Jaka by nie była sytuacja międzynarodowa,  władza nie pójdzie na ustępstwa – ona chce zmusić ludzi do milczenia. Chodzi o to, by potem pokazywać to milczenie na Zachodzie jako dowód na rzekomą zgodę z działaniami władz. Ten system jest podobny w Rosji, na Białorusi, w innych krajach. A do milczenia przymusić można tylko poprzez represje.  Dlatego tak bardzo władza nęka wszystkich nas, którzy otwarcie pokazujemy nasz sprzeciw wobec polityki władz.  Prószę spojrzeć, jak wiele osób zamyka się na Białorusi w aresztach. Za co? O wielu z nich wiemy, a przecież o tylu osobach nic nie wiadomo – zauważa.

Oprócz bezzasadnych, prewencyjnych zatrzymań, na Białorusi istnieje jest też praktyka składania wygodnych dla sądu zeznań przez milicjantów. Ich świadectwa są czasem sprzeczne, ale sąd z reguły daje im wiarę. Zazwyczaj, w przypadku prewencyjnych aresztów, trwających od kilku do kilkudziesięciu dni, oskarża się niewygodne dla władz osoby o drobne chuligaństwo lub przeklinanie. Dowody ze strony obrony są odrzucane – tak było m.in. w przypadku Jurija Rubcowa, który chciał sądowi przedstawić wideo, które obalało wersję oskarżenia m.in. w sprawie miejsca zatrzymania. Sąd jednak odrzucił ten wniosek.

Jurij Rubcow mówi, że trudno na Białorusi mówić o władzy sądowniczej, orzeczenia sądów zależą od decyzji władz. Są falsyfikacje protokołów sądowych, na procesach nie ma zapisów audio, etc.

Działacz wspomniał też o kontraktowym systemie pracy na Białorusi, który ułatwia wywieranie nacisku m.in. na osoby niewygodne politycznie. - Kontrakty tym różnią się od umów na Zachodzie, że po ich zakończeniu można ich nie przedłużać bez wskazywania przyczyn. Uważam, że nie można zwalniać ludzi bez powodu, płacić ich nędznych groszy, zmuszać do pracy ponad siły – powiedział działacz.

Jurij Rubcow mówi, że reakcje Białorusinów na napis na T-shircie w większości były pozytywne. - W tej koszulce chodziłem sobie po mieście. Nikt nie miał pretensji.  Przez ten czas z 5-6 osób stwierdziło, że T-shirt im się nie podoba, a jeden mężczyzna próbował mnie skłonić, żebym ją zdjął. Większości podkoszulek się podobał.  Ludzie się uśmiechali, widać było przyjazne gesty, trąbili klaksonami. Większa część ludzi na Białorusi rozumie, że wina za brak rozwoju gospodarczego kraju spoczywa na Łukaszence.  Chodzi głównie o brak zmian na stanowisku w państwie – powiedział.

Leanid Sudalenka: władza nie zostawi bez kary ludzi, którzy rzucili jej wyzwanie
Leanid Sudalenka, białoruski obrońca praw człowieka z Homla pomaga Jurijowi Rubcowowi w jego nierównej walce z białoruskimi władzami. Jak mówi, decyzję o zatrzymaniu w kwietniu, w związku z koszulką, zaskarżono do komitetu ONZ ds. praw człowieka.
- Jako obrońca praw człowieka uważam, że państwo gnębi Rubcowa za to, że wypowiada swoje zdanie.  Napis na koszulce dotyczy szefa państwa. Gdyby napisał "kocham Łukaszenkę", myślę, że by go nie prześladowano – mówi. Dodał, że to jeden z przykładów, gdy prawo karne wykorzystuje się w przypadku osób, które otwarcie wyrażają niewygodne dla władz poglądy.

Leanid Sudalenka nie wierzy w skuteczność apelacji. -  Jeśliby nie chcieli orzekać kary, nie zaczynaliby tej sprawy. Przecież sąd rejonowy nie zaczynał tego procesu z własnej inicjatywy. Władza z jednej strony stara się stworzyć wrażenie, że prowadzi dialog z instytucjami zachodnimi,  a z drugiej strony przed wyborami prezydenckimi nie pozostawi bez kary osób, które rzucają jej wyzwanie. A Rubcow, w istocie, rzucił władzy wyzwanie. Władza będzie karać takie przypadki bardzo ostro. W innym przypadku długo by się nie utrzymała – jeśli nie karałaby aktywistów tak, jak pana Rubcowa – podkreślił.

Pytany, co mogą zrobić obrońcy praw człowieka na Białorusi, działacz tłumaczy, że możliwości są bardzo ograniczone. - Bronimy tych, którzy się do nas zwracają. Niestety, obrona takich osób w ramach krajowego systemu sadowniczego jest bardzo trudna, praktycznie niemożliwa. Jedynym wyjściem jest zwrócenie się ze skargą indywidualną do komitetu ONZ ds. praw człowieka. To też aktywnie robimy. Na każdej sesji komitet ONZ przyjmuje decyzje ws. Białorusi, także w odniesieniu do obwodu homelskiego, o naruszenia praw rożnych obywateli Białorusi (…) Bardzo chcielibyśmy, żeby obrońcy praw człowieka mogli zwracać się do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Nie mamy takiej możliwości. Tam są bardziej efektywne mechanizmy niż w komitecie ONZ w Genewie – wyjaśnia.

Leanid Sudalenka wytłumaczył, jaka kara grozi Jurijowi Rubcowowi. Sąd rejonowy skazał go na tzw. chemię – to oznacza więzienie w systemie półotwartym, to jest np. w określonych godzinach trzeba stawiać się w specjalnym internacie. O 6 rano trzeba wyjść do pracy, o 18 trzeba wrócić. Jeśli ktoś nie znajdzie pracy, wtedy przez cały czas musi przebywać w internacie.

Jak można pomóc społeczeństwu demokratycznemu na Białorusi? ”Trzeba krzyczeć, o tym co się tu dzieje”
Jurij Rubcow apeluje, by mówić i pisać jak najwięcej o naruszeniach praw człowieka na Białorusi – to jeden z najskuteczniejszych sposobów wsparcia nękanego represjami społeczeństwa demokratycznego w tym kraju.

- Można pomóc poprzez rozpowszechnienie informacji o sytuacji i  o więźniach politycznych na Białorusi. Niektórzy to robią - jednak to bardzo słaby ruch. Na Zachodzie niewiele wiadomo o aresztowanych. Choćby  niedawno, część kibiców z Ukrainy zatrzymano, innych wywieziono za miasto i pobito. O tym trzeba krzyczeć, jak najczęściej o tym wspominać!  Innego sposobu wywierania presji nie widzę. Trudno mi wzywać Zachód do wprowadzenia sankcji wobec Białorusi, bo najostrzejsze sankcje gospodarcze przeciwko Białorusinom stosuje sam Łukaszenka i gorszych być już nie może – powiedział białoruski działacz.

Z Jurijem Rubcowem i Leanidem Sudalenką rozmawiała Agnieszka Kamińska, PolskieRadio.pl

Informacje o Białorusi: Raport Białoruś

Czytaj także

Polacy na Białorusi wysłali do rządu petycję w sprawie języka polskiego

18.10.2014 18:26
Nieuznawany przez władze w Mińsku Związek Polaków na Białorusi wysłał do ministra edukacji Siarhieja Maskiewicza ponad 1200 podpisów pod protestem przeciwko nowelizacji kodeksu "O Edukacji" - podał ZPB na swoim portalu.
Polacy w kolejce do podpisania petycji
Polacy w kolejce do podpisania petycji Foto: znadniemna.pl
Posłuchaj
00'56 Relacja Włodzimierza Paca z Mińska (IAR): Polacy boją się, że ze szkół praktycznie zniknie język polski

ZPB uważa, że nowelizacja w proponowanym przez białoruskie ministerstwo kształcie może zagrozić dwóm działającym na Białorusi szkołom z polskim językiem nauczania - w Grodnie i w Wołkowysku.

Nam chodzi o to, aby z tego projektu nie wynikło, że w szkole polskiej pozostanie tylko język polski i literatura polska - mówił Jaśkiewicz. Sygnatariusze protestu obawiają się, że w szkołach polskich w Grodnie i Wołkowysku dojdzie do zmiany języka wykładowego z polskiego na rosyjski bądź białoruski w przypadku szeregu przedmiotów humanistycznych

Z projektu nowelizacji kodeksu wynika, iż resort chce, by w szkołach mniejszości narodowych nauczanie przedmiotów: historia Białorusi, historia powszechna, wiedza o społeczeństwie, geografia oraz człowiek i świat odbywało się w jednym z języków państwowych Białorusi, czyli po białorusku lub rosyjsku. Listę przedmiotów, których nauczanie powinno odbywać się w języku państwowym, można by poszerzyć "zgodnie z życzeniem uczniów i ich przedstawicieli prawnych decyzją miejscowego organu wykonawczego i regulacyjnego".

Oprócz tego projekt zakłada zdawanie egzaminów końcowych w którymś z języków państwowych. Ponieważ jednym z obowiązkowych przedmiotów na tych egzaminach jest matematyka, Polacy obawiają, że zmiany w kodeksie skłonią rodziców do występowania o nauczanie tego przedmiotu w języku państwowym zamiast - jak dotychczas - po polsku.

- Nam chodzi o to, żeby z tego projektu nie wynikło tak, że w polskiej szkole zostanie tylko język polski i literatura (po polsku) - powiedział prezes ZPB Mieczysław Jaśkiewicz.

Dodał, że podpisy były zbierane w całej Białorusi, tam, gdzie są oddziały Związku Polaków.

W liście do ministra napisano m.in.: "Uważamy, że zmiany proponowane do Kodeksu Republiki Białoruś O edukacji łamią nasze prawa jako przedstawicieli polskiej mniejszości narodowej, zagwarantowane przez Konstytucję Republiki Białoruś oraz międzynarodowe akty prawne, których sygnatariuszem jest Republika Białoruś".

Polacy proszą o wycofanie z projektu nowelizacji zapisów, które - jak podkreślają - łamią ich prawa, i apelują, aby w przyszłości białoruski resort edukacji konsultował z mieszkającymi na Białorusi Polakami zmiany ustawodawcze dotyczące ich interesów.

ZPB podkreśla, że wysłanych 1200 podpisów to dopiero pierwsza partia, i zapowiada, że minister dostanie ich więcej, gdyż zbiórka nadal trwa.

W szkołach z polskim językiem nauczania uczy się na Białorusi około 750 dzieci.

Tymczasem Iryna Karżowa z białoruskiego Ministerstwa Edukacji w czasie niedawnego Forum Oświaty Polskiej w Mińsku mówiła, że uczniowie szkół polskich powinni być przygotowani do życia na Białorusi. Zaznaczyła, że podczas tworzenia projektu nowelizacji ustawy oświatowej jej autorzy korzystali z doświadczeń Litwy w sprawach dotyczących edukacji mniejszości narodowych.

PAP/IAR/agkm

Informacje o Białorusi: Raport Białoruś, serwis portalu PolskieRadio.pl

Prezes
Prezes ZPB Mieczysław Jaśkiewicz, Włodzimierz Pac, Polskie Radio


Czytaj także

Białoruś: teraz czekamy na ruch Brukseli w sprawie ułatwień wizowych

21.10.2014 12:03
W sprawie uproszczenia polityki wizowej z Białorusią piłka jest do stronie UE - oświadczyła wiceminister spraw zagranicznych Białorusi Jelena Kupczyna w telewizji Biełaruś 1.
Białoruś: teraz czekamy na ruch Brukseli w sprawie ułatwień wizowych
Foto: Europarliament Audiovisual Unit

Według Kupczyny MIńsk przedstawił propozycje i nie dostał odpowiedzi od czerwca. - Piłka jest po stronie europejskiej. Mamy wielką nadzieję, że w najbliższym czasie dojdzie do kolejnej rundy konsultacji na ten rzeczywiście bardzo ważny dla białoruskiego społeczeństwa temat - oznajmiła Kupczyna.

Białoruś i Unia Europejska rozpoczęły negocjacje w sprawie porozumień o ułatwieniach wizowych i readmisji pod koniec stycznia. Mają się one skoncentrować na uproszczeniu procedur wydawania wiz krótkoterminowych oraz readmisji nielegalnych imigrantów. Prace nad porozumieniami będą toczyć się osobno, ale umowy muszą wejść w życie równocześnie.

Białoruś zamknęła czasowo piesze przejścia z UE, w tym z Polską, od 1 października >>>

W czerwcu odbyła się kolejna runda konsultacji na ten temat w Mińsku. W tym samym miesiącu minister spraw zagranicznych Białorusi Uładzimir Makiej nie wykluczył podpisania porozumienia o ułatwieniach wizowych z UE podczas szczytu Partnerstwa Wschodniego w Rydze w 2015 r.

- Przedstawiliśmy szereg bardzo konstruktywnych i ciekawych naszym zdaniem propozycji, które wychodzą od interesów naszych obywateli. Dodam, że mieszczą się one całkowicie w nurcie zmian, które zachodzą w polityce wizowej państw Unii Europejskiej. Ale od czerwca do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi od strony europejskiej - powiedziała Kupczyna.

Dodała, że Białoruś jest zdecydowanie przeciwna sankcjom wizowym wobec swoich obywateli. - Zdajemy sobie sprawę, że sankcje te są obecnie główną przeszkodą w naszych stosunkach z Unią Europejską. Gdyby nam się udało je usunąć, to jestem przekonana, że nasza współpraca z UE i jej poszczególnymi państwami członkowskimi osiągnęłaby nowy jakościowo poziom - zaznaczyła. Dodała, że obserwuje, iż świadomość tego faktu rośnie zarówno w społeczeństwach państw unijnych, jak i w ich kręgach politycznych.

Czytaj także: Białoruś nie chce wprowadzić małego ruchu granicznego >>>

Wiceminister podkreśliła też, że w ostatnim czasie kilkakrotnie zwiększyła się wymiana handlowo-gospodarcza Białorusi z państwami UE i dotyczy to przede wszystkim Łotwy, Litwy oraz Polski. Zaznaczyła jednak, że Białoruś chce być przy tym "bardzo poprawna i przejrzysta w wypełnianiu swoich zobowiązań wobec Federacji Rosyjskiej".

W styczniu 2011 r. UE wznowiła sankcje wizowe wobec ponad 150 przedstawicieli reżimu Białorusi, w tym Aleksandra Łukaszenki i jego dwóch synów, oraz zamroziła ich aktywa. Sankcje stanowiły odpowiedź na represje po wyborach prezydenckich w tym kraju w grudniu 2010 r. Później listę poszerzano i obecnie obejmuje ona 25 firm oraz ponad 200 osób.

PAP/agkm

Informacje o Białorusi: Raport Białoruś

Czytaj także

Białoruś: przewoźnicy odczuli skutki rosyjskiego embarga

22.10.2014 22:01
Wśród białoruskich przewoźników występuje napięcie spowodowane wprowadzeniem przez Rosję embarga na produkty rolno-spożywcze z UE - oświadczył przedstawiciel białoruskiego Ministerstwa Transportu Siarhiej Dubina.
Białoruś: przewoźnicy odczuli skutki rosyjskiego embarga
Foto: sxc.hu/cc

WOJNA NA UKRAINIE - serwis specjalny >>>

- Występuje napięcie spowodowane wprowadzeniem przez Rosję sankcji wobec towarów z Unii Europejskiej. Jest wyczuwalne nie tylko wśród naszych przewoźników, ale i firm z UE i Rosji. U nas zwolniło się dość dużo samochodów-chłodni, które wcześniej jeździły w kierunku UE i Rosji - powiedział Dubina na konferencji prasowej w Mińsku.

Według niego statystyka ministerstwa wykazuje, że ilość przewożonego przez Białoruś towaru w tonach jest taka sama jak w zeszłym roku, ale "to zjawisko negatywne, bo z roku na rok wzrost tranzytu wynosił 10 i więcej procent i dzięki temu przewoźnicy mogli się rozwijać".

Pojawienie się wolnych środków transportu na rynku europejskim spowodowało też, że zaczęły spadać stawki. - Po wprowadzeniu przez Rosję sankcji stawki za przewóz ładunków spadły mniej więcej o 10-15 proc. - zaznaczył.

Rynek zamarł

Dubina powiedział, że "rynek zamarł obecnie w oczekiwaniu", przewoźnicy szukają pracy i problem ten był omawiany zarówno dwustronnie z Rosją, jak i w komisjach mieszanych z udziałem innych państw.

- Szukamy ładunków z innych państw. O ile wcześniej ładunki były przewożone głównie z Niemiec i Francji do Rosji, to teraz przerzucamy siły na takie państwa, jak Grecja, Węgry i Czechy. Przy tym wozimy nie tylko do Rosji, ale i tranzytem przez Federację Rosyjską do Mongolii, Uzbekistanu, Tadżykistanu - powiedział.

Dodał, że tym przewoźnikom, którzy specjalizowali się tylko w transporcie towaru jednego rodzaju, będzie trudno. - Nasze zadanie polega teraz na tym, by utrzymać rynek na ubiegłorocznym poziomie, nie dać branży zbankrutować i zmienić kierunek działania. Bo sankcje nie są wieczne i jeśli z tego rynku odejdziemy, to później zajmą go przewoźnicy z innych państw - dodał.

Na początku sierpnia Rosja poinformowała, że wprowadza zakaz importu owoców, warzyw, mięsa, drobiu, ryb, mleka i nabiału z USA, Unii Europejskiej, Australii, Kanady oraz Norwegii. Embargo ma obowiązywać przez rok. To odpowiedź Rosji na sankcje nałożone na nią przez USA oraz UE. Białoruś zadeklarowała w związku z tym, że jest gotowa zwiększyć w tym roku dostawy artykułów żywnościowych do Rosji o 15-50 proc.

PAP/agkm

Informacje o Białorusi: Raport Białoruś, serwis portalu PolskieRadio.pl

 

 

Czytaj także

Homo sovieticus według Aleksijewicz. Sprawca zła i ofiara, z psychiką żołnierza

23.10.2014 11:31
Przez 70 z górą lat w laboratorium marksizmu-leninizmu wyhodowano odrębny gatunek - homo sovieticus. Jedni uważają go za postać tragiczną, inni u nas mówią o nim pogardliwie ”sowek” – pisze białoruska pisarka Swietłana Aleksijewicz w książce "Czasy secondhand - koniec czerwonego człowieka".
Fragment okładki polskiego wydania książki Czasy second hand. Koniec czerwonego człowieka
Fragment okładki polskiego wydania książki "Czasy second hand. Koniec czerwonego człowieka"Foto: Strona internetowa wydawnictwa Czarne

/

"Czasy secondhand" - to nowa książka Swietłany Aleksijewicz, w której białoruska dziennikarka próbuje opisać zjawisko "człowieka sowieckiego" i to, jak znalazł się on w czasach po upadku ZSRR.

"Komunizm miał szalony plan - zmienić starego człowieka, starotestamentowego Adama. I to się udało. Może ta jedna jedyna rzecz mu się udała. Przez 70 z górą lat w laboratorium marksizmu-leninizmu wyhodowano odrębny gatunek - homo sovieticus. Jedni uważają go za postać tragiczną, inni u nas mówią o nim pogardliwie ”sowek”. Wydaje mi się, że znam tego człowieka, że jest mi bliski, że jestem jego sąsiadką, przeżyłam wiele lat tuż koło niego. Ten człowiek to ja" - pisze Aleksijewicz.

Autorka, opisując "sowieckiego człowieka", nie porywa się na przedstawienie mechanizmów historii i polityki, skupia się na przeżyciach jednostek. Materiały do tej książki zbierała przez ponad 20 lat przeprowadzając wywiady z tymi, którzy nie odnaleźli się w czasach po upadku sowieckiego imperium. Udało jej się zebrać ponad 60 opowieści, z których wyłania się obraz ogromnego cierpienia, poświęcenia i manipulacji dokonywanych przez dekady na wszystkich społecznościach i narodowościach znajdujących się we władzy radzieckich komunistów. Nie ma w tym zbiorze opowieści rodzinnej, w której nie pojawiałyby się więzienia i łagry. Aleksijewicz zauważa, jak często w wypowiedziach jej rozmówców pojawiają się słowa "strzelać", "rozstrzelać", "zlikwidować", "wyeliminować", "aresztowanie", "dziesięć lat bez prawa korespondencji".

Co zadziwiające, wszystkie opowieści łączy jeden motyw - rozmówcy Aleksijewicz, choć oni sami i ich rodziny doświadczyły tak wiele zła i cierpienia, nadal wierzą w komunizm, uważają go za ustrój sprawiedliwy i piękną ideę. Tak ich wychowywano od dzieciństwa, a kiedy komunizmu zabrakło, znaleźli się w ideowej próżni, którą odbierają bardzo boleśnie. Kapitalizm jest zaprzeczeniem wartości, w które wierzyli przez całe życie. Rozmówców Aleksijewicz brzydzi pogoń za pieniądzem, rozbuchana konsumpcja, gloryfikacja mieszczańskich wartości. Nie dane im było zresztą zaznać poprawy warunków materialnych po upadku imperium. Przeciwnie, najczęściej żyją jeszcze biedniej niż kiedyś, ale swoją biedę odbierają boleśniej przez porównanie z tymi, którym w nowym systemie się udało. W rozmowach powtarza się opinia, że dawny system, w którym wszyscy mieli bardzo niewiele, był sprawiedliwszy.

Aleksijewicz zauważa, że przez ostatnie dwie dekady społeczeństwa krajów postsowieckich doświadczyły czegoś, czego nie znały od niemal stulecia - ideałem stało się zwyczajne życie. "Czegoś takiego nigdy w Rosji nie było, nie zna tego nawet rosyjska literatura. Właściwie to jesteśmy ludźmi wojny. Albo braliśmy w niej udział, albo się do niej szykowaliśmy. To dlatego mamy psychikę żołnierzy. W czasie pokoju też wszystko odbywało się zgodnie z wojskowym rytuałem. Dudniły werble, powiewał sztandar, serce wyrywało się z piersi. Człowiek nie dostrzegał tego, że jest niewolnikiem, kochał nawet tę swoją niewolę" - pisze dziennikarka.

Po pierestrojce otwarto radzieckie archiwa i wiedza o zbrodniach i ofiarach komunizmu stała się powszechnie dostępna. Miało to być doświadczenie oczyszczające, dano ludziom długo przed nimi ukrywaną prawdę. Z opowieści zebranych przez Aleksijewicz wynika, że niewiele to zmieniło. Wiedza o zbrodniach systemu była powszechna i wcześniej, choć rzadko o tym rozmawiano. Po otwarciu archiwów stało się natomiast jasne, że istniała ogromna rzesza ludzi, którzy byli sprawcami sowieckich represji, a potem ich ofiarami lub odwrotnie. Donosicielstwo było powszechne. Bardzo niewielu może z czystym sumieniem powiedzieć o sobie, że nie przyłożyli ręki do zbrodni minionego systemu. Teraz, jak pisze Aleksijewicz, wszyscy przypisują sobie rolę ofiar.

Jeden z rozmówców Aleksijewicz, wykładowca uniwersytecki zauważa, że w Rosji o ZSRR myśli się z coraz większym sentymentem: "Połowa młodych ludzi między 19. a 30. rokiem życia uważa Stalina za największego polityka. Znowu w modzie jest wszystko, co radzieckie". Na przykład radzieckie kawiarnie o radzieckich nazwach, z radzieckimi daniami w karcie. (...) Odradzają się stare idee: wielkiego imperium, żelaznej ręki, własnej, odrębnej drogi Rosji. Przywrócono hymn radziecki, istnieje Komsomoł, tyle że nazywa się Nasi; jest i partia władzy, kopiująca partię komunistyczną. Prezydent ma absolutną władzę sekretarza generalnego...".

Swietłana Aleksijewicz urodziła się w 1948 r. w Stanisławowie, później z rodziną przeniosła się na Białoruś. Pracowała jako wychowawczyni w internacie, nauczycielka, dziennikarka. Pisze o pomijanej i wypieranej historii Rosji: katastrofie w Czarnobylu, radzieckiej interwencji w Afganistanie, udziale kobiet w drugiej wojnie światowej, wojennych losach dzieci, codziennym życiu po upadku komunizmu. Od kilku lat wymieniana jest wśród kandydatów do literackiego Nobla.

Książka "Czasy secondhand" ukazała się nakładem wydawnictwa Czarne.

PAP/agkm

Informacje o Białorusi: Raport Białoruś

Czytaj także

Białoruś może wprowadzić ruch bezwizowy dla gości Puszczy Białowieskiej

23.10.2014 14:15
Omawiany jest pilotażowy projekt mający na celu organizację bezwizowego przepuszczania turystów na przejściu granicznym Pierarou-Białowieża - poinformował o tym Wadzim Karmazyn z białoruskiego ministerstwa sportu.
Puszcza Białowieska
Puszcza BiałowieskaFoto: Merlin/Wikipedia/CC
Posłuchaj
00'45 Relacja Włodzimierza Paca z Mińska (IAR): Białoruś może wprowadzić ruch bezwizowy dla gości Puszczy Białowieskiej

Białoruś pracuje nad wprowadzeniem ruchu bezwizowego dla turystów, chcących odwiedzać Park Narodowy w białoruskiej części Puszczy Białowieskiej - poinforrmował Wadzim Karmazyn - dyrektor departamentu turystyki Ministerstwa Sportu Białorusi.

Pierarou-Białowieża to malowniczo położone przejście, przeznaczone dla pieszych i rowerzystów. Przedstawiciel białoruskiego Ministerstwa Sportu nie uściślił jednak, od kiedy turyści mogliby jeździć bez wiz do miejscowego parku narodowego.

Wśród atrakcji białoruskiej części Puszczy Białowieskiej jest siedziba Dziadka Mroza, czyli odpowiednika świętego Mikołaja, masowo odwiedzana przez dzieci i dorosłych szczególnie w okresie Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Właśnie wizy hamują większy napływ zagranicznych turystów do białoruskiej części Puszczy Białowieskiej i siedziby Dziadka Mroza.

Czytaj także: Białoruś nie chce wprowadzić małego ruchu granicznego >>>
Wcześniej w czwartek rzecznik białoruskiego MSZ Dźmitry Mironczyk oświadczył, że Białoruś ma nadzieję, iż w najbliższym czasie otrzyma odpowiedź partnerów europejskich w sprawie uproszczenia procedur wizowych. - Mamy nadzieję, że w najbliższym czasie otrzymamy odpowiedź od naszych europejskich partnerów na nasze propozycje, a także że odpowiedź ta będzie pozytywna - oznajmił Mironczyk na briefingu. Podkreślił, że stanowisko Mińska jest takie, iż obywatele Białorusi powinni uzyskać takie same warunki otrzymywania wiz schengeńskich, co obywatele innych państw-uczestników Partnerstwa Wschodniego. - Dyskryminacja w tym względzie jest niedopuszczalna - powiedział.

Białoruś zamknęła czasowo piesze przejścia z UE, w tym z Polską, od 1 października >>
Białoruś i Unia Europejska rozpoczęły negocjacje w sprawie porozumień o ułatwieniach wizowych i readmisji pod koniec stycznia. Mają się one skoncentrować na uproszczeniu procedur wydawania wiz krótkoterminowych oraz readmisji nielegalnych imigrantów. Prace nad porozumieniami będą toczyć się osobno, ale umowy muszą wejść w życie równocześnie.
W czerwcu odbyła się kolejna runda konsultacji na ten temat w Mińsku. W tym samym miesiącu minister spraw zagranicznych Białorusi Uładzimir Makiej nie wykluczył podpisania porozumienia o ułatwieniach wizowych z UE podczas szczytu Partnerstwa Wschodniego w Rydze w 2015 r.
Wiceminister spraw zagranicznych Białorusi Jelena Kupczyna oświadczyła w niedzielę, że strona białoruska przedstawiła "szereg bardzo konstruktywnych i ciekawych naszym zdaniem propozycji, które są zgodne z interesami naszych obywateli", ale od czerwca nie dostała na nie odpowiedzi od strony europejskiej.

PAP/IAR/agkm

Informacje o Białorusi: Raport Białoruś