Radiowe Centrum Kultury Ludowej

"Yaral Sa Doom" od Wau Wau Collectif. Szwedzko-senegalska współpraca na miarę XXI wieku

Ostatnia aktualizacja: 30.03.2021 08:00
Międzynarodowy projekt, muzycy z dwóch kontynentów. Ile razy to już przerabialiśmy? Zaręczam jednak, że tym razem będzie zupełnie inaczej. „Yaral Sa Doom” to album pełen zaskoczeń.
Okładka płyty Yaral Sa Doom od Wau Wau Collectif
Okładka płyty "Yaral Sa Doom" od Wau Wau CollectifFoto: mat.pras.

Wszystko zaczęło się na początku 2018 roku, gdy Karl-Jonas Winqvist, szwedzki muzyk i wydawca, spędził kilka tygodni w senegalskim Toubab Dialaw, położonym mniej więcej godzinę drogi samochodem od Dakaru. Dawna rybacka osada jest dziś miejscem, w którym kwitnie środowisko artystyczne. Tam, w ciągu jednego, marcowego tygodnia Winqvist grał improwizowane sesje z muzykami poznanymi za pomocą Arouny Kanego, lokalnego producenta i właściciela studia. Po powrocie do Sztokholmu Karl-Jonas zrekrutował swoich szwedzkich kolegów i koleżanki, by dograli się do istniejącego już materiału. Następnie, razem z Kanem pracowali nad szlifowaniem całości, wysyłając sobie materiały WhatsAppem, popularnym komunikatorem internetowym.

Dlatego obecność Wau Wau Collectif w katalogu Sahel Sounds jest jak najbardziej naturalna. Chris Kirkley od lat współpracuje na równych zasadach z muzykami z Afryki Zachodniej, nagrywając ich na miejscu, ale też publikując muzykę, która krąży na telefonach komórkowych, przesyłana na whatsappowych grupach, albo kopiowana na karty microSD. Dla Winqvista to także nie pierwszyzna, jego oficyna Sing a Song Fighter poza szwedzką muzyką alternatywną, wydaje też płyty z muzyką afrykańską, przede wszystkim z Malawi, Mali czy Tanzanii.

Obie strony Wau Wau Collectif, szwedzka i senegalska, pozostają ze sobą w idealnej równowadze i równości. To jeden z tych przypadków, kiedy całość jest czymś więcej niż tylko sumą składowych. Kane i Winqvist stworzyli muzykę, która nie jest w pół drogi między Sahelem i Skandynawią tylko kreuje swój własny dźwiękowy świat, muzyczną Nibylandię. Baśniową, rozmarzoną i pastelową. Oczywiście, rozpiętą między krajami pochodzenia muzyków, ale wykraczająca poza nie. Mieszają się w niej echa sufickich pieśni, gitary calypso, spritual jazzu, dubowego pogłosu, to kraina pokoju i muzycznej harmonii. Jak każda Nibylandia, jest niedookreślona, jej granice są niewyraźne i nieostre. Oniryczna estetyka przywołuje bardzo zaskakujące skojarzenie – bedroom pop, laptopową estetykę indie popową, popularną na początku obecnego wieku. Wau Wau Collectif, choć nagrywali w studiu, a nie sypialni, tworzą podobną atmosferę. Mimo swej baśniowości i senności brzmienia „Yaral Sa Doom” wpisuje się w nurt muzyki zaangażowanej. Teksty pisane w wolof i okazjonalnie francuskim dotyczą problemów trapiących senegalskie społeczeństwo, przede wszystkim nierówności w dostępie do edukacji, tytuł znaczy „Edukujcie młodych”.

„Yaral Sa Doom” jest jednocześnie świadectwem przedpandemicznej rzeczywistości, jej zręby powstały podczas pobytu w Senegalu, dzisiaj taki wyjazd byłby niemożliwy (lub przynajmniej bardzo trudny) i współczesnej globalizacji muzyki. Dwóch producentów z dwóch różnych kultur muzycznych współpracowało ze sobą poprzez internetową aplikację. Chyba nie ma nic bardziej dwudziestopierwszowiecznego.

Michał Wieczorek

 Wau Wau Collectif

"Yaral Sa Doom"

Sahel Sounds 2021

Ocena: 4,5/5

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.


Czytaj także

Sayonara na powrót punk folku

Ostatnia aktualizacja: 06.10.2020 10:55
Trafili w próżnię. Punk folk odszedł już w naszym kraju na karty historii, a i poważny showbiznes przeżył flirt z Mungo Staszczykiem (Pociskiem miłości), który w tym stylu był i irlandzki, i polski. To se ne vrati, jak mawiają bracia Czesi. A jednak – wróciło.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Humeniuk i inni – Ukraińcy w Nowym Jorku w latach 1928-1932

Ostatnia aktualizacja: 13.10.2020 08:00
Najsłynniejszym amerykańskim skrzypkiem z Polski był Ukrainiec Pawło Humeniuk (1883-1965). Urodził się w Podwołoczyskach (obecnie Підволочиськ), w tzw. Galicji Wschodniej, na wschód od Tarnopola, praktycznie już na granicy z Podolem.
rozwiń zwiń