RCKL

Krwawe dzieje Jawy według Raja Kirik

Ostatnia aktualizacja: 23.06.2020 09:49
Jak znalazł się tutaj album z pogranicza muzyki eksperymentalnej i techno? Powodów jest co najmniej kilka. Jednym z nich jest kryjąca się za muzyką zespołu Raja Kirik tysiącletnia tradycja.
Okładka płyty Rampokan Raja Kirik.
Okładka płyty "Rampokan" Raja Kirik.Foto: mat. pras.

Historia transowego tańca dramatycznego Jaranan sięga 1041 roku. Powstał na Jawie w dobie hinduistyczno-buddyjskiego królestwa Kahuripan. Od początku był on opowieścią o walce, stawianiu oporu, konflikcie między władcami a ciemiężonym ludem. Przez lata zrastając się z lokalnymi tradycjami, przyjmował najróżniejsze formy i dostosowywał się do panującej narracji. W dobie holenderskiej kolonizacji stał się wyrazem walki Jawajczyków z europejskimi przybyszami, a dziś zwraca uwagę na aktualne problemy Indonezji, która nadal mierzy się z różnymi formami kolonializmu.

Tradycja Jaranan stała się głównym wątkiem twórczości pochodzącego z Yogyakarty duetu Raja Kirik, który właśnie opublikował swój najnowszy album pt. „Rampokan”. Jeszcze do niedawna mało kto słyszał o muzykach z hipsterskiej Yogyakarty, ale dziś zespół jest jednym z „najgorętszych” na archipelagu – a świadczyć o tym może chociażby jego obecność w line-upie tegorocznego festiwalu CTM w Berlinie (przy okazji wspomnę, że zespół zdążył zawitać także w Polsce, na lutowym koncercie w Muzeum Azji i Pacyfiku).

Raja Kirik współtworzą kompozytor i konstruktor instrumentów J. Moong Santoso Pribadi oraz DJ i twórca muzyki elektronicznej Yennu Ariendra. Artystów połączyło wspólne pragnienie opowiedzenia zawiłej historii tańca Jaranan oraz krwawych dziejów walki Jawajczyków z kolonizatorami. Sięgając po brzmienia z pogranicza techno, trapu, dangdutu, D.I.Y., muzyki klubowej, eksperymentalnej i tradycyjnej wybrali język do tej pory w tradycji Jaranan niespotykany. Przy okazji udało im się zwrócić uwagę na szereg istotnych problemów – od dawnej i dzisiejszej przemocy, przez panującą w Indonezji niesprawiedliwość społeczną po przejawy współczesnego kolonializmu (a za taki można uznać choćby nadmierną eksploatację indonezyjskich dóbr naturalnych przez międzynarodowe koncerny). Przekaz jest mocny i jednoznaczny. Obywa się bez słów. Głównym medium są tu transowe rytmy tańca, choć pewnych wskazówek dostarczają nam nazwy utworów – np. tytułowy „Rampokan” odnoszący się do nieistniejącego już brutalnego rytuału, w trakcie którego jawajscy „gladiatorzy” stawali do walki z tygrysami.

Słuchanie albumu „Rampokan” to przeżycie intensywne, z pogranicza rave’u i transowego rytuału. Techno spotyka się tu z gamelanem. Trap z dangdutem. W pewnym sensie grupie Raja Kirik blisko tu do innej, popularnej w ostatnim czasie formacji z Indonezji, a więc Gabber Modus Operandi. Jednak to, co wyróżnia muzykę artystów z Yogyakarty, to obecność instrumentów skonstruowanych przez Mo’onga. Brzmienie plastikowych rur, małych amplifikowanych gongów i metalowych prętów przywodzi na myśl instrumentarium rodem z jawajskich ceremonii. Miarowe uderzenia w kompozycji „Rampokan II” zdają się nawiązywać do znanego z gamelanu instrumentu kethuk. Plastikowe rury brzmią nieraz jak piszczałki sarune kale z regionu Aceh. Ale uwaga! Raja Kirik proponuje muzykę nieraz niebezpiecznie przekraczającą granicę dobrego smaku. Szczególnie w momentach, gdy pobrzmiewają echa dangdut koplo – popularnego gatunku, słuchanego przede wszystkim przez niższe warstwy społeczne. Mieszanka „indonezyjskiego disco polo” z techno i skonstruowanymi przez Mo’onga instrumentami na długo zapada w pamięć.

Być może jest to najbardziej ekstrawaganckie ze współczesnych wcieleń Jaranan. Recz, która mogła powstać tylko w kipiącej artystyczną kreatywnością Yogyakarcie. Oto spływająca krwią, brutalna opowieść, skierowana do słuchaczy o mocnych nerwach.

Krzysztof Dziuba, Program 2 Polskiego Radia

Raja Kirik „Rampokan”

Yes No Wave Music, 2020

Ocena: 4/5

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.



Czytaj także

Mizik rasin na nowej orbicie

Ostatnia aktualizacja: 15.06.2020 16:30
Niby nic nowego, przerabialiśmy to już wielokrotnie. Oto przedstawiciele wielowiekowej tradycji “stamtąd” łączą siły z innowatorami “stąd”. Muzycy “tamtejsi” to ośmioosobowy haitański kolektyw Chouk Bwa Libète, “tutejsi” to brukselski duet producencki The Ångströmers.
rozwiń zwiń