Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Śląskie powstaje!

Ostatnia aktualizacja: 24.08.2020 16:00
Zespół Krzikopa przedstawił na swej nowej płycie zamkniętą w kilku tradycyjnych pieśniach intrygującą, choć niewesołą, opowieść o historii i tradycji Śląska. Opowieść w sensie muzycznym brzmiącą atrakcyjnie, nowocześnie i bardzo przekonująco.
Okładka płyty.
Okładka płyty.Foto: mat. promocyjne

"Punktem wyjścia do powstania koncertu i płyty były dla nas pytania, na które do dziś nie sposób jednoznacznie odpowiedzieć. Dlatego oddajemy głos pieśniom - opowieściom z życia zwykłych ludzi" – mówili członkowie zespołu Krzikopa zapowiadając swój ubiegłotygodniowy radiowy występ. Ich najnowsze dzieło to płyta nawiązująca do dziejów Powstań Śląskich, stamtąd czerpiąca nie tylko natchnienie, ale też materiał muzyczny i tekstowy. Tam rodzą się pytania i niepokoje, dramaty i potrzeba przypominania o historii.

Ma bowiem ta grupa swoją artystyczną wizję, ma odwagę, by ją realizować i na koniec umiejętności, by unieść ów zacny pomysł, by nadać nowe życie dawnym pieśniom. Przy tym grupa sięga nie tylko do elektrycznego, ale i elektronicznego instrumentarium, nie tylko do form typowo rockowych, ale i do tzw. nowych brzmień i – jeśli można się tak kolokwialnie wyrazić – wszystko się tu zgadza. 

Pretekstem do napisania o tej płycie mogła być jego premierowa publikacja – już kilka miesięcy temu – w internecie. Mogłaby być oczekiwana przez część sympatyków premiera nośnika fizycznego (CD lub LP), ale nie wiem czy to nastąpi. W pewnym sensie wreszcie pretekstem mogłaby być wspomniana koncertowa prezentacja na falach Polskiego Radia (znakomity występ usłyszeliśmy w minioną środę). Ale tak naprawdę to nie jest muzyka, która potrzebowałaby jakichkolwiek pretekstów, by o niej pisać. To bowiem kawał świetnego grania i śpiewania, mądrze wymyślonego, więcej niż sprawnie wykonanego. Pozostawiającego po sobie znakomite wrażenia i – właśnie –  istotne pytania.

W twórczości Krzikopy szczęśliwie zbiegają się różne nieoczywiste przypadki. Otóż bowiem polska muzyka folkowa nie miała dotąd zbyt wiele szczęścia do wykonawców odwołujących się do rockowej stylistyki, do elektrycznego instrumentarium, z mocno, dynamicznie brzmiącą sekcją rytmiczną. Z kolei piękna śląska tradycja nie znajdowała w ostatnim czasie zbyt wielu mądrych, ciekawych, wartościowych opracowań, nowoczesnych, a jednocześnie sensownych, obdarzonych autorskim piętnem, a jednocześnie pozwalających wybrzmieć temu, co dawne w czystej formie. Nie wspominam tu już o podlanych nurtem disco śląskich szlagierach. Dlatego tak cenna jest każda ambitna próba, zwłaszcza poparta wartościowym efektem. Było trochę takich prób – bardziej i mniej poważnych: ot, choćby dokonania Anny Kiełbusiewicz (solo i z zespołem Ania z Zielonego Wzgórza), była płyta "Hurdu, Hurdu" Adama Olesia, wokół tej tradycji poszukiwały swego pomysłu grupy Fifidroki, Rube Świnie (personalnie powiązana z Krzikopą) – by wymienić tylko niektórych. Ale i na ich tle propozycja Krzikopy zdaje się być czymś wyjątkowym. 

Ma bowiem ta grupa swoją artystyczną wizję, ma odwagę, by ją realizować i na koniec umiejętności, by unieść ów zacny pomysł, by nadać nowe życie dawnym pieśniom. Przy tym grupa sięga nie tylko do elektrycznego, ale i elektronicznego instrumentarium, nie tylko do form typowo rockowych, ale i do tzw. nowych brzmień i – jeśli można się tak kolokwialnie wyrazić – wszystko się tu zgadza. Okazuje się, że nie tylko polski folk może dobrze zabrzmieć w takiej nowoczesnej i dynamicznej oprawie, ale też, że śląska tradycja ma szansę naprawdę zafascynować dzisiejszych słuchaczy. Pamiętam członków zespołu Krzikopa na festiwalu Nowa Tradycja przed bodaj sześcioma laty. Już wtedy ich granie zwiastowało, że mają wartościowy pomysł, choć żadnej z nagród nie otrzymali. Pamiętam jednak też, że chcieli oni rozmawiać na temat swojej muzyki, pytali o opinie, podpowiedzi. Piszę o tym, bo to tylko mały dowód na to jak poważnie podchodzą do grania i jak bardzo świadomie starają się to robić. Nic więc dziwnego, że gdy w 2018 wydali debiutancki album, była to płyta świetna. Że rok później zdobyli jedną z nagród na Nowej Tradycji, a ich tegoroczny krążek jest kolejnym dowodem rozwoju muzycznej koncepcji, jest płyta lepszą od poprzedniej.



Rzecz okazuje się być spójną całością, układa się w zamknięta opowieść, a swoistą narrację prowadzą słowa tradycyjnych pieśni. Prowadzą przez kolejne miesiące poczynając od letniego przesilenia. Od sobótkowej nocy i spotkania zakochanych przez słynnego "Chmiela" – weselną pieśń w nowoczesnym aranżu aż po drogę "od miłości do powstania" w utworze "Od Bytomia bita droga". Potem są już tylko tragiczne doświadczenia wynikające z walki i rozpacz matki opłakującej nieżyjącego syna. Całość wieńczy pełna goryczy pieśń "Tam pod lasem" niczym zapowiedź zbliżającej się wojny. Złowieszczo porywający to finał w sensie muzycznym i przejmujący w sensie tekstowego przekazu. Dobrze, że nie dostajemy tu na koniec lukrowanej, pocieszającej opowiastki. Bo w tej historii nie chodzi o fałszywe pokrzepienie, raczej o – bo ja wiem? – romantyczną, ale i niemal egzystencjalną opowieść o konieczności i niepokój, który pozostaje. Chodzi o ważny kawałek historii – i tożsamości, o uświadomione nawiązanie do tradycji. 

Na płycie słyszymy przemyślane aranżacje, nie "przekombinowane", a atrakcyjne dla słuchacza. Imponują rozwiązania formalne: zmiany tempa, dbałość o dynamikę poszczególnych nagrań i dramaturgię całości. Świetne partie gra na akordeonie Mateusz Dyszkiewicz, który zdaje się tu być pierwszoplanową postacią pośród instrumentalistów, nadając kierunek, w którym zmierza zespół, ale wyróżnić można by, trzeba by każdego z muzyków. Wspomnieć trzeba jednak i o znakomitych wokalistkach. Katarzyna Dudziak i Karina Przewłoka nie tylko siłą wdzięku i kobiecego wokalu koncentrują na sobie uwagę słuchacza, ale są też prawdziwie przejmujące i angażujące zainteresowanie, no i przede wszystkim – co nie najmniej ważne – naprawdę świetnie śpiewają.

"Śląskie powstaje" to płyta niedługa, trwa bowiem ledwie pół godziny. Lepiej jednak pozostać w poczuciu niedosytu niż przesytu, zwłaszcza, że artyści zapewniają nam dzięki temu spójną, ważną opowieść.

 

Tomasz Janas

 

Krzikopa

„Śląskie powstaje” (bandcamp)

Ocena: 4/5 

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.

Czytaj także

Radykalnie, czyli z pomysłem

Ostatnia aktualizacja: 10.02.2020 11:00
W tej opowieści splatają się dramatyczne zakręty dwudziestowiecznej historii i, zaskakujące czasami, spotkania odległych kultur. Najważniejsza jest jednak znakomita muzyka!
rozwiń zwiń

Czytaj także

Starosłowiańska psychodelia…

Ostatnia aktualizacja: 29.06.2020 11:00
Współczesna awangarda i dawne formy chóralne, chłód eksperymentu i żywioł rytuału – na wspólne dzieło zespołu KakofoNIKT i chóru Pogłosy składają się różnorodne, czasami dość odległe inspiracje. Powstała jednak spójna i bardzo przekonująca całość.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Asfaltowe magdalenki

Ostatnia aktualizacja: 11.08.2020 08:00
Usłyszawszy fragmenty płyty "Wyliczanki, wydzieranki” pomyślałem, że wreszcie ktoś w nurcie folkowo-tradycyjnym nagrał piosenki dla młodszych dzieci w stylistyce autorskiej nieco bardziej buńczucznej, odbiegającej od tej wiernopoddańczej wobec tradycji, która w ostatnich latach się utrwaliła. A jako że wszystkich występujących na płycie znam, więc ucieszyłem się, bo nie ma nic przyjemniejszego niż chwalić tych, których się lubi. Rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana, ale po kolei.
rozwiń zwiń