Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Dystopia Senyawy

Ostatnia aktualizacja: 16.02.2021 00:01
Senyawa w zglobalizowanym świecie nowatorsko odnajduje się pomiędzy tym co lokalne i globalne. Zakorzenieni w indonezyjskiej tradycji tworzą apokaliptyczną opowieść naznaczoną minimalizmem, muzyką noise, tradycyjnymi zaśpiewami i ciężkim, industrialnym brzmieniem.
Okładka płyty Alkisah
Okładka płyty "Alkisah"Foto: mat. promocyjne

Po raz pierwszy o duecie Senyawa opowiedział mi dobre kilka lat temu amerykański muzyk Arrington de Dionyso, który pod szyldem „Unheard Indonesia” koncertował w Indonezji, grając z reprezentantami tamtejszej sceny. Podczas jednego z koncertów padło na dwójkę muzyków – byli to Wukir Suryadi i Rully Shabara – a ich twórczość podsumował potem: „to, co robi Senyawa jest bardzo rewolucyjne w ich kulturze, ale także w całym świecie.”

Ciężko się z nim nie zgodzić, bo kilkanaście lat aktywności i kilka albumów w dorobku pokazują Senyawa jako zespół, który w zglobalizowanym świecie nowatorsko odnajduje się pomiędzy tym co lokalne i globalne. Goszczą raczej na festiwalach elektronicznych i eksperymentalnych aniżeli folkowych, grali z takimi postaciami jak Sunn O))), Oren Ambarchi czy Melt Banana, ale tradycja i indonezyjski koloryt mają w ich twórczości ogromne znaczenie.

Jest to słyszalne przede wszystkim w wokalizach Shabary, który raz donośnie pokrzykuje, zawodzi mantrycznie albo serwuje obłędny growling, w którym mieszają się języki indonezyjskie. Ale nie byłoby charakterystycznego brzmienia zespołu, gdyby nie instrumenty, które buduje Suryadi z bambusów i tradycyjnych narzędzi agrokulturalnych używanych na wsi w Indonezji. Podpięte do wzmacniacza przynoszą mięsiste metalowe i elektroniczne brzmienie, co wprowadza dialog między historią a współczesnością. Na najnowszym albumie ten kierunek uwspółcześnienia jest jednak jeszcze silniejszy: częściej można usłyszeć gitarę elektryczną, na której muzyk buduje przeciągłe riffy albo czasem w niemal sonorystycznej odsłonie ujarzmia struny instrumentu różnymi przedmiotami; generuje noise’owo-metaliczne tło. Lawirujemy między echem tradycji, industrialem spod znaku Einstürzende Neubauten aż po sludge-metalowe akordy.

„Alkisah”, piąty album duetu idealnie trafia w swój moment – pandemiczny świat, w którym większość czasu spędzamy w domach, zastanawiamy się jak będzie wyglądała przyszłość, być może przeżywamy załamania albo momenty przełomowe. Na dodatek jesteśmy zalewani newsami o kolejnych zarażeniach, które podlewają konflikty polityczne i problemy klimatyczne na całym świecie. Trwająca nieco ponad pół godziny płyta to uniwersalna opowieść (tytuł w tłumaczeniu oznacza „Dawno, dawno temu”) jaką dobrze znamy: apokaliptyczna wizja upadającej cywilizacji, którą zniszczyła chciwa władza, a w następstwie jej upadku nastąpiła próba budowania nowego ładu i towarzysząca jej nieuchronna wizja fatalistycznego marszu. Duet serwuje plemienne, mroczne utwory oparte na gęstniejących rytmicznych strukturach i ognistym, dronowym tle, przypominając, że co by się nie wydarzyło, dzień apokalipsy nastąpi prędzej czy później.

„Kekuasaan” niczym przysłowie pyta nas o sens władzy, kiedy koniec jest nieuchronny. „Fasih” to narastająca, mistyczna dźwiękowa mantra, która zatraca się w otoczeniu zwielokrotnionych ścian dźwięku. Senyawa eksploruje oryginalnie minimalizm (obie części „Alkisah”), a „Menuju Muara” to szalony growling na tle ciężko brzmiącej gitary i industrialnej kumulacji perkusjonaliów z elementami noise. W mrocznej balladzie „Kabau” Shabara wykrzykuje przysłowia z języka Minang z Zachodniej Sumatery, które przypominają o starym świecie i jego tradycji. Chyba tylko po to, żeby podkreślić jak często historia zatacza koło. „Kiamat” zostawia nas w scenerii z „Mad Maxa”; lepiej od razu być gotowym na budowanie nowego na zgliszczach.

Rewolucyjny charakter muzyki Senyawa uwidacznia się w gitarowym nerwie Wukira Suryadi („Alkisah II”), co szybko zyskuje przestrzenne brzmienie, podbijane przez mantryczne zawodzenie głosem Shabary. Duet do współpracy zaprosili kilkadziesiąt wytwórni z całego świata, aby ich muzyka uległa decentralizacji i była łatwiej dostępna w różnych miejscach na świecie. Z poprzednimi albumami nie było tak prosto, ale to idealistyczne podejście jest złudne – większość z nich i tak kupimy przez amerykańskiego Bandcampa. Być może udziela mi się pesymistyczny nastrój „Alkisah” skoro ten system i tak nas pochłonie. Ale być może muzyka taka jak na tym albumie sprawi, że wątpliwe czasy, w których żyjemy, będą bardziej znośne.

Jakub Knera

Senyawa

Alkisah

Phantom Limb

4/5

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.

Czytaj także

Jazz i polska tradycja spotykają się w Lumpeksie

Ostatnia aktualizacja: 22.09.2020 10:12
Lumpeks szuka punktów wspólnych między jazzem i tradycją, tworząc barwną współczesną opowieść naznaczona ludowymi melodiami i improwizacjami, balansując pomiędzy awangardą a ludycznością.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Starosłowiańskie szeptuchy na dyskotece

Ostatnia aktualizacja: 12.01.2021 00:01
„Demonologia” przypomina o ludowych obrzędach, łącząc folkowe śpiewy z elektroniką. Może dzięki niej rytuały odganiania złych mocy i nieszczęść czasu pandemii, inicjowane kiedyś nad jeziorem w świetle księżyca lub ciemnym lesie, teraz odprawimy wśród stroboskopów, pod wirującą kulą dyskotekową?
rozwiń zwiń